mona mona
382
BLOG

Idiotki

mona mona Polityka Obserwuj notkę 2

Dzisiaj widziałam dwie.
Jedna przyprowadziła się na konferencję ze Smudą i zadała przedziwne pytanie; jak mianowicie czuje się Kubuś Błaszczykowski w roli "farbowanego lisa"?
 Kubuś najpierw zgłupiał, Smuda - chyba autentycznie zdumiony aż taką ignorancją poprosił, o powtórzenie pytania. Więc pracownica mediów - "po literkach" pytanie w kwestii "farbowanego lisa" wzięła i powtórzyła, bardzo starannie, oświecając panów, że tak nazwał Błaszczykowskiego Tomaszewski Jan.Tym sposobem chyba "miało być na PiS", bo jakże odpuścić okazję?
Kuba ze śmiechu niemal schował głowę pod ramię, Smuda też nie okazał szczególnej cierpliwości w roli informatora - "co kto powiedział", obśmiali babę i tak się skończyło.

Kolejny popis dała Kopaczowa, baaardzo niezadowolona, że adresatem listu Obamy okazał się Komorowski - bo o to chyba chodziło. Obama, zdaniem Kopacz, miał stanąć przed mikrofonem i odszczekać, bo niektórzy politycy, a już zwłaszcza pan premier - tak robią. A już pana premiera to w ogóle powinien pocałować w dłoń.

Swoją szosą w życiu nie widziałam przepraszającego premiera. Może zdarzyło się to w sferze intencji, ale skutek okazywał się kopaniem w klatkę, albo tłumaczeniem, dlaczego "świnie muszą jeść jabłka i pić mleko, choć wcale nie lubią( ten fragment Orwella ukradłam chyba Kurce, baardzo mi się podoba). Ale dla dobra ukochanych poddanych - wszystko!"

Pozostaje sądzić, że w kancelarii premiera dostano tzw. "wścieku", z zazdrości oczywiście. Wszak wszyscy święci już wytłumaczyli, że Obama poczeka na okazję, jeśli w ogóle raczy. Jak się nie wie, co zrobić, to się wrabia Komorowskiego -  i się porobiło. Nawet sprytnie - taka jest ścieżka dyplomatyczna: prezydent do prezydenta, a jak Obama rzecz oleje - będzie na kolejną gafę Komorowskiego. 

 Komorowski napisał, Obama odpisał - i prezydent okazał się ważniejszy. A przecież miał pilnować żyrandola! Już kiedyś pan premier wystarczająco jasno wytłumaczył, że  j e m u prezydent jest niepotrzebny! Wprawdzie chodziło o innego prezydenta ( powinno być  - Prezydenta), ale nie sądzę, żeby Tusk zechciał zmienić zdanie w  kwestii własnej ważności.

Też bym wolała, żeby ten Barak jeden przeprosił bardziej publicznie, ale pan premier akurat się stroił w medale zasługi,  w miejscu niejako wrażliwym w zaistniałej sytuacji. Mogło być mocno niezręcznie, gdyby Obama akurat go zechciał przepraszać przy tej okazji.
Przyjmuję jednak za dobrą monetę to, co powiedział Rotfeld, człowiek niezwykłej uczciwości: że w tekście pisanym tych słow nie było. Uważam, że jest to sprawa wewnętrznych rozliczeń w Białym Domu, bo zmiana tekstu na trompterze nie nastąpiła wiatropylnie. Nie pałam chęcią zemsty, publicznego upokarzania prezydenta Stanów, rozumiejąc, iż Obama zarówno słyszał, jak czytał to wredne określenie, odkąd zaczął mysleć - i tak mu to zostało, że sprawy "nie wyłapał". Wyszło strasznie, ale pierwsza podniosłabym larum, mając podejrzenie o premedytację.

Nauczka jest paskudna, bo Obama zniszczył przez niedbalstwo wszystko to, co chciał uczcić, za jednym zamachem obrażając ofiary (przynajmniej te myślące, nie ziejące nienawiścią), jak Polaków. Ale niedbalstwo to nie premedytacja. 


O przepraszaniu Kopaczowej chyba nie będziemy mówić? Kobitka jest ostatnią osobą, którą należałoby przepraszać w ogóle, nawet za ewidentne kłamstwo, nie mówiąc już o idiotycznej wpadce dyplomatycznej. Pomieszało się w głowie? "Źdźbło w cudzym oku" dostrzegła?

Bardzo jestem ciekawa, co dalej polska dyplomacja zrobi, w jaki sposób wykorzysta ten "autograf"  Obamy.
Powinny się tym zająć media, ale...które?

Mendia mają swoją robotę. Muszą się informować, co myślał Kuba Błaszczykowski - i dlaczego nie jest farbowanym lisem.

P.s.
Objawiła się jeszcze jedna idiota, tym razem rodzaju męskiego. Oto "Tak jest" zaprosiło sobie autoryteta Kuczyńskiego, który oświadczył, że "nie lubi" polityki historycznej, bo...nie zrozumiałam, tłumaczenie było oczeń mętne. Akurat w sytuacji, kiedy mowa była o polityce historycznej Niemiec, które zrobiły wszystko, aby w pamięci potomnych NIE zachowała się nazwa "niemieckie obozy", a nawet - nie hitlerowskie".

Z nieba spadli jacyś naziści i tak to zostało.

Mea culpa, nikt mi jednak nie każe oglądać tych głupot, obojętne - kto projektuje guziczkiem ten kanał, żeby kłócić się  z telewizorem..
 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka