mona mona
607
BLOG

Ufko, to jest tylko śmieszne.

mona mona Polityka Obserwuj notkę 9

Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałam Migala, który jest przewidywalny do BULU, ale zostałam tam, na jego blog, niejako wysłana. Mniejsza o okoliczności, w każdym razie  słowo stało się ciałem - i popełniłam to.

Czy żałuję ? Eee, tam! 
Uśmiałam się do łez.

Moi domownicy i przyjaciele  od pewnego czasu patrzą na mnie podejrzliwie, spojrzeniem wyraźnie mówiącym - "myszygene"?

 A mam przyjaciół ze wszystkich opcji politycznych, jak większość z nas. Przyjaciół raczej zaangażowanych, więc mój dom jest pełen
dyskusji, przenoszonych latem "pod wierzbę" - ku radości sąsiadów.
Właściwie nie ma ludzi niezaangażowanych politycznie, chodzi tylko o ten stan duszy, która boli - jednych bardziej, drugich znacznie mniej. 
Nie dziwię się tym spojrzeniom, próbowałam się wytłumaczyć z głupawki, ale... wzruszają ramionami, a mnie nie przechodzi.

Potrafię dokładnie umiejscowić w czasie, kiedy mnie naszło: wtedy oto, kiedy idiotka z sitkiem. na pytanie o "agresywne hasła" na Marszu, oznajmiła publicznie "były takie hasła - Bóg, Honor, Ojczyzna".

Oczywiście przez moment mnie przytkało, a potem zaczęłam się śmiać: takiego stopnia skretynienia nie spodziewałam się nawet po "walterowcach".
http://www.youtube.com/watch?v=8w6RsfO3my8

Od tej pory oglądam "gadające głowy" jako kabaret.

Śmieję się, kiedy Morozowski rozpaczliwie przekrzykuje interlokutora, żeby zdążyć ogłosić na wizji to, za co mu płacą, wciskając rozmówcy swój kit. W dodatku robi to bez cienia ekranowego wdzięku, wyczucia sytuacji, zręczności. Ot - facet od impulsatora kinetycznego, zwanego pospolicie młotkiem.

Śmieję się z jego szabes-goja, czytającego odpowiednio dramatycznym, szyderczym głosem "urobek dnia" gdzieś spoza kamery.

Śmieję się, kiedy czytam, jak to Monisia "nie kojarzy", że do pisuaru oddaje się mocz, a kiedy ktoś mądrzejszy jej to wreszcie wyłożył - przeprasza na Face. Bo kobiecie pisuar kojarzył się wyłącznie z PiS.

Śmieję się z idiotycznych tekstów, które powinny mnie złościć. Także na salonie.

Śmieję się - bo to spoza  całego tego badziewia wyłazi strach, ledwie przykryty agresją.

No więc - mnie Migalski nie boli.
Od roku, jeśli nie dłużej, piszę o trzęsących się portkach. Na użytek "młodych, wykształconych" przypominam, o co biega: to nie ja, to Gałczyński.

Gdy wieje wiatr historii,
Ludziom jak pięknym ptakom
Rosną skrzydła, natomiast
Trzęsą się portki pętakom.


 Kiedy człowiek raz sobie uświadomi ten strach - wszystkie tego rodzaju epistoły, obojętne: płomiennie wygłaszane czy wychodzące spod klawiatury, stają się emanacją strachu, podobnie jak pisk Ziobry, czy widoczne przerażenie "Kury".
Oczywiście rozumiem przwrotność Kaczyńskiego, który im to "kuku" zrobił, ale wiem też, że cała ta awantura zostanie im wybaczona - chyba, że bez końca będą tupać nóżkami w swoim kojcu. Aż "Kaczor" straci cierpliwość.

Wtedy oczywiście wiatr historii rozwieje resztki tego, co miało być młodą, ambitną, zwycięską partią. Nie marzę o tym, ale rzecz mogła się udać, gdyby Kurski nie wkręcił  namiętnego gaduły, wielbiciela kamery, czyli "Zbyszka" na frontmena. Nie wiem, co "Kurze" przyszło do głowy, bo jego samego chyba cholera ciska, kiedy musi tych tyrad słuchać.

Dlaczego Kura uznał, że będa ich słuchać inni...pojęcia nie mam. Do wyborów trzy lata, to Jarosław Kaczyński ma czas. Oni - nie. Gołym okiem widać -już nie porwą tłumów, raczej zużyją się w daremnych przepychanach "aby do przodu".

Że dał się na to nabrać Ludwik Dorn...nie mogę wyjść z podziwu - i tu trochę mniej chce mi się śmiać. Uważam Ludwika Dorna za człowieka o wybitnej inteligencji. Tak, pamiętam, że Jarosław Kaczyński paskudnie nastąpił mu na nagniotek. Wbrew wszystkim gadającym o "czcicielach" Jarosława Kaczyńskiego - "zakon" PiS myśli i ocenia błędy.
.
Jednak zawsze sądziłam i dalej sądzę, że "lepiej zgubić z JK, niż znaleźć z kim innym", a polityk miary Dorna powinien to wiedzieć, załatwiając prywatne porachunki za przysłowiowym "kioskiem".

Śmieję się do łez, słuchając prominentnych polityków  PO, którzy opowiadają dyrdymały o "wydzieraniu oczu", gdyby Ziobro dał się nabrać do powrotu "na rodzinne łono". No, jak się tu nie śmiać? Śmieję się z rozpaczliwych tłumaczeń "wszechwiedzacych" roztrzygnięć "prawdy smoleńskiej", która każe mi wierzyć w idiotyzmy, wydumane przez Anodinę czy innego Millera. I to wierzyć na słowo - bo obywatel nie jest od myślenia.
Z Rosji przyjechali?
 
Zupełnie nie rozumiem, o co  - z powodu Migala -  piekli się tylu ludzi, a już zwłaszcza Ufka? Ja już nie mówię, że trzeba facetowi współczuć. Tak daleko się nie posuwam. Cały ten kram, Migalski et consortes to ludzie inteligentni, którzy świadomie wybrali swój los. No i dostali, czego nie chcieli.
Jednak cała pisanina Migalskiego jest równa bredzeniu "Misia". Różnica polega na tym, że "temu Misiu" coś się stało, kiedy już swoje odrobił. I kiedy został nagrodzony brukselską kasą, która wszystkim nagrodzonym przewróciła w głowie.

Migalski, jak widać, jest kłamcą koniunkturalnym. On do PiS wszedł, liżąc buty, tylko po to, żeby coś ugrać.

Nie przejmujcie się, ludziska. Oni muszą to robić. Kadencja kiedyś się skończy, razem z ich brukselkim "oświeceniem", szukają więc kolejnego sponsora. Ale ewentualny sponsor ma własną "kolejkę" do wysyłki, niezależnie od faktu, że także może się po prostu rozwiać w sinej mgle czasu.
 To by było na tyle.

 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka