mona mona
1069
BLOG

Czy mają wracać do PiS?

mona mona Polityka Obserwuj notkę 13

Musiałam pomyśleć. Nie zabrałam głosu u Ufki, na temat powrotów do PiS, bo mam wątpliwości.

Długo byłam "wyłączona z życia", zwłaszcza na salonie, ale chyba gdzieś przeczytałabym wiadomość o zaprzeczeniach: że to nieprawda, iż ludzie najbardziej bliscy Lechowi Kaczyńskiemu, niemal natychmiast po Jego śmierci latali kumać się z Palikotem.

Z tym samym Palikotem, który dopiero co - korzystając z absolutnie pewnej bezkarności, jako członek Partii Jedynie Słusznej - najnormalniej ubliżał Prezydentowi. I robił to z sadystycznym zacięciem, wiedząc, że każda odpowiedź obrażanego to woda na jego  chamski, mużycki  młyn. Więc odpowiedzi nie będzie, także z innego powodu - z powodu pogardy Prezydenta wobec ludzi nie mających zdolności honorowej.
 
 Przecież ci ludzie byli nie tylko współpracownikami, ale także przyjaciółmi Prezydenta! Jak oni tam trafili? I po co?

Bardzo bym chciała, żeby Elżbieta Jakubiak powiedziała publicznie - "to kłamstwo", ale wciąż tego nie usłyszałam. Bo jej mi najbardziej szkoda. Jest mądra, kompetentna, wydawała się naprawdę przyzwoitym człowiekiem. Więc powinna trzymać się na odległość strzału z armaty od politycznego badziewiactwa, a już zwłaszcza w dniach żałoby.
 .

Porozumujmy więc, przenosząc się chwilowo na inne podwórko:
 kiedy senatorowie bardzo wnikliwie rozpatrywali clintonowską "aferę rozporkową" - nie wiedziałam - śmiać się czy płakać...Poważni ludzie, z których zresztą każdy poleciałby na małą Lewinski, gdyby tylko mógł. "Co za dziki kraj" - myślałam.

Ale szybko przyszła refleksja - wprawdzie polecieliby na tę małą na pewno, ale...żaden z nich nie był prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Pominąwszy już kwestie prawne: Clinton okazał się wprawdzie marnym krętaczem, ale okazał się również zdrajcą.

 I to drugie jest ważniejsze.
Bo rzecz może okazać się sprawą inklinacji, skłonności do ulegania własnemu egoizmowi. Nigdy nie wiadomo, na ile człowiek nieodpowiedzialny jest skłonny do zdrady - i nie musi to być wyłącznie zdrada wobec Clintonowej (to akurat bym facetowi wybaczyła w podskokach).
Zdrajca pozostaje zdrajcą.
Oczywiście także Kennedy...ale Kennedy był oficerem, przeszedł wojenne piekło, walczył za tę swoją ojczyznę.
Clinton był "dobrze opakowanym" saksofonitą.

 I to właśnie jest clou moich watpliwości:  czy ludzie przyzwoici są w stanie wybaczyć samym sobie, nawet jeśli jakieś nieznane bliżej meandry myślowe zawiodły ich w takie bagno? Czy nadają się na "synów marnotrawnych", czy tam - "marnotrawne córki"? Przecież nie zakochali się nagle w takim Palikocie, więc - o co chodziło?

Dopóki tego nie usłyszę - będę miała te wątpliwości, choć z radością zobaczyłabym ich znowu na właściwym miejscu - po "oczyszczeniu". Sądzę, że wielu z nas - również. A swoją drogą...to dziwne, ale już niemal nie pamiętam nazwisk "pjonków"...Rozpłynęli się w sinej mgle.

Marek Jurek...nie wiem, czy to ma sens. Jarosław Kaczyński nie obieca mu przecież, że przepchnie kolanem przez sejm uchwałę o pełnej ochronie życia poczętego, bo rzecz jest nie do zrobienia. A dla Jurka jest to sprawa "wiary, nadziei, miłości" - nie do dyskusji.

A cała reszta wróci, Ufko.

Jeszcze im się zdaje, że do wyborów daleko, mogą się zmienić jakieś układy polityczne, jeszcze mają czas na Cannosę. Ale przecież sam układ, w którym Kurski udaje przysięgłego ziobrystę, śmiejąc się w kułak z naiwnych - już z założenia jest idiotyczny. Ziobro najmniej z nich wszystkich nadaje się na "frontmena", bo chyba nie mówimy o prawdziwym liderze?
Nie ujmuję zasług Ziobrze, mogę mu współczuć tego "przemarszu przez piekło", kiedy ciągali go "w nieustalonej sprawie" od prokuratury do prokuratury.
Ale premierem nie zostanie, bez względu na wszystkie ewentualności koalicyjne. Na bank.I cała ta reszta świetnie to wie. Ziobro może być dobrym, przyzwoitym urzędnikiem - i to wszystko. Premier nie jest wyłącznie od gadania, co się sprawdziło na "Złoto-pięknowłosym Herkulesie". Już nawet bandar-log podśmiewa się z pustosłowia, a Ziobro, zobaczywszy kawałek mikrofonu - nie może się powstrzymać, niczym Rydel w "Weselu" gada, gada, gada - jak jaki Kazio- Zetafon.
Tacy ludzie, napompowani własną wielkością, nie wygrywaja wyborów. Cała reszta tej ferajny świetnie to wie.


A Palikot, do którego latały "pjonki"?  Są teorie, że RP narodziła się w gabinecie Tuska, ale gość jest - poza wszystkim innym - totalnie nieprzwidywalny. Kto normalny funduje sobie takie panopticum?
Co do mnie - jestem w stanie uwierzyć, że...no, na przykład pani posłanka Górska wcale nie pozbyła się tego cennego "kawałka mężczyzny", a wszystko to jest hucpą, wywołaną w celu ośmieszenia parlamentu. Nikt nie przewidzi, co wymyśli ten dziwny self-made man, który zmienia poglady razem z koniunkturą, a celów politycznych nie ma. Tak, na serio.

Jestem gotowa uwierzyć, że RP narodził się raczej w gabinecie starego hucpiarza Urbana, nawet jeśli Tuskowi zdawało się, że u niego.

RP wszedł do sejmu w taki sam sposób, jak niegdyś Tusk - bo trochę lemingów, którzy nie chcieli już głosować na Tuska, a wciąż jeszcze uważali, że "na Kaczora - obciach", zagłosowało na tak zwanego "głupa", czyli przeciw. Przeciw wszystkim. Dla draki.

Szkoda mi tych ludzi, którzy odeszli -przynajmniej niektórych.  Ale na to musi być trochę czasu.




 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka