Mam zwyczaj się zaklinać, że nie oglądam Monisi - i to jest prawda. Z rozmysłem tego nie robię u siebie...itd - ale dyrektor pilota ogląda, więc czasem zaliczam wpadkę.
Jednak dziś, kiedy dobiegł mnie z salonu głos Giertycha, poleciałam zobaczyć, co jest grane. Monisia zwykła go traktować dociekaniem, "czy tatuś jest antysemitą", lub czymś równie uroczym, więc ciekawość zwyciężyła.
Ale nie, tandem był dość zgodny. Wprawdzie Giertych, jako adwokat, czuł się zobowiązany przejechać po prokuraturze w kwestii ( niewątpliwej) zabawy w głuchy telefon, gwarzyli sobie o zbliżającej się wojnie domowej - ale najlepsze zdarzyło się na końcu:
Oto państwo rozmawiali pogodnie, co by to było, "gdyby żyli w normalnym kraju". Monisia sobie nie darowała.
- To pan by nie był adwokatem.
- A pani dziennikarką.
Monisia coś rzekła, pożegnała się z widzami, ale w reżyserce czegoś chyba nie wyłączyli, bo oto rozległ się ostatni jęk Olejnikowej:
- Siedzielibyśmy w kiciu...
Bardzo proszę - potwierdźcie, albo zaprzeczcie, niech ktoś, kto ma dobre łącze, może przesłucha. Dziś jeszcze wideo nie ma, w moich borach tylko niemobilny internet mobilny, będzie mi się jąkać pół dnia, a i tak będę w domu dopiero wieczorem.
Bardzo pliiiz...Jestem pewna, że słyszałam, co słyszałam, ale wierzyć mi się nie chce, że ktoś Monisi ten numer zrobił.


Komentarze
Pokaż komentarze (38)