mona mona
682
BLOG

Telewizyjna marszowa "czerwonka"

mona mona Polityka Obserwuj notkę 27

Tym razem "zaprzyjaźnione telewizje" przygotowały się staranniej, niż zwykle. Z góry zapotrzebowały te gadające głowy, które skutecznie wyplują całą nienawiść, zazdrość i strach. I to ze wszystkich możliwych stron.

Przedziwne  było to menu, ten jazgotliwy podtekst, akompaniament do Marszu.
 
Nie było "gorących relacji" w których jakaś nieszczęsna telewizyjna idiotka oznajmia, że - a jakże! - niosą obrazoburcze hasła "Bóg, honor, Ojczyzna".

Relacja z Marszu była starannie zagłuszana głosami nienawistnych komentatorów, niezmiernie a osobiście zorientowanych w materii stanu wojennego, jak na przykład Sierakowski.

Był gdzieś Blumsztajn, który oznajmił, że na każdym warszawskim skwerku zawłaszczają miejsce dziwni staruszkowie z AK. Powini być strauszkowie z KPP?
 
Był Frasyniuk, któremu nagle bratem w wierze okazał się Urban, "demaskujący" lojalkę podpisaną przez Kaczyńskiego, był Janas, który który niemal nigdy nie słyszał nazwiska "Jarosław Kaczyński", choć działał w  KSS KOR.

Był Niesiołowski z gadzim językiem - i naprawdę nie rozumiem Dorotki Gawryluk, której strzelił do głowy właśnie ten typek. No, chyba że chlebodawca zażyczył sobie akurat jego.

Ta wyliczanka mogłaby być długa, ale właściwie - po co?

Jazgot, jazgot, jazgot... jazgot, zagłuszający wszystko, co poczciwi ludzie chcieliby usłyszeć z przebiegu marszu. Usłyszeć, bo marsze już widywaliśmy - jak na przykład ten, w którym (teoretyczni) kibole wyrywali kostkę z bruku przez dwie godziny, podczas kiedy marsz dawno już zapomniał, że kiedyś w tym miejscu zaczynał wędrówkę.

Co do tych, pożal, się Boże, komentatorów, ciśnie się pod klawiaturę "suchar" o legunie ( zazwyczaj występuje tu Wieniawa), któremu "stary wiarus" - na hasełko w wywalczonej Polsce odrzekł:
 - Pan ją złapał za cycki, to ma pan mleko, ja za dupę - i mam gówno.

Oto panowie złapali  III Rzeczpospolitą - przeproszeniem za biust: mają prywatne firmy, zasiadają w przeróżnych radach nadzorczych i jednym słowem nie wspomną o ludziach pałowanych w Radomiu ( w których sprawie  akurat działał Jarosław Kaczyński), o tysiącach zwyczajnych ludzi, którym ta III Rzeczpospolita zgotowała los niemal żebraczy, na skutek straconych lat pracy i straconego zdrowia.


Szybko zapomnieli. Wszystko zapomnieli. Ta kuriozalna amnezja dotyczy wszystkiego, z czym benefijentom wolnej od przyzwoitości  ich  Rzeczpospolitej jest nie po drodze.

Co jasno niegdyś wytłumaczył Michnik, kreując Kiszczaka na "człowieka honoru", śpiesząc z wyjasnieniem, że jemu, Michnikowi - "dotrzymał".

Wiadomo, Michnikowi - tak. Podobnie jak generał, od którego mieliśmy się odp.., a który teraz dostaje krwotoku z nosa, zagrażającego życiu. I dzięki tej chorobie unika odpowiedzialności.

Myślę, że "dotrzymano" tym wszystkim dzisiejszym komentatorom. Bez tej łaski obyli się obaj Kaczyńscy, choć im, niewdzięcznym,  też obiecano - i to jest nie do darowania.

Ale i tak rekord pobił Halicki w programie Pospieszalskiego. PO-wska wolność słowa, według Halickiego, polega na starannym omijaniu sprawy agenturalnej przeszłości Wałęsy. Dlaczego?

Bo "takiego agenta zazdrości nam cały świat".

Żeby było śmieszniej - Halicki wypowiedź zaczął od tego, że to właśnie Wyszkowski wprowadzał go do opozycji...

"Bij, zabij" - nie potrafię zrozumieć takiej mentalności. Bo przecież Halicki doskonale wie, co Wałęsa zrobił z dokumentami, świadczącymi o wiadomej przeszłości.


 W tej "wolnej" Polsce ważne jest co komu służy - i mówi się o tym ustami jej - było, nie było - dostojników.

A służy jej kłamstwo, które dziś wylało się z i tak przepełnionej czary.

Oby już niedługo tego było, bo naprawdę nie chce się żyć z niektórymi w jednym kraju, parafrazując oświadczenie kłamcy naczelnego.

 



 


 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (27)

Inne tematy w dziale Polityka