Ostatnio wszystko mnie śmieszy.
W tym "wszystkim" - robienie nas w konia w sprawie wraku. Nawet przytoczony przez "Trędowatego" artykuł w Die Zeit, bo sprawa jakby mocno spóźniona...
Platforma doznała nagłego oświecenia, że te nieszczęsne szczątki są polską własnością i powinny wrócić do kraju? Czy może - że na Tuska gapią się w Brukseli, jak na głupiego, choćby z powodu ( powiedzmy to delikatnie...) nieudolności?
W tej kwestii jestem w ogóle strasznie ciekawa, jak na niego patrzą PREZYDENCI, bo niejeden premier z chęcią pozbyłby się własnego - i być może - ma zrozumienie dla rządowego niezgulstwa, prawdziwego czy udawanego.
Tak, czy inaczej - są to działania wielce zabawne. Oto Sikorski leci naskarżyć lady Aston, że ruskie mu nie oddają - i już, co narusza jego powagę jako ministra oraz godność osobistą, jakby nie miał innych kłopotów z tą godnością..
.
I teraz wyobraźmy sobie, że ministrowie 27 państw unijnych stosują tę samą metodę, czyli nadają do ucha uninym dostojnikom wszystko, czego nie potrafią załatwić sami, oczekując zdjęcia kłopotu z głowy.
Zwłaszcza z ( rzekomym, czy prawdziwym) pominięciem własnego szefa, który odniósł się do sprawy tak, jak tego można oczekiwać po Tusku: kroczek w przód, kroczek w bok, dwa - do tyłu.
Właściwie śmieszy mnie jeszcze bardziej "mister Lans", jak od wczoraj ochrzczono podobno Zbynia, który nabywszy się wiedzy w zakresie prawa rosyjskiego, koniecznie zapragnął się nią popisać na prezydenckim panelu. Ale najbardziej chodziło mu o zaimponowanie tą wiedzą Kaczyńskiemu, który wziął i nie przybył, ku rozczarowaniu Zbynia.
No, cóż, jakoś tak się dzieje, że bez Kaczyńskiego na podorędziu - sprawy się nie dzieją, nie mają znaczenia. Punkt odniesienia stanowi Kaczyński.
Inaczej - cóż stałoby na przeszkodzie, żeby nasz "mister Lans" szepnął jednak w porę na ucho Sikorskiemu, że Ławrow łże, iż nie ma możliwości zwrotu wraku, bo rosyjskie prawo na to zezwala?
Ziobro zaliczył potężną wpadkę tą dziecinadą: tak, czy siak - bierze kasę podatników nie za popisy, tylko za ewentualną pomoc w załatwianiu polskich spraw. Opozycja jest opłacaną częścią życia politycznego, a jej obowiązkiem jest "manie pomysła" i przedstawienie go. Po to w ogóle jest, bez względu na śmichy - chichy całej reszty.
Oczywiście zostaje kwestia, że Putin zaledwie "może", co zakłada dowolność działań, ale też daje okazję do sojuszniczego nadstawienia oka i ucha - co też się dzieje z tymi szczątkami, że wciąż są Rosjanom potrzebne.
Naturalnie od dawna nie dzieje się nic, wrak Rosjanom potrzebny nie jest, ale...
Najmilsi, już sobie wyobrażam szczęście Tuska i bramę triumfalną z okazji powrotu "Tutki"!
Wrak w Polsce - i co dalej?
Toć nawet, gdyby był hangarowany na najbardziej tajnym lotnisku wojskowym gdzieś, "gdzie diabeł mówi dobranoc", jest zupełnie jasne, że pod płotem lotniska pojawiłby się krzyż, znicze, kwiaty, pielgrzymki, już nie mówiąc o transparentach z prześlicznymi napisami.
I szlag trafiłby ostatnią, wytęsknioną nadzieję, że ludzie wreszcie zapomną.
Po prostu - idą czasy gorsze niż obecne, a sprawa jest kolejną wrzutką dla odwrócenia uwagi od znanego zjawiska - "Im bardziej Puchatek zaglądał go garnka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było".
Ani w postaci szyneczki, ani kaszaneczki. Bo za darmo nie dają. Pogadanie o wraku jest sposobem, jak każdy inny. A tak naprawdę...
Koszmar powrotu "tutki" chyba śni się po nocach Tuskowi, Kopaczowej, Komorowskiemu i wszystkim smoleńskim krętaczom. Bo wszystko jest możliwe: jedna rosyjska opcja, ta ze skłóceniem Polaków, już dogasa, wyczerpują się możliwości robienia zyg-zyg marcheweczki. Coraz więcej Polaków ma poczucie, że Ruskie, wraz z polskimi poputczikami łżą, bo mają powody - taki jest rezultat krętactwa.
I jeszcze zaczynają "skarżyć pani", rozwłóczyć rzecz po świecie, który jak dotąd - z dużym, dyplomatycznym wysiłkiem - udaje, że wierzy w zwykłą katastrofę.
Kiedyś trzeba będzie wrak oddać, więc - czemu nie teraz, z nadzieją, że wszystko zacznie się od początku: prokuratura kręci wcale nie gorzej od samej Anodiny, ludzie - na zmianę - śmieją się i złoszczą, całe zespoły redakcyjne lądują na bruku.
Na cholerę ruskim ten wrak, jeśli nie po to, żeby tak właśnie było? Cokolwiek tam Polaczki znajdą, zawsze sami znajdą też sposób, żeby kręcić w nieskończoność. A gdyby znalazł się nawet jeden sprawiedliwy - no to co?
Polska wypowie wojnę? Znaczy - Tusk z Komorowskim? A nawet - Kaczyński z Macierewiczem? Już widzę to przerażenie na Kremlu.
Dajmy spokój, ten rząd nie załatwi niczego - i nie sądzę, żeby w ogóle był taki zamiar. Chyba, że Putin, korzystając z z świeżo nabytej wiedzy w głowinie Zbynia, "tutkę" po prostu odda, oczywiście w błogosławionym stanie nadziei, że może jednak wojny unikną...
Nie cofnie się czasu. Gdyby nie oddano bezmyślnie, a pokornie śledztwa Putinowi, gdyby Tusk chwilę pomyślał, być może - już dawno odbyłyby się wszystkie ceremonie, przyzwoite pogrzeby, wypaliłyby się spory, powstałyby pomniki, a Polacy, odpłakawszy żal, wróciliby do normalnego życia.
Bo każda żałoba ma swój kres.
Że też nasza premierowska exelencja nie lata jeszcze jako gołębica...Dziwne.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)