Zabawne jest wyszukiwanie w dokumentach śladów działalności opozycyjnej Tuska. Powiedziałabym - niezmiernie zabawne.
Uprzedzam: notka jest pełna linków, z podświetlaniem idzie mi kiepsko, z reguły kopiuję wzór durnowato, więc ewentualnie ciekawi będą mieli trochę roboty. Ale to, jak w świetle dokumentów przedstawia się działalność opozycyjna naszego drogiego premiera - daje trochę radości.
Spróbowałam, z czystej ciekawości, a zainspirował mnie sam Tusk, który - jak pięknie nazwał to "Dziennik" - "wbił szpilę Kaczyńskiemu". W sprawie internowania, czy raczej jego braku w życiorysie, który to brak internowania jest najwyraźniej zadrą na sumieniu Kaczyńskiego.
No, coż - Kaczyński tę zadrę przynajmniej ma.
A Tusk?
Właściwie Tusk interesuje mnie mało. Wszystko, co należy, przeczytałam już dawno: napisali o tym niegdyś tacy dzielni, "czerwoni wojownicy" jak Paradowska, Baczyński ( "Teczki liberałow"), a całość podsumował Łazarewicz w artykule, bodaj - "Zostało po liberałach", nazywanych z czasem "aferałami". Procesu nie było, więc - sprawa się broni, a kto ciekawy - Łazarewicza znajdzie. Wiem, wiem, ostatnio niemodny, ale - przytacza "dokumenty ideowe", bardzo zresztą ciekawe, choć do idei im - powiedzmy - daleko.
Wczorajsza "szpila" dała mi kopa na tyle, że pogrzebałam w dokumentach. Wychodzą z tego rzeczy dziwne. Ale najpierw - co mówi sam delikwent:
Oto Tusk (blogpress.pl):„
"Kiedy tylko dowiedziałem się, że jest stan wojenny, pojechałem do MKZ. Zebrałem kolegów i wieczorem poszliśmy do stoczni. Jeszcze nie była obstawiona. W nocy, pamiętam, pojechaliśmy do kolegi, o którym wiedzieliśmy, że ma bilet do wojska. Ponieważ w pierwszych komunikatach podawano, że kto ma bilet i nie zgłosi się natychmiast do służby, zostanie rozstrzelany, kazaliśmy mu jechać do jednostki. I upiliśmy się na pożegnanie. W poniedziałek rano znowu poszliśmy do stoczni - z pełnym przekonaniem, że przyjdzie nam zginąć - i siedzieliśmy aż do jej pacyfikacji. Kilkudziesięciu osobom, w tym mnie, udało się uciec tuż przez szturmem i w ten sposób uniknąłem aresztowania. Gospodarz domku, w którym wynajmowaliśmy z żoną pokój, powie¬dział mi, że podczas mojej nieobecności przyszło trzech facetów i dopytywali się o mnie.”.
Jeszcze raz:
"W poniedziałek rano znowu poszliśmy do stoczni - z pełnym przekonaniem, że przyjdzie nam zginąć - i siedzieliśmy aż do jej pacyfikacji. Kilkudziesięciu osobom, w tym mnie, udało się uciec tuż przez szturmem i w ten sposób uniknąłem aresztowania."
I bohaterskiej śmierci - dodajmy.
Zaiste - toć facet w jednym zdaniu idzie umierać za wolność, a już w drugim - zwiewa! Doprawdy, rewolucjonista pełną gębą!
Wyglada na to, że po nocnym żegnaniu nieszczęsnego rekruta w Donaldzie krew zawrzała, ale alkohol ma to do siebie, że w końcu przestaje działać - i bohaterszczyzna się wyłącza, każąc włączać w zamian "wysoki bieg".
Jednak to mówi sam Donald, a Donald mówi rzeczy różne.
Szukam więc pilnie -co mówią dokumenty.
Encyklopedia Solidarności z jednej strony "zapodaje" udział Tuska, a nawet więcej - współojcostwo przy zakładaniu pisma CDN, a zaraz potem wymienia tzw."wszystkich świętych, związanych z tym pismem.
http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=R00060_CDN_Wroc%C5%82aw
No, niech ktoś tu znajdzie bodaj kawałeczek Tuska! Żeby nie było - albo chociaż kawałeczek "Anny Barycz" - bo tak brzmiała ksywka domniemanego autora, piszacego przezornie pod pseudonimem. Inni pisali pod nazwiskiem, ale...niech mu będzie.
