@@@
Na blogu Eski, w komentarzach, padło pytanie o motorówkę, która miała podrzucić Wałęsę na strajk.Trochę za dużo jak na komentarz, więc wrzucam jako notkę.
Obiecałam więc Esce, że wrzucę historyjkę, jak to Wałęsa zapisał się do komietu strajkowego jako 21-wszy (słownie: dwudziesty pierwszy), więc dość długo mu zeszło z tym namyślaniem na heroizm. Stąd ten wpis - jak to było z heroizmem Wałęsy.
Żródło:
Krzysztof Wyszkowski rozmawia ze stoczniowcami ( w TySolu nr. 10 z 81 roku). Oczywiście strasznie mi się nie chciało przepisywać na pieszo artykułu, ale kiedy kliknęłam na archiwum w celu skopiowania onego - zapodają mi tam, że mają materiały od 88 roku.No, to ja mam znacznie wcześniejsze, niestety muszę rzecz wykonać ręcznie. Co niniejszym, cholera, czynię.
Ciekawe, czy mi kolbami w drzwi załomoczą, jak mi to Eska zapowiada.
Mogą mi na pukel skoczyć. Co to jest "pukel"? Ano, garb, po hanysku, żeby nie było, że co gorszego. Tytuł tej opowieści jest piękny, ale enigmatyczny : "Człowiek rodzi się i żyje wolny", a w podtytule wymienione są trzy nazwiska: Falski, Borowczak, Prądzyński. Z treści wynika mi, że rozmówcą jest głównie Borowczak. ( zostało potwierdzone).
Z treści tej rozmowy wynikają w ogóle sprawy dziwne.
WZZ-ty już od dawna działały, "bibuła" była kolportowana w terenie, w miastach, pod kościołami, na dworcach, w ogóle - gdzie się dało, wiadomo - ale niemal nigdzie, a w każdym razie nie w tych sprawach, nie pojawia się Wałęsa. Teoretyczne przynależy do redakcji materiałów wydawanych przez WZZ, ale...już widzę to redagowanie. Co więc tam robił? Czytam niemal wszystko u Wyszkowskiego, ale jakoś przegapiłam tę wiekopomną rolę Wałęsy, jako redaktora.
Opieram się na konkretnym artykule, w którym mówią ludzie bezpośrednio organizujący strajk, interesuje mnie, co wiedzieli ONI , jak widzieli tę rolę Wałęsy.
Opowieść stoczniowców:
Borowaczak jest w stoczni nowy, do Borusewicza zgłosił się sam. Po prostu - kontakt był podany w treści ulotki.
Borowczak wie, kto to jest Wałęsa, ale z tekstu (na 2/5 szpalty starego TySola) wynika, że Borowczak & co. o Wałęsie s ł y s z e l i, głównie to - że jest solidnym pyskaczem, z gatunku "jak już powie, to powie", szczególnie na rocznicach and innych okazjach.
Jednak przewija się gdzieś na obrzeżach, funkcjonuje w tej opowieści jako człowiek Borusewicza, osoba niewątpliwie znana, ale - do jakichś specjalnych poruczeń, z którym kontaktuje się wyłącznie ( przynajmnie dla narratorów) sam Borusewicz. Natomiast "samo z siebie" wynika, że wszyscy są jakoś pewni - to on pokieruje strajkiem, który organizuje tenże Borusewicz.
Oczywiście ja wiem, że Wałęsa działał w WZZ, ale dlaczego wiedza rozmówców Wyszkowskiego jest jakaś mizerna? Oni przecież byli do dna zaangażowani do dna w robotę związkową. Bo długo, jak wynika z opowiadania, znają "Lecha" głównie ze słyszenia.
Dlaczego Wałęsa ma prowadzić strajk - nie wiadomo.No, jako człowiek Borusewicza - i tyle. Natomiast już w czasie przygotowań do strajku Borusewicz wreszcie przyprowadza na jakieś spotkanie Wałęsę, który kaprysi, że za mało jest materiałów, n.p. bografii Walentynowicz, mającą zostać ikoną wydarzeń) i strajk z 12-go przeniesiony zostaje na 14-go. Sam Wałęsa ma się zjawić na stoczni o 6 - 6,15.
ALE GO NIE MA !!!
Smakowity cytat:
"Ja nikomu nie mówiłem o strajku. Nie wiedziała Walentynowicz. Wiedziała, że strajk się przygotowuje, ale nie wiedziała, że na 14-go. Bogdan nikogo nie powiadomił.Tak, że o dacie strajku mogli nie wiedzieć Gwiazdowie. Wiedział tylko Wałęsa. W zasadzie to 5 osób z Wolnych Związków, tzn. Felski, Prądzyński Borowczak, Borusewicz i Wałęsa."
Co Borowczak i inni właściwie wiedzą o Wałęsie?
