mona mona
514
BLOG

Salony nienawistników?

mona mona Polityka Obserwuj notkę 20

Mam serdecznie dosyć wszystkich skundlonych "Polaków", którzy w głębokim poważaniu maja Polskę, traktując Ją jako narzędzie, trampolinę do wszelkiej maści karier, obniżając do poziomu dna Jej autorytet międzynarodowy za granicą i niszcząc Ją tu, na miejscu.

 Wszystko mi jedno - na biegun, do Brukseli czy na Madagaskar - aby dalej stąd.
Z pewnym niesmakiem zestawiam te postacie, ale mnie kusi nieodparcie.

 Już nie raz pisałam, że jestem katoliczką miary średniej i nie zawracam Panu Bogu głowy byle czym. Jednak nie przepuściłam oglądania żadnej z papieskich wizyt - to był mądry gość, który potrafił zasiać ziarno samym słowem.

Nigdy nie zapomnę sceny, która mnie początkowo ubawiła. Sceny, w której Jan Paweł II w burzy, z rozwianymi szatami (  według moich, opisanych tu wrażeń miotał się, jak gazda szukający orczyka) niemal krzyczał  - "Z jednej strony naród 80.milionowy, z drugiej 60.milionowy" - a w Polsce zabija się dzieci.

Tak więc gniewne, papieskie miotanie się natychmiast przestało mnie bawić: to nie był argument biblijny.

To był patriotyzm najwyższego lotu.

W przypadku Blumsztajna pozwolę sobie być rasistką,  w odpowiedzi na jego szczególny patriotyzm. Niech spada. Nawet tam, gdzie chętnie wybrałby się niegdyś Theodor Herzl. Niech leci tam wielkim samolotem, zabierając z sobą wyznawców i apologetów.

Gdzie nie kliknę, wpada mi w oczy ta  postać ze swoim ohydnym plakatem. Nieszczęsne te kobiety, z którymi uprawia opisaną na plakacie czynność seksualną...

 Z wielu "miodopłynnych" ust płynie potok tragicznych lamentów "kto będzie pracował na nasze emerytury"? I nie pyta o to byle kto. To sam premier i jego niewydarzony rząd płacze nad losem przyszłych pokoleń. A razem z nim powinni płakać ci, co go wybrali, którzy traktują premierowy lament serio - i przynajmniej w tych kwestiach usiłują myśleć w kategoriach polskości.
 
Blumsztajn myśli w kategoriach polskości?

Na pewno?
 
Bo jednak jest różnica między biedną jak mysz kościelna studentką, która musi pozbyć się niechcianej ciąży - i zrobi to bez względu na wszystko, między matką, która nie może pozwolić sobie na któreś kolejne dziecko - i również zrobi, co musi bez względu na to, co ja o tym myślę. One maja prawo dać upust swoim uczuciom bezradności i buntu wobec losu. Oczywiście zakładam, że parę idiotek "zawsze gotowych", protestujących przeciwko zabijaniu kwiatków i motylków, natomiast  dzieci już nie - zawsze się znajdzie na podorędziu, ale...mamy demokrację.

Jednak nawoływanie do aborcji, pomijając już nawołującego i jego pozycję autorytetu dla różnej maści bandar -log, zwłaszcza w bluzgu - dla mnie jest po prostu szambem. I to samo myślę o wszystkim, co Blumsztajn robi od dawna, a także o tych, którzy się pod tym podpisują.

Mam propozycję - niech sobie zmienią naród, jak śpiewał kiedyś Janek Pietrzak. Niech zmienią go sobie bez względu na rasę i wyznanie i urodę wszyscy ci, którym z moją Ojczyzną nie jest po drodze. Bo to nie jest różnica poglądów, tylko czysta chorobliwa nienawiść.


Tusk był u jakiejś nieznanej bliżej wróżki, która zapowiedziała ujemny przyrost naturalny. Być może wróżka ma jakieś nazwisko, bo miała rację - przyrost spada, ale wystarczy zajrzeć do statystyk, żeby  zobaczyć ciekawy obrazek: po rozpaczliwej nocy stanu wojennego wciąż liczba narodzin spadała "na łeb - na szyję". Z jednym, króciutkim wyjątkiem, na okres AWS.

I oto ostatni wyż zacżął się wraz z wyborczym zwycięstwem PiSu. Trwało to krótko, potem z każdym niemal rokiem liczba urodzeń malała - a teraz jedzie po równi pochyłej. No, choćby tu:

"W 2006 roku po raz ósmy z kolei odnotowano w Polsce ubytek rzeczywisty ludności. Jednocześnie, po raz pierwszy od 2002 roku liczba urodzeń była wyższa niż liczba zgonów"
Rzecz do zastanowienia: może  wystarczy zmienić rząd, żeby przestać się martwić o to, kto będzie pracował na nasze emerytury?

I pozbyć się przy okazji wszystkich tych, którzy z czystej nienawiści do mojego narodu występują przeciwko jego interesom.

Na zupełnym marginesie: byłam wśród tych, którzy żegnali znajome, łódzkie dzieciaki po niegdysiejszych "czystkach". Nie rozumiałam razem z nimi powodów wyrzucenia ich z kraju, bo nie były to czasy, kiedy można było ufać w mądrość i dyskrecję dzieci, mówiąc im prawdę. Płakałam razem  z nimi i ich starszym rodzeństwem, zostawiającym tu w rozpaczy pierwsze, "wiośniane" miłości, już nie mówiąc o całym przeszłym życiu: nagle przerwanych studiach, szkołach, które miały zmienić nie znając języka wykładowego. Przeżyłam cały dramatyzm tamtej sytuacji. Upłynęło wiele czasu, ale wciąż to pamiętam, w szczenięcej pamięci wszystko się zapisuje.

Czemu mógł być winien zwykły łódzki właściciel małego sklepiku? Dlaczego mam wrażenie, że wyrzucono z mojego kraju wielu przyzwoitych ludzi, zostawiając jakiś diabelski desant tych, którzy go nienawidzą?

 




 



 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Polityka