...
Będzie trochę misz - masz, bo tak mi serce dyktuje. Nazbierało się.
Z coraz większym rozbawieniem słucham "mędrców", na jednym oddechu wygłaszających volterowskie tyrady z gatunku "Nienawidzę twoich poglądów, ale oddam życie, abyś mógł je głosić"", z jednoczesnym zastrzeżeniem: że z tej wolności poglądów należy jednak wyłączyć Jarosława Kaczyńskiego, razem z jego partią i okolicami.
Tego chyba nie trzeba cytować, to krzyczy do nas, biednych, ze wszystkich stacji mendialnych i medialnych.
PiS wybory przegrał, ale chyba dalece nie wszyscy o tym wiedzą: nie ma tematu, do którego nie dałoby się "podłączyć" jakiegoś cytatu z Kaczyńskiego, albo domysłu "co by powiedział, gdyby... powiedział". Rozmowa może się obyć bez cytatów z premiera, prezydenta oraz wszystkich vipów, natomiast bez Kaczyńskiego - w życiu! Kaczyński musi być, bez niego - nieważne.
Sam JK w życiu chyba się nie spodziewał, że media zrobią mu aż taką klakę. Jak powszechnie wiadomo - nie jest ważne, czy mówi się dobrze, czy źle, ważne jest, żeby w ogóle się mówiło.
Sama tak uważam, bo wahadło z położenia jednostronnie skrajnego z czasem odbija w stronę wręcz przeciwną, a jest to proces nieuchronny: skołowani telewizyjnym "agit- prop`em" w końcu zaczną pisać na murach "telewizja kłamie". Polacy już tak mają, a co więcej - mają to przećwiczone. Wolałabym, żeby pisali, niż dawali fizycznie wyraz, co myślą, paląc samochody telewizji ( to w końcu tylko przedmiot, on nie zawinił), ale...wszystkie, żądne sensacji" kanały informacyjne łgały jak najęte, zachłystując się łobuzami na Placu Konstytucji i z uporem maniaka wpychając te burdy w "faszystów", podczas kiedy sami "faszyści" byli już tak daleko, że mieli słabe pojęcie o burdach.
No i "gwałt" na prawdzie "gwałtem się odcisnął".
A` propos - dziś Kuźniar zaprosił dwóch poważnych ludzi do rozmowy o ostatnich wydarzeniach. Poważni ludzie nie dali sobie narzucić pożądanej przez Kuźniara narracji, tłumaczyli człowiekowi jak...no...człowiekowi, że cały ten problem nie da się sprowadzić do poziomu czystej rozróby "faszystów", że to żadni faszyści, a rzecz należy potraktować poważnie. Bo ludzie ci mają jakieś swoje racje a sytuacja jest -nazwijmy to - rozwojowa. Konkludując - należy przyjąć rzecz do wiadomości i - dla własnego i naszego dobra - w porę rozmawiać. Szczerze mówiąc - sama się takiego dictum absolutnie nie spodziewałam. Nie w telewizji, a już zwłaszcza - nie w tej.
Wściekły Kuźniar, przyzwyczajony do "mędrców z parciem na szkło", robiących za kiwony ( to taka krówka, która kiwa łbem, "siedząc" na półce przed tylną szybą), nie wytrzymał:
- Ale jak z nimi rozmawiać! Przychodzę rano do pracy, a tu mail - "jak będziecie kłamać, to będziecie płonąć jeszcze nie raz!"
Poważni a litościwi ludzie ludzie uprzejmie nie zauważyli, że Kuźniarowi nie mieści się w głowie ewentualność, iż MÓGŁBY nie kłamać.Nie wziął tego pod uwagę...
No, dobra, a tak poza tym - wiem, że łobuzy są wszędzie, a jeśli nawet komuś brakuje własnych - funduje sobie z importu.
A co do "mędrców":
Oto prof. Ireneusz Krzemiński budzi mnie bladym świtem (nigdy, nieszczęsna, nie wyłączam radia, ale że też facetowi się chce gnać do studia listopadową nocką...) taką konkluzją:
" Po to walczyliśmy o wolność, by nawet wróg panującego ustroju miał prawo wypowiadać swoje opinie. Tylko niech zajmuje swoją marginalną pozycję. Ja protestuję przeciwko temu, aby twarzą polskiej niepodległości była Młodzież Wszechpolska".
Zaraz, kto jest wrogiem panującego ustroju? Tak, jakbym gdzieś, kiedyś już to słyszała...No, może to brzmiało trochę inaczej:
"... Myśmy bowiem gospodarze. Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy. Zniszczymy wszystkich bandytów reakcyjnych bez skrupułów. Możecie jeszcze krzyczeć, że leje się krew narodu polskiego, że NKWD rządzi Polską, lecz to nie zawróci nas z drogi."
Acha, już wiem - to Gomółka. Dalekie echa, ale niektórzy są nieuleczalni - Krzemińskiemu odbiło się gomółkowską czkawką.
Swoją szosą - jakoś mało słychać o tej walce o wolność w wykonaniu Krzemińskiego.
Będę złośliwą małpą: profesora poniosło, bo jeśli o coś walczył, to właśnie o prawa innej mniejszości, zajmującej marginalną ( czytaj - "tęczową") pozycję w tym straszliwie homofobicznym społeczeństwie.
Marginalna mniejszość profesora jest ładniejsza od marginalnej mniejszości Wszechpolaków?
Jeśli taki jest pogląd Krzemińskiego, to ja też protestuję: "zna(j) proporcyą. mocium panie".
A w ogóle to nic mi zarówno do tego, kto z kim sypia, jak do tego, co głoszą Wszechpolacy. Ja wiem, to jest oświadczenie godne podobnego " nie jestem antysemitą, ale..."
Tyle, że mnie to naprawdę nie obchodzi. Jeśli coś mnie denerwuje, to maszerowanie "pod Dmowskiego". Z określonego powodu: już pisałam, że moim idolem jest Piłsudski'. Nie to, żebym nie rozumiała roli Dmowskiego w kwestii odzyskania Niepodległej. Oczywiste jest, że na Kongresie Wersalskim krwawo, ze wszystkich sił walczył o tę Polskę, mając - jak mniemam - świadomość, że - tak, czy siak - walczy o władzę dla odwiecznego rywala, zarówno politycznego, jak osobistego, niezależnie od tego, jak będzie nazywał się "figuralny" prezydent.
Ale zwykle bywa tak, że wszystkie gremia decyzyjne w takich wypadkach "liczą dywizje", nie słowa. Te dywizje miał Piłsudski, a wywalczył je sobie sam.
Oddając tym samym sprawiedliwość Dmowskiemu - i tak uważam jego antysemickie poglądy za dziwactwo, nawet jeśli ich podłoże było czysto ekonomiczne. Tak samo, jak jego absolutnie nieodwzajemnioną, idiotyczną "wiarę, nadzieję, miłość" pokładaną w Rosji, o którą się nieustannie, z goryczą w sercu potykał, a z której wyleczył się praktycznie na łożu śmierci.
"Nienawidzę twoich pogladów, ale oddam życie..." No, więc - jeśli Marsz Niepodległości musi koniecznie paradować "pod Dmowskiego", dając niewątpliwą okazję - trudno.
Ale ja bym wolała, żeby "pod Piłsudskiego"...Takie mam poglądy, nawet jeśli mniejszościowe.
401
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (7)