"Z góry wiedzielismy, że kierować strajkiem ma Lechu.Lechu z nami się nie spotkał. Lecha powiadomił Bogdan i Lutek ( Prądzyński), że on ma być. Bo ludzie go znają, pisało się o Wałęsie, znają go z rocznic i przecież on był nawet wybrany do Rady Zakładowej i wtedy go wywalono.Tak, że cała stocznia znała Wałęsę.Wiedzieliśmy, że on dobrze przemawia...) - i dalej głównie jest o "dawaniu czadu" w tych przemówieniach.
Borusewicz jednak poleca im właśnie, Borowczakowi, Prądzyńskiemu, Falskiemu i chyba Maliszewskiemu, stworzyć komitet strajkowy.
"My mówimy: no, co my, młodzi, no co my tam...Lechu niech dobiera ludzi. Borusewicz odpowiada: nie, wy macie być w tym komitecie strajkowym.No, to my pierwsi się wpisaliśmy".
Dla porządku - Wałęsa poleca swoich ludzi do kontaktu na stoczni: Pydyn, Jagielski, Lenarciak, Szyryn. Borowczak mówi: "ja ich nie znałem, oni nie przychodzili na zebrania wolnych związków zawodowych, tylko Lechu pracował z nimi przez dziesięć lat i mówił, że to są pewni ludzie".
O 5 rano Borowczak, Prądzyński, Falski, Maliszewski ( narrator używa pojęcia "my", ale te postacie się przewijają w opowiadaniu) zaopatrzeni w przyniesione poprzednego dnia ( powiedzmy - raczej nocy) materiały, chodzą od grupy do grupy, rozdając ulotki, organizując ludzi. Jest ranek, stoczniowcy dopiero się schodzą.
W każdym razie strajk "nabiera rozpędu", są już tłumy, są prowizoryczne plakaty, postulaty, są rozmowy ( no, raczej targi z dyrekcją) z dyrekcją - Wałęsy nie ma, już nie mówiąc o Borusewiczu. Borowczak zapisuje chętnych do komietu, ale jest kłopot - pchają mu się same młodziaki, a potrzeba autorytetu starych robociarzy. Czyli komitet - z łapanki.
Wałęsy nie ma.
Kolejny cytat:
" No i dyrektor się pojawił, z ta swoją świtą. Stanął przed koparką ( zebrany na prędce komitet już był na tej koparce ustawiony) i ludzie go nie widzieli.Pomogliśmy mu się wdrapać na koparkę, wciągnęliśmy go do góry.Taki wystraszony był, jeszcze go takim nie widziałem. Mówił: wybierzcie komitet strajkowy, rozejdzcie się do pracy. Ale ludzie, gdzie tam, zaczęli gwizdać.W ogóle nie chcieli go słuchać.
Patrzę, a Lechu biegnie.Od razu go wpisałem , jako dwudziestego pierwszego na listę. Bez pytania, no co się będę pytał. On wskoczył na koparkę, taki zdenerwowany widać był, cholera, i do dyrektora: czy pan mnie poznaje? I tak tym palcem do dyrektora, pamiętam, a dyrektor aż oniemiał.Dziesięć lat pracowałem w stoczni, wyrzucił mnie pan z mandatem zaufania załogi.(...) Dałem Lechowi kartkę, żeby odczytał komitet strajkowy. On zobaczył swoje nazwisko i mówi: nawet mnie tu wpisano, czy państwo akceptujecie moją osobę? Wszyscy od razu przyklasnęli. Odczytał do końca i wtedy on już mówił."
No i dalej - "znamy, znamy". Wyjazd po Annę Walentynowicz, zresztą bardzo ciekawie opisany.
Co do motorówki - nie znalazłam "wodopoju".
Jest wywiad z zapomnianym uczestnikiem "pierwszych godzin", Piotrem Maliszewskim, który mówi, że Wałęsa biegł "od bramy", w innym wywiadzie - jest to "brama kolejowa". Jak się komuś chce bawić, niech myśli, czy "Lechu" musiał skakać przez mur, jeśli strajk już się rozpoczął, a jego uczestnictwo było przewidziane. Ale ten człowiek ma pomysły raczej spektakularne....kto go wie?
Szczerze mówiąc - głosowałam na Wałęsę, takie były czasy, ale wałęsomanii nie miałam nigdy. Ani to "proletariusz", ani prawdziwy chłop, z gospodarskim honorem. No, bo w 70 r. brał udział w rozmowach z Gierkiem ( zresztą członkiem tego samego komitetu był Gniech, dyrektor z awansu, o którym mowa w opowieści Borowczaka). I natychmiast Wałęsa łapie fuchę - zostaje inspektorem pracy. Gniech został z czasem dyrektorem - pewnie był mądrzejszy. Ale Wałęsa "odpowiada ciosem za cios" - wchodzi do Rady Zakładowej, czyli jest niemal tak samo ważny.
Dlaczego go Gniech wywalił...Rady Zakładowe były legalne jak najbardziej, ich członkowie byli chronieni prawem. To wszystko jest dziwne, ale niech się tym zajmują ci, których to ciekawi.
Ja miałam napisać tylko, jak to "Lechu" walczył, czyli jak przyleciał na strajk, kiedy inni zrobili za niego główną robotę. Czemu go Borysewicz tak starannie chował za plecami młodziaków?
Nie wiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)