mona mona
926
BLOG

Jejku, panie prezesie...

mona mona Polityka Obserwuj notkę 23

A nuż - zerknie Pan przypadkiem na ten wpis...Wielkiej nadziei nie mam, ale może...Podobno przypadki chodzą po ludziach, tak jak wypadki.
Jak twierdzi Ludwik Dorn ( no, może nie wyłącznie), z tą lekką nutką dekadencji - 'imię nasze jest legion". Znaczy - jak rozumiem - nawiedzonych.. Ponieważ nie zdążyłam przeczytać wieści salonowych, awansem opuszczam krakowskim targiem, niech będzie te pół legionu ludzi myślących podobnie. "Ja" - czyli element legionu, elektron - powiedzmy. 

Przejechałam się wprawdzie  w ostatnim wpisie po "europejczykach",  z zastrzeżeniem, że wysłał Pan tam jednak "pierwszą kadrową".Na wyrzucenie nie zasłużyli, choćby dlatego, że wciąż są najlepszym, co ma Pan w menu - nawet z  dobrodziejstwem inwentarza.
Moje pretensje do nich polegały na pyskowaniu publicznym, na lamentach, że nie mogą, nieszczęśnicy, w żaden sposób porozumieć się z Panem, więc głoszą te wieści - gdzie się da. W epoce poczty mailowej - raczej dziwna sprawa.
 Ale z tego medialnego płaczu nie wynika nic - jakie mają propozycje, na czym ma polegać ta rzeczona "reformacja", słowem nic, poza "gorzkimi żalami". Jeśli nie mogli tego zapodać Panu, to mogli przynajmniej mnie, legionowi, czy choćby tej połówce. Tak, czy siak - gadali do każdego mikrofonu, co im zależało?

Znam założenie ( Pan także je zna), że ludziom można wybaczyć, natomiast kłopot jest w tym, że oni nie potrafią wybaczyć sami sobie. Ten stan rzeczy powoduje dalsze perturbacje, tłumaczenia, udawadniania, permanetny bałagan frakcyjny - więc - summa summarum - rzecz się nie opłaca, buntowników należy po prostu się pozbyć.

Ale... czy rzeczywiście są buntownikami? Czy tylko pyskaczami, nadętymi swoją ważnością?

Rzecz w tym, że kolejne przegrane wybory są faktem.
 Z mojego punktu widzenia sprawa jest do przeżycia, w ministry się nie wybieram, a wierzę, że "na naszej ulicy też kiedyś zaświeci słońce" (autora nie przytaczam, nie chcę siać zgorszenia). Oczywiście wolałabym trąby anielskie, grające nam pieśń triumfu, ale jestem w stanie żyć z tą przegraną, wiedząc że PiS ma się dobrze - i wciąż trwa na widecie.

I proszę nie wierzyć w jakieś sondaże, w których 70% wyborców żąda, aby Pan odszedł. Kiedy to usłyszałam, zrobiłam sondaż własny: nikt, ani jedna osoba nie potwierdziła takich odczuć.
Jednak "stołkowi terenowi", którym przeszły fuchy koło nosa - mogli tak twierdzić. Odpowiednie telefony można bez żadnego trudu znaleźć w sieci, żadna robota dla sondażowni.

 Pewne jest natomiast to, że ludzie nie wierzą absolutnie w przypadkowość smoleńskiej tragedii, co się przekłada na -przypisywaną Panu - chęć zemsty. Baa, więcej - w obowiązek zemsty."Oni by nie darowali". Sądzę, że Pan to zna, komunikuję więc - nic się nie zmieniło, ludzie "nie chcą latać z kałachem", mimo żalu, poczucia beznadziei i straszliwej niesprawiedliwości losu. Ale ci z przeciwnej strony jeszcze bardziej nie chcą z tym kałachem latać.

To jest poważny temat - i trzeba reagować, zamiast wadzić się z brukselkimi paniczykami, którym przepełnił się syfon.

 Sądzę, że nie tylko wyrzucona trójca pała chęcią "zreformowania" właśnie Pana. Śmiem mniemać, iż  Brutusów ma Pan na pęczki. Siedzą cicho, lub "dają głos za", póki nie wyśle ich Pan do Brukseli jako "drugą  ( może trzecią) kadrową". To będzie się powtarzać, ludzie są tylko ludźmi, a wysokie sondaże dały im nadzieję na realne korzyści i kariery.

Na kogoś musi być. Najlepiej na szefa, jak wszędzie i zawsze, niezależnie od oficjalnej partyjnej "mowy na okrągło".

Ziobro niczego nie stworzy, nie jest niebezpieczny. To człowiek nadający się do wykonywania poleceń, ale "twórcza praca" wychodzi mu kiepsko.  Nie bardzo sobie wyobrażam jego karierę, opartą na własnej inwencji. Nie wierzę też w jego machiawellizm - Ziobro bywa zwyczajnie śmieszny, a te cechy się nie kochają.

Wystarczy  jako argument ostatni "popis ojcostwa": szczęśliwy tatuś tak szparko podążał za kamerami,  że chyba zupełnie zapomniał, iż autorstwo synka  nie jest wyłącznie jego zasługą. Zostawił daleko z tyłu żonę, która ostatecznie nie jest ulubienicą mediów - i nawet nie spojrzał w stronę nieszczęsnej położnicy.Co głupsze -"podparł" to stwierdzeniem, że "za późno się zdecydował"..Matko kochana....On się zdecydował...
Tylko czekałam, kiedy oznajmi, że tak w ogóle - to za późno również u r o d z i ł...Ziobro jest raczej bufonem, niż Machiawellim, ale "zadaną" robotę wykonuje uczciwie.
Jedno jest pewne: z pewnością nie chciał niczego rozbijać, chciał usiąść na Pańskich kolanach w Sejmie - bo bliżej już nie można.
A w ogóle Ziobro za długo był czołgany przez byle Knapików, aby nagle zaczął się nadawać na "gwiazdę mediów".
Przywódca więc z niego żaden.

Kurski wprawdzie mógłby "mieć pomysł", starczyłoby mu inteligencji, ale co ze środkami? Z uwarunkowaniami? Z miejcem w przestrzeni politycznej?
 Toć zabiłby go śmiechem własny brat, gdyby naprawdę musiał przyznać, że aż tak dalece nie miał racji. Przed nim nie ściele się żadna łatwa ścieżka. Popyskuje - i przestanie, kiedy przestaną go zachwycać rosnące z każdym słowem, fascynujące wyniki poparcia Ziobry w przeróżnych wyborach, kiedy okaże się że łaska wyborców na pstrym koniu... Kurski zapomina, że te wyniki - to również wyniki partii.
Można machnąć ręką na te "czaszkowe" bon-moty; facet gada głupstwa, bo sytuacja go zaskoczyła.On ma chyba najbardziej "przepapane".

Cymańskiego zostawmy.Nie dlatego, żebym ja, legion, go nie lubiła, ale przecież nikt mi nie wmówi, że może być "piatą kolumną".
Oczywiście mogę się mylić. Może chłopaki znacznie wcześniej przygotowali sobie trampolinę...ale wątpię. Przecież mają oczy i uszy.

Myślę że jedynym celem tego głupiego gadania było jakieś nagłe "parcie na szkło", a powody tego zjawiska są drobnym pryszczem na ambicji, bo akurat Pańscy "brukselczycy" mają się całkiem nieźle, pod każdym względem. Być może - zbiesili się na skutek własnego, nagłego dostojeństwa...No, więc mają trochę czasu na myślenie - i to powinno wystarczyć.

Zawsze wierzyłam w to, że dla Pana nie ma sytuacji bez wyjścia, podkreślałam do upojenia, że to Pan "z Wałęsy  zrobił Wałęsę, a z Mazowieckiego - Mazowieckiego", póki to bylo konieczne.
PiS wciąż trwa, mimo fałszywej nuty marsza żałobnego nad wydumanym truchłem partii.

 Jakoś nie mam przekonania, że skończyły się Panu pomysły: człowiek albo to ma, albo nie. Usiłuję wierzyć, że wie Pan więcej w tej sprawie, niż można ujawinić, czego bym sobie bardzo nie życzyła... ale bardziej wierzę, że chce Pan uświadomić gamoniom ich przyszłość poza PiS, na tak zwanej "wolności".

Jednak PiS nie może, niczym nieboszczka PZPR, opierać się wyłącznie na "miernych, ale wiernych". Wierzę w nowe, doskonałe partyjne "nabytki", ale wyrzucanie ludzi za krytykę już przerabialiśmy.Bardzo długo przerabialiśmy - i wszystkim kojarzy się to kiepsko.

Nie boi się Pan, że o nas wkrótce zaczną opowiadać nową wersję kawału "kto zbudował Biełomorkanał"? Oba brzegi kanału?

Jeśli chodzi wyłącznie o gadanie, jeśli nic więcej się nie stało - niech gamonie lepiej wrócą.



 




 
 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Polityka