mona mona
418
BLOG

...A przed Palikotem lata kaganek mądrości

mona mona Polityka Obserwuj notkę 31

Obudziłam się świtem i z czystych, porannych nudów trochę sobie poklikałam, "nadziewając się" na przedziwny wywiad Monisi z Palikotem.
Monisi nie ogladąm, ale jak już na to wpadłam.. A po przeczytaniu już sama nie wiedziałam - śmiać się, czy płakać...

Ze wszystkich stron słyszę, że Palikot z błazna przeistoczył się w błyskotliwego polityka, przed którym inteligencja lata biegiem. Powtarzają to jak mantrę zupełnie poważni ludzie. I to działa!  Palikotowi słupki rosną.

Dla mnie ten gość jest nudny, jak przysłowiowe flaki z olejem, jednak - wiedziona wrodzoną ciekawością - spróbowałam kilka razy posłuchać tych "natchnionych" podobno spiczów. I nic - wciąż stare głupoty. Albo ja jestem zupełnym głąbem, który zupełnie zatracił słuch polityczny, albo jest to czcza gadanina, pozbawiona sensu: krzyże, in vitro, związki partnerskie... wszystko to jest rodzajem tybetańskiego młynka: mantry kręcą się szybciej, hałas jest większy, ale skutek raczej ten sam; do "adresata" dociera, jak mniemam, sama mantra.
Ja też słyszę wszstkie stare banały.

Krzyży nie będzie się zdejmować z całą pewnością, na in vitro nie ma kasy, a związki partnerskie nikogo, tak naprawdę, nie obchodzą. "Poddani", a już szczególnie "pańszczyźniani" raczej wiedzą, że sprawy ważne można załatwić u notariusza, bo to głównie oni stykaja się z tymże notariuszem w sprawie przeróżnych zapisów i podziałów.
Najwyżej trochę hołoty się zleci na ewentualny ślub, czyli darmowe przedstawienie, pt.: "Naprawdę chłop z chłopem? Bo Andzia mówiła, że z Azorem Nowaków !".

Co do samego Palikota - mam podejrzenia, że RP nie urodził się na kolanach Tuska. No, może Tusk był jednym z akuszerów, ale nie miał pojęcia, co ostatecznie przyjdzie na świat w wyniku tego porodu. Jeśli wziął w tym udział, to z myślą "ryzyk - fizyk". A teraz miota się od ściany do ściany, wydając wojnę Kościołom ( wszystkim - o czym chyba nie pomyślał), aby tylko przebić pomysły Palikota, którmu słupki rosną. Jego kosztem. Oczywiście rozumiem, że dla normalnych ludzi jest to temat zastępczy, ale nie dla Tuska, zjeżdżającego po równi pochyłej.
Tusk, jak to Tusk: palnie coś, co się kupy nie trzyma, a potem lata szukać ratunku.

Mnie Palikot podjeżdża człowiekiem o wiele mądrzejszym od Tuska, a już na pewno znacznie bardziej złośliwym.
Palikot pachnie mi Urbanem, skandalistą z natury, ale także z doświadczeń.
 
Wcale mnie nie zdziwiło, kiedy Urban, wykorzystany i porzucony przez kumpli, założył pisemko epatujące mordem i krwią, choć firmowało to  mniej znane nazwisko. Kiedy zobaczyłam to barachło w ręku zaprzyjaźnionej gaździnki, kobiety gołębiego serca, zrozumiałam, że trafił  "oczko" - ludziom potrzeba adrenaliny, a skąd ma ją wziąć poczciwa gospodyni, zatyrana matka czworga dzieciątek na odludziu, gdzie sąsiadów mało, każdy jest potrzebny, więc nawet chłopy się nie pobiją?
 
Cynizmu i złośliwości Urbana nie potrzeba reklamować, jakby co - przypomniał o nim sam, wpisując na spotkaniu Klubu GaPola, na oferowanym mu druczku z prośbą o zupełnie inny podpis; "Niech żyje Armia Czerwona". No, cóż - błąd organizatorów. Zapomnieli, jak działa Urban, ale przypomniał  natychmiast.

I wszystko, co robi Palikot, świetnie lokuje się w granicach takiej właśnie prowokacji: aby było dużo hałasu, brudu, głupich hasełek. Zawsze nabiorą się na walkę "z czarnymi" nowe pokolenia lemingów, zwłaszcza tych, których matki "na duś" wyganiają do wielkanocnej spowiedzi (  szczególnie mający na sumieniu "straszliwe" młodzieńcze grzeszki) - a pożywią się inni "potrzebujący", mający parcie na szkło i głupie argumenty.

Że nic z tych hasełek nie wyjdzie? A po co ma wyjść? Kogo to obchodzi? Jeśli się uda wywołać jakąś kosmiczną awanturę i zrobić drakę z Polski - będzie dobrze.

Tylko Urban mógł mieć pomysł, żeby z Palikota zrobić premiera, prezydenta, króla - wszystko jedno. W każdym razie - pośmiewisko. Tylko Urban, poza koniecznym, prowokującym na sposób Urbana panopticum, podesłał jednak Palikotowi ludzi, z którymi da się rozmawiać ludzkim językiem. Przynajmniej jednego.


Pierwszy poznał tę zmyślną, Urbanową rączkę Leszek Miller, który jest na tyle cwanym i doświadczonym politykiem, że wiedziałby, jak z Palikota zrobić "przystawkę", skonsumować i wypluć niestrawne resztki, zasilając po drodze lewicę.
Tylko...musiałoby w tym być choćby  trochę lewicy. Od walki z biskupami ma już Senyszyn czy Środę, których nie traktuje poważnie. Miller premierem już był i doskonale wie, że wojna z Kościołem jest jak wojna z Afganistanem - wygrać jej nie można.

I tu wrzuta: daję słowo harcerza, że notkę zaczęłam pisać rano, na długo przedtem, zanim w "Kawie na ławę" Miller pożarł się z Rozenkiem.

Lewicy w Palikociarni po prostu nie ma. Zdejmowanie krzyży nie wystarczy, krytyka Tuska już się przejadła.
Sam Palikot, pociągany za sznurki, bełkocze byle co, nie używszy jakoś tej nadwyczajnej podobno inteligencji.

Co zapodaję poniżej, prosząc o cynk, jeśli ktoś natknie się na jakiś błysk intelektu o obojga szanownych, albo wręcz zrozumie, o co rozmówcom biega, po co ta rozmowa w ogóle się odbyła.

.http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Tusk-od-zawsze-nienawidzi-kleru,wid,14295376,wiadomosc.html?ticaid=1e1ce&_ticrsn=3



.




 





 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (31)

Inne tematy w dziale Polityka