mona mona
330
BLOG

Pax vobiscum, lemingi !

mona mona Polityka Obserwuj notkę 4


Z rzadka zdarzają mi się nawoływania o spokój i rozsądek, a już napewno dotąd nie zdarzyło mi się wołać do lemingów.


Jednak mam wrażenie, że ktoś nas, czyli społeczeństwo, wpuszcza w głębokie maliny.  Razem, a może na czele  z - pożal się, Boże - nieszczęsną exelencją Tuskiem.

Gdyby tak nie było, pierwszą reakcją Tuska byłoby ukazanie "w okienku" oblicza, zanim czytelnicy "Rzepy" wypiją pierwszą kawę, lub "wypchnięcie na szkło" Seremeta, który, jak wieść niesie, już przed dwoma tygodniami zapodał temuż Tuskowi, iż znaleziono  w Smoleńsku coś niepokojącego. 

Sprawy układają się w logiczną całość: Platformie spada, spada, spada...Kaczyński nie daje cienia powodu do kopnięcia w klatkę,  a w powietrzu, poza naszą wiedzą, wiszą rzeczy, które "sąsiadom" nie umykają - bo umknąć nie mogą: na Siewiernym trwają badania w kwestii wybuchu na pokładzie TU 154M.
 
Po czym umiera śmiercią podejrzaną chorąży Muś,  "wyciekają" z prokuratury wrażliwe dane pilotów "Jaka", a nazajutrz ukazuje się wiadomy artykuł w "Rzepie". Zbieg okoliczności?

Powyższe adresuję do szanownych lemingów, aby zrozumieli sens deklaracji.

Cezary Gmyz jest dla mnie, ale nie wyłącznie dla mnie. jednym z najbardziej wiarygodnych dziennikarzy, nie siedzącym okrakiem na barykadzie, nie spekulującym w stylu "ale z drugiej strony..."
 Gdyby nie był, Kaczyński zastanowiłby się bardzo starannie przed wypowiedzeniem słów, które padły.  Gmyz oczywiście nie zdradzi źródła, ale on też został wkopany: miał szaloną pewność przebiegu spraw, po czym okazało się...

No, właśnie: co się okazało?

Szeląg mówi: "powołani przez prokuraturę biegli nie stwierdzili obecności na wraku Tupolewa trotylu ani żadnego innego materiału wybuchowego".

Ale przyciśnięty do muru wycofuje się raczkiem: "nie mówię, że nie było, tylko - że nie stwierdzono". Cwany taki!

Szeląg mówi znacznie więcej, choć stara się nie powiedzieć, wijąc się między własnymi słowami: że na skutek jakiejś wiedzy tajemnej, zawartej w nadsyłanych z Moskwy materiałach, zostali tamże wysłani experci w celu zbadania...itd.
Musiało minąć dwa i pół roku, zanim ich natchnęło to pożądanie.

Pojechali z takim cwanym ustrojstwem, które reagowało na ścianę namiotu, widelec, ziemię, krowi "placek", wykrywając "zjonizowane cząstki", mogące być wszystkim. Oczywiście łącznie z tym, czym, według Szeląga nie są.

Ale to, według Szeląga, czysta spekulacja, ponieważ "była tam cała tablica Mendelejewa",  na skutek samej katastrofy: wymieszało się wszystko, co było na pokładzie, łącznie z kosmetykami, tworząc coś, czego próbki dopiero zostaną poddane badaniom.

 .
Jednak według "Rzepy" eksperci nie przywieźli próbek. Przywieźli, cholera z nimi - "odczyty". Co jest oczywiste - już widzę oczyma duszy, jak ruskie   pozwalają im wywieźć miesięczny urobek...

Cytując za "Rzepą": "Dlaczego wreszcie prokuratura nie dodała, że z Moskwy przywieziono jedynie odczyty a nie próbki tych materiałów. Czy badania będą polegały na  sprawdzaniu odczytów, czy znowu na czekaniu na wyniki badań, prowadzonych w Moskwie? "

Po czym okaże się, że coś spieprzono w poddanych badaniu odczytach, albo ruskie badania są niewiarygodne - i trzeba wszystko powtórzyć.

I tak będzie trwało ad mortem defecatam, czyli do wyborów.

Dobra, zostawmy "Rzepę", która zresztą nie padła na kolana i wciąż zadaje pytania.

Cokolwiek nie myślę o Tusku, uważam że został zrobiony "w Karolka". Pozostaje wciąż aktualne pytanie: po co nam głupi premier?
 Co  zresztą w niczym nie pomaga. Okazał słabość, nawet w tym, że najpierw obiecał, iż trumny nie zostaną otwarte, ponieważ nie umiał się wykaraskać z objęć Putina, potem pozwolił na ich otwarcie, bo bał się własnego narodu.

Stop, poprawka - nigdy nie słyszałam, żeby Tusk mówił o tym narodzie, jako o własnym - ale jednak go się bał.

Ruscy nienawidzą tchórzy. Podejrzewam, że się ich boją, bo tchórza stać na wszystko. Więc Tusk będzie się bał coraz bardziej, ich i nas. Co było widać już dziś: dużo wody upłynęło, zanim odważył się wyjść z dziury. A kiedy już wyszedł, smęcił o Kaczyńskim i krzywdzie, jaką mu, nieszczęsnemu a niewinnemu, uczyniono.

Spodziewałam się tej odrobiny dawnego tupetu, który pozwoli powiedzieć choćby - "tak, prokurator generalny meldował mi o "zjawiskach smoleńskich", ale to wciąż jest temat otwarty, więc wolałbym poczekać na wyniki badań".

Nie wiem, kto spowodował Katastrofę, ale wiem, że ktoś kopie w klatkę, w której siedzimy wszyscy. Razem z tymi gamoniami, którzy się boją wyjść i pogadać z narodem.

A naród jest skłócony do dna.

I nie wiemy, czy rzeczywiście nie chodzi o to, żeby był skłócony. W myśl zasady "divide et impera". Ruskie tego nie wymyślili, ale stosują to z powodzeniem od wielu, wielu lat. Nie mam szczególnej ochoty, aby mną ktoś, obojętnie kto, manipulował.

Nie chcę, żeby to robiono mojemu narodowi.

Sprawdziło się marzenie Kokonowicza - "żeby nie było niczego": nie mamy premiera, nie mamy rządu,  nie mamy armii, nie mamy nawet dachu na stadionie, wybudowanym za naszą ciężką kasę. Jesteśmy sami. Sojusznicy mają święte prawo do odczekania trzech miesięcy, podczas których musimy bronić się sami, gdyby co.

George Friedman:
 - "Dotyczy to także Polski. Interesujące natomiast jest to, iż Polacy czasami myślą, że traktujemy swoje zobowiązania sojusznicze niepoważnie. Nic bardziej mylnego. Z amerykańskiego punktu widzenia ważne jest to, by Polska mogła się obronić przez trzy miesiące sama. Inaczej pomoc po prostu nie będzie mogła nadejść."

W ciężkich czasach Polacy zwykle się jednoczą, "mądrzy ( niestety) po szkodzie" - i wyrastają, niemal w każdym pokoleniu krzyże, którymi podobno mierzy się wolność.

Pisałam od zawsze, że przy moim stole zbierają się ludzie o skrajnie różnych poglądach, co nam specjalnie nie przeszkadza - jesteśmy przyjaciółmi. Ale to nieprawda. Przeszkadza, a mój paskudny jęzor szafuje złośliwością nieco nad miarę, sypiąc inwektywami, przy  których "leming" jest słodką pieszczotą.

Mogę się zobowiązać, że pojednam się ze wszystkimi, po których jeździłam. Być może - przyjdzie nam się jednać w znacznie gorszych okolicznościach, więc byłby czas zapomnieć, co kto komu nagadał.

Co mi zależy...mogę się jednać ze wszystkimi, którzy trochę myślą, nawet z "tutejszą idiotką z kretynem tutejszym", choć są to istoty wyjątkowo impregnowane na rozum.

Ale niczego nie wykluczam, co mi tam...Zobaczymy.

W każdym razie - pax vobiscum.



.


 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka