mona mona
732
BLOG

Policyjne "kuku na muniu" ?

mona mona Polityka Obserwuj notkę 15

Ludkowie!

Żeby nie było, że odbiło mi w kwestii policyjnej "słuszności działań" w kwestii bicia kogo popadnie, w - tym dzieci, i  podobnych pomysłach.
Daleko mi do tego. Prowokacja policyjna była tak absolutnie przejrzysta, że aż chamska. Kto to wymyślił - chyba się nie dowiemy.  Wciąż obowiązuje zasada "panie sędzio, to nie moja ręka"., choć - jak wieść niesie - mamy demokrację.

Może rzeczywiście ta demokracja ma jakichś właścicieli...Zgłoszą się?

 Szlag mnie trafia, kiedy  - w ramach demokracji - co rusz wsadzają mi w ekran tego starego, zidiociałego sodomitę, plotącego androny i ubliżającego ludziom, w braku argumentów używającego ONR z lat 30-tych.

Albo Leszka Millera, zwolennika delegalizacji ONR, zapominającego gdzie mu wyrastają korzonki - i co "ojcowie założyciele" z KPP robili "dla Polski" w tych samych latach 30-tych.

A wszystkim, którym przypomina się hasło "Żydzi na Madagaskar", warto podpowiedzieć, że tenże Madagaskar popierał sam Theodor Herzl, jeden z twórców ruchu syjonistycznego. Na słusznej zresztą zasadzie, że naród powinien jednak państwo mieć.

 I bardzo jestem ciekawa, co kibice na stadionie krzyczeli do Monisi - ale się chyba nie dowiem. Ma to zeznać Arturowi Zawiszy dopiero po programie...Szkoda.


Oni przecież wiedzą i widzą to samo, co my, a co widać na każdym niemal zdjęciu, czy filmiku. Oni się boją, strasznie się boją!
Nareszcie. Boją się nie spokojnego przecież marszu!  Boją się nas, którzy nie uwierzyliśmy,  i innych nas - tych, którzy uwierzyli, ale wierzyć przestali.

 Ale jest coś, o czym chyba nie wiecie. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Zdziwiło mnie właśnie zdziwienie w kwestii tajniaków, którzy, prawda,  dość ostentacyjnie, nie dopięli kurtek.

 Tak - po sprawiedliwości: tajniacy są w każdej zgłoszonej demonstracji i nie dotyczy to tylko Polski. To jest ich robota. W tych nielegalnych oczywiście też uczestniczą.
. Teoretycznie posyła ich się w celu ochrony ludzi, reagowania na panikę w tłumie ( a nie - jak w marszu - do działań wszczynających panikę), ale  także do rozpoznania notorycznych zadymiarzy, którzy jednak potrafią spowodować zamęt, mogący się skończyć tragedią.


Tak ma być - w teorii. I niekoniecznie w Polsce, gdzie publisia jest sercem...no, dobra - połową serca po stronie kiboli. Bo "są przeciw". To nie kibole pobili tego małego chłopczyka...

 Kominiarka jest częścią "stroju organizacyjnego" i do zasłaniania  buziaczka zobowiązują ich przepisy.

Zauważcie: w telewizji też ich tak -okazyjnie - pokazują, choć niektórzy woleliby ( wiem na pewno, z autopsji) zostać się za gwiazdę wieczoru. Ludzie - jak  to ludzie, są wśród nich próżni, jak sam Donald Tusk, który, jak sam głosi, z wrodzonej próżności uparł się "iść po władzę".

Rzecz nie polega na samym zasłanianiu twarzy. Polega na wykorzystywaniu ich do brudnej roboty. A w dodatku wystrojono ich w "służbowe", niemal jednakowe kominiarki. Rozpoznasz jednego tajniaka - masz na widelcu wszystkich podobnych. Rozumiem, że mieli być widoczni dla swoich, ale wszystko to, od początku do końca, było czystym idiotyzmem: tych ludzi nie powinno się używać w takich celach.
Z braku innego powodu - zbyt dużo kosztuje podatnika ich wyszkolenie.

Ci w kominiarkach nie są "krawężnikami". Wręcz przeciwnie: są ludźmi dobrze wykształconymi, a co najmniej - doskonale wyszkolonymi do zupełnie innych celów: do łapania prawdziwych bandytów.
 
To jest, przynajmniej w założeniu, crème de la crème. Co nie znaczy, że kochają zadymiarzy, śpiewających o "policji, j...nej zawsze i wszędzie", ale...prawdę mówiąc - o "krawężnikach" mają zdanie podobne do całej reszty.

No, jeden przykład: pamiętacie sytuację, kiedy strażnik z więziennej wieżyczki strzelał do "więźniarki" mającej przewieźć więźnia? Strzelał do kumpli - strażników, do wszystkiego, co się ruszało?  To "wszystko" się pochowało w mysie dziury, wzywając brygadę antyterrorystyczną ( czyli tych w kominiarkach), której dojazd zabrał póltorej godziny. A przez ten czas facet strzelał...

Ale wyjścia praktycznie nie było: temu na wieżyczce wystawał zza osłony muru tylko łokieć. I w ten łokieć trzeba było trafić, albo jakoś się tam dostać, co dla AT nie jest szczególnym problemem.
Trafiono faceta w rękę, w ten widoczny kawałek. Ale musieli to zrobić ludzie w maskach.

Ci sami ludzie zostali posłani na rzeź w Magdalence. Bez rozpoznania, bez karetki. To oni ochraniali na przykład wizyty papieskie, itd, itd, itd.

Ale służba nie drużba, a wypadła psia.


Zakładam tezę: marsz trzeba zdelegalizować za wszelką cenę. Po prostu nie da się opanować takiego tłumu ludzi - a marsz rośnie w siłę. I będzie rósł dalej. Już pomijając sprawy "ideolo".

Rzecz polega na idiotyźmie rozkazodawców, którzy wciąż nie wyrośli z  ZOMO Kiszczaka, z komuny, ze zboczonej ideologii, zakładającej hasło "co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?". Oczywiście nic, chyba że któregoś tajniaka poniesie, że będą świadkowie,  ale ...tu się kłania właśnie wyszkolenie, zimna krew. Z byle powodu ich nie ponosi, a z działania w samoobronie oczywiście zawsze się wytłumaczą.

Na marginesie: widziałam to zdjęcie, na którym policjant, chyba właśnie w kominiarce, odrzuca racę w tłum, czego nie miał prawa zrobić.
 To właśnie przykład, kiedy "zimnokrwistego" poniosło, jak mniemam. I niekoniecznie musiała być to wściekłość na kibola, bo "nasi" też w tej kotłowaninie byli...

Ale oni wcale nie palą się do takiej psiej roboty, do której użyto ich na marszu.

Skąd wiem? No, bo wiem.
 Te służby mówią własnej żonie - 'gdybym ci powiedział, musiałbym cię potem zabić", co ma być ponurym żartem, ale tak naprawdę - nie jest.

Tyle, że rozkaz jest rozkazem.

Ten nieszczęsny "Niedorzecznik" jest w równie głupiej sytuacji; musi łgać w żywe oczy, choć od czasów ZOMO zmieniło się wszystko. Kiedyś dziennikarze, zresztą również na wrednej służbie, preparowali wszystkie informacje, odwracając kota ogonem "ku chwale redakcji". Teraz w necie roi się od zdjęć i filmów, udawadniających czarno na białym, jak zadziałały służby, chciały - czy nie. Nikt ich raczej o zdanie nie spytał.

I już nie pomoże wmawianie w żywe oczy, że nie było prowokacji, kiedy na każdym filmiku widać, że była. Działania były prowadzone zupełnie otwarcie, na filmach słychać nawoływania "panowie, czoło marszu jest na wysokości mnie, niech ONI idą przed marsz" - czy jakoś tak.
Już widzę, jak kibol do kibola zwraca się - mało, że przez megafon - ale per "panowie!" Do kogo więc były te nawoływania?

Policja musi być na marszach i manifestacjach, ale nie ma prawa służyć do ich rozpędzania, utrudniania przejścia, działań mogących spowodować krwawą jatkę. Bo niby czemu miały służyć na przykład petardy hukowe, imitujące strzały?  Jeśli każą mi wierzyć, że to kibole straszyli policję...

Jednak naczelną prowokacją było już trzymanie ludzi, którzy przyjechali z całej Polski, w okolicach Ronda. Jaki to miało cel, jeśli nie służyło podgrzaniu atmosfery?


Podejrzewam wręcz, że radosny "marsz prezydencki" , znakomicie zabierający czas, posłużył za pretekst, właśnie do doprowadzenia tych przyjezdnych do stanu wrzenia: przecież oni mieli jeszcze wrócić do domów!  Podejrzewam wręcz, że Komorowski, ze znaną "bystrością", dał się w to wkręcić. I powinien zdać sobie sprawę, że został przez kogoś wykorzystany. Może raz użyje rozumu...

Doszłam do tego wniosku solo, kiedy usłyszałam niezwykle "koncyliacyjnego" Nałęcza, wyjątkowo głaszczącego opozycję, niemal podlizującego się Jarosławowi Kaczyńskiemu na odległość. Jego pomysł? 
 
A czemu służyło rozbijanie marszu?

Wszystko to są metody stare jak świat. Ale sprawdzały się w czasach "wojen punickich". Nie teraz, kiedy byle dzieciak z komórką może zarejestrować kompromitujące fakty. Gorzej - kiedy "gazeciarzom" też już dopiekło, że wszyscy po nich jeżdżą "za niewinność", za te nieszczęsne kredyty, które muszą przecież spłacać. Bo wspomniane zdjęcie policjanta odrzucajacego racę w tłum ( jeśli ją odrzucił, a nie - wystrzelił)  zamieścił "Fakt".

Wszystko to jest bardziej ponure, niż sami myślimy. Nie daje mi spokoju myśl, że ktoś już zdecydował o rozwiązaniach siłowych. Tym razem uczestnicy marszu uporczywie nie chcieli dać okazji, ale...jak dla mnie - coś wisi w powietrzu.


 
 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka