mona mona
727
BLOG

A`propos - Kaczyński...

mona mona Polityka Obserwuj notkę 58

"Z pewną taką nieśmiałością" czytałam ostatni numer "Uważam Rze", gdzie skądinąd ulubieni autorzy, Ziemkiewicz i Karnowski, intensywnie przejmują się smutnym losem Jarosława Kaczyńskiego. Czytałam, momentami mając oczy na szypułkach.

Dla nieczytających pisma: nie to, żeby panowie nagle zakochali się w obozie wprost przeciwnym, ale lament nad nieszczęsnym Kaczyńskim jest srogi: panowie chyba zniecierpliwili się mazgajstwem JK, który w żaden sposób nie może przebić szklanego sufitu "słupków", w związku z czym nigdy w życiu nie wygra wyborów.

Ziemkiewicza trochę rozumiem: oto dobiera się do niego Michnik, po którym zwykł jeździć ( niewątpliwie a absolutnie słusznie) jak po łysej kobyle, a w polskim sądzie z Michnikiem się niemal nie wygrywa. RAZ ma powody do zdenerwowania: po spektaklu z odczytywaniem nieszczęsnego pozwu, kiedy to pół Polski trzymało się za brzuchy ze szczęścia, musiała przyjść refleksja na temat nieuchronnego odwetu. Gdyby Kaczyński raz wreszcie wygrał te wybory, gdyby jakoś zdołał przekonać do siebie "polactwo"...

To co? Jest jakiś sposób na to, żeby JK "zniknął" GW i GW- podobne? Albo samego Michnika?

Jednocześnie RAZ przeprowadza wiwisekcję ( w końcu nie pierwszy raz) na "polactwie". Wynika z niej, że - kijem je, czy pałką - "polactwo" woli Tuska z dobrodziejstwem inwentarza. Bo się - summa summarum - Kaczyńskiego boi. Szczególnie od czasu aresztowania dr. G, kiedy to, zdaniem autora, Kaczyński ( a dlaczego on?) zacżął być postrzegany jako całe Święte Oficjum, mogące się dobrać "praktycznie do każdego".

No, do mnie - nie. Nie rozumiem więc troski mojego ulubionego autora.


Ziemkiewicz przywołuje wielkie nazwiska, ludzi popierających całym sercem PiS, stawiając zarzut, że - mimo powyższego - JK nie docenia elit, lekceważy je, nie umie współpracować, za to umie rozkazywać. Najlepiej miernotom.
Kaczyński nie ma szczęcia do ludzi, to fakt. Co gorsza - nie umie tego NIE powiedzieć, choć dyplomacja nakazywałaby "zamknąć twarz".
 
Ale jakimś dziwnym trafem wymienione elity nie zadzierają szat, lecąc prosić o Tuskową łaskę. Jeden "oberautorytet"  ( copyright Ziemkiewicz) Bartoszewski wiosny nie czyni.

No i...dla kogo autorytet, dla kogo - nie...


Dobra, pamiętam pozytywne zachowania Bartoszewskiego, ale i tak jest to dla wielu czytelników postać moralnie wątpliwa. Jeśli ten stary człowiek aż tak potrafi nienawidzieć, jeśli aż tak musi się zmienić,  żeby dopchać się do "pańskiego stołu" - dzięki serdeczne za taki autorytet. Prawdziwe autorytety nie muszą gwałtem pchać się na salony,  znając swoją wartość. To salony przychodzą do nich.

Jednak jeszcze bardziej zdumiał mnie całokształt artykułu Jacka Karnowskiego.
 
"Co ja paczę" u Karnowskiego?

 Oto  Jarosław Kaczyński, człowiek, będący personifikacją swojej partii, otoczony nie tylko ludźmi wątpliwymi moralnie, którzy wdzięczą się do kamer ( jeśli tylko im się pozwoli), robiący przed tymi kamerami za "chłopców do bicia" i obśmiewania, działając zresztą w dobrej wierze, czyli "ocieplając" ( niezdarnie, jak mniemam) wizerunek  zarówno parti jak jej lidera. Brakuje tu zręcznego słówka "naburmuszonego"...

Oto człowiek, przeciwko któremu  przede wszystkim został zawarty "układ", otoczony murem wrogów,  w tym oczywiście mediów, poza którym murem każde wypowiedziane słowo zostaje przenicowane, ośmieszone - jeśli nie wyklęte. Są też odniesienia do "emocji lat 2005 - 2007"...


Karnowski daje wyraz swojemu oburzeniu - fakt.
Jednak w finałowym akapicie wyraża żądanie, aby Nowogrodzka stała się miejscem miłym, przyciągającym pozytywne energie, czyli  - jak sądzę -żeby nareszcie wygrała te cholerne wybory!

Artykuł jest baaardzo mądry, tylko, drogi autorze, brak recepty - jak to zrobić.

 Metodą "łubu - dubu"? A gdzie umieścić głośniki, aby usłyszała ewentualne zaloty ta część wyborców, którą PiS ma pozyskać, zanim treść tej domniemanej serenady zostanie po staremu splugawiona? W TVN24?

I właściwie - po co?

Mam też pytanie: o co właściwie chodzi z tymi emocjami lat 2005 - 2007? Ziobro wyszedł z tych "emocji" czysty - a to głównie jemu zarzucano niemal stalinowskie metody działania. Oczywiście jako "delfin", już z samego założenia, przynajmniej w domyśle, działał według "przepisu" swojego premiera, ale nie sądzę, żeby domysły były słuszne - tak, do samej stępki. Ziobro jest tak nadęty własną wielkością, że z całą pewnością nie latał do premiera po sankcję na każdą sprawę.

Za to Kaczyński...nie zwierzał mi się, słowo harcerza, ale głowę daję, że ma płytko pod czaszką słowa Marszałka:

 -"Program, panie hrabio? Program jest prosty - bić kurwy i złodziei".
 Z którego to programu JK nigdy nie robił tajemnicy.  Kto dziś śmie powiedzieć, że obydwaj panowie nie mieli racji?


Oczywiście też nie podobała mi się koalicja ( wtedy zresztą konieczna, a liczą się intencje) "od Sasa do lasa", ale nie podoba mi się równie dobrze to panopticum, gremialnie występujące u boku Tuska - od UDeków od "grubej linii", poprzez złotoustego noblistę - do komuchów.
I co, zaszkodziło?

Drodzy panowie redaktorzy! Coś jest nie tak! Z Wami, choć dzielnie walczycie po dobrej stronie mocy.

Mnie się podoba Kaczyński z prostego powodu - bo jest.

 Wygra, czy nie - to jest ważne dla tych, którzy oczekują na podział łupów. Bo oczywiście partie nie składają się z samych altruistów, nawet z samych altruistów - ideowców, działających, a przynajmniej mających taki zamiar - dla dobra Rzeczpospolitej.


Dopóki Kaczyński istnieje, dopóty za każdym krzakiem czai się strach, a cwaniacy i złodzieje muszą się przynajmniej głupio tłumaczyć, kompromitując się przed narodem. Stąd ich nienawiść.

Czy ich to przed czymś powstrzymuje? Może nie, ale doskonale wiedzą, że ściany mają uszy.

Oraz - że kiedyś z całą pewnością ktoś ich postawi przed sądem. Choćby przed sądem historii.

Bez Kaczyńskiego byłoby to niemożliwe. Przez sam fakt, że istnieje, stanowi czerwoną kreskę na skali patriotyzmu. 

I o tym należałoby pamiętać.

P.s.
Na pocieszenie, panowie redaktorzy, słyszałam na własne, rodzone uszy, jak młodzież, która akurat dojrzewa do następnych wyborów, mówi głośno, że ma twardy zamiar głosować na PiS. Przysięgam na głowy moich dzieci: sytuacja była "mocno publiczna", a wśród dorosłych słuchaczy byli ich rodzice i dziadkowie, admirujący oficjalnie zupełnie inną partię.

Nikt się nie oburzał.
 




 















 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (58)

Inne tematy w dziale Polityka