Gdzieś tam przewija się wzmianka o jednym Tuskowym artykule, ale to dotyczy już zupełnie innego pisemka.
Acha, i jeszcze taki kwiatek:
"W nr. 7 D. Tusk opublikował (po powrocie z Paryża w 1986) artykuł Chwalę Paryż, w którym poddał ostrej krytyce myśl neokonserwatywną i wychwalał neoliberalizm; neokonserwatyzm krytykował gł. za zbyt wiele „pierwiastków nacjonalizmu”, chęć podporządkowywania słabych silniejszym oraz za dążenie do hierarchicznego kształtowania społeczeństwa."
Ktoś rozumie ten bełkot?
Bo w ostatnim z podanych linków ( dokumenty paszportowe) napisano, że gazetce peregrynacja do Paryża nie przyniosła nic.
Tylko - swoją szosą - pozazdrościć losu prześladowanego opozycjonisty...
Dobra, szukamy dalej: NZS, w którym podobno Tusk działał. To napisali już wspomniani "biografowie liberałów", konkretnie - że zawędrował tam już po ukończeniu studiów. Nie dziwcie się - na uczelni pracował Bielecki, którego później wepchnięto "Bolkowi" na premiera, trzeba było szukać zaplecza dla tej kandydatury - jednak to już sprawa z innej bajki.
Ale ślady tej działalności powinny się jakoś zachować? Studenci powinni być dumni z takiego członka?
Gdzie tam!
Proszę - znajdzcie mi kolejny "kawałek Tuska", bo mnie się nie udało. Co prawda, Tusk był członkiem tegoż NZS od września ( studia skończył w czerwcu) i w celech ściśle określonych, ale to już inna bajka. Właśnie to znalazłam u Łazarewicza, kiedy jeszcze nie był "hieną roku", tylko poważnym reraktorem "Polityki", a artykuł ukazał się ( w międzyczasie poszukałam):
https://www.google.pl/search?q=%22Zosta%C5%82o+po+libera%C5%82ach%22+%C5%81azarewicz&ie=utf-8&oe=utf-8&aq=t&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefox-a
No, trudno. Lecę do dokumentów IPN.
http://kaduk.info/wp-content/uploads/2009/06/dokumenty_ipn_dotyczace_donalda_tuska_cz_i.pdf.
Chcecie, to czytajcie, przedzierając się przez zatarte do imentu kopie. Ja się przedarłam - nie było warto.
Znalazłam tam natomiast ciekawostkę - donos na studentów, którzy m.i.sprzedawali plastikowe znaczki o treści "Kocham Związek Radziecki" oraz "Albin Siwak superstar".
Znacznie więcej jest tu, choć rzecz opisuje dokładnie te same sprawy.
http://kaduk.info/wp-content/uploads/2009/06/Akta_paszportowe_Donalda_Tuska.pdf
Ogólem uważam, że z Donalda Tuska był taki opozycjonista, jak z imtymnej części kozy pudreniczka. Ktoś gdzieś nadał, że był współorganizatorem, ojcem - założycielem, a choćby - członkiem, itd. Ale śladów po tym albo nie ma - albo tak, jakby nie było. Wszystko to opiera się głównie na gadaniu - "że był". Czyli - na gadaniu.
No, nie wiem - może facet miał nosa, wiedział, kiedy włączyć "czwórkę", a kiedy - "wsteczny".
Spryciula, jednym słowem.
Tak, nie lubię Tuska, to fakt. Ale tych dokumentów nie wymyśliłam.
Idealny bohater z barykad, z więzień i "internatów", absolutnie powołany do "wbijania szpilek". Howgh.
A na koniec - może trochę: komu te szpilki wbija, także z Encyklopedii Solidarności.
http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=Jaros%C5%82aw_Kaczy%C5%84ski
Od 1976 współpracownik KOR, nast. KSS KOR, w 1976 zbierał informacje o represjach wobec uczestników wydarzeń Czerwca, uczestnik akcji pomocy, w czasie wyjazdu do Płocka zatrzymany. Od 1977 współpracownik Biura Interwencyjnego KOR, nast. KSS KOR, badał m.in. przypadki morderstw popełnionych przez funkcjonariuszy MO i SB. Uczestnik akcji ulotkowych w 1978 w związku z procesem Kazimierza Świtonia, nast. w 1980 w obronie Edmunda Zadrożyńskiego.
No, itd. To mały fragment, żeby zamknąć buzie trollom.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)