Zabrzmi to głupio, ale ja się cieszę, że Putin pokazał dziś już nie tylko pazurki, ale groźne pazury brukselskim "mędrcom".
Całe to rozmemłane towarzystwo, przekonane o swojej brukselskiej wchechwiedzy i wszechmocy, które Rosję traktuje niemal jak młodszego, nierozgarniętego braciszka, przekonało się dzisiaj dosadnie, co znaczy Rosja, z jej drapieżnością, bezwzględnością i cynizmem.
Nie sądzę, żeby od tego zaczął się jakiś gwałtowny zwrot, żeby "mędrcy" doznali olśnienia. Jeszcze długo będą deliberować, czy rzeczywiście Putinowi, z całym tym pyskowaniem, chodzi o wizy.
Bo jakoś dotąd Rosja nie jawi się ani społeczeństwem przesadnie obywatelskim, ani szczególnie demokratycznym, a Putin nie przerywa urlopu, kiedy długo i boleśnie umierają rosyjscy marynarze z "Kurska". Nie ma cienia wahania, kiedy na Dubrowce trzeba wytruć większość obecnych w teatrze, albo zabić dzieci w Biesłanie - aby tylko pokazać "siłę i niezłomność państwa".
I nagle - afera o wizy!
Nie chodzi o żadne wizy. Chodzi o pokaz siły.
My swoje o Rosji wiemy, ale "Europejczycy" - jeszcze nie. Do nich nigdy nie dotarli kozacy Budionnego, Gaj - Chana, a oprawców z NKWD czasem - kiedyś - może widzieli na filmie. Zachowują się tak, jakby nigdy nie otruto Litwinienki, Juszczenki, jakby nie wiedzieli - jak zginął Trocki, który przez 30 lat nie miał spokojnej nocy - i słusznie. Zapomnieli, jak został potraktowany "trofiejny" Berlin, kiedy zamknięto zonę - i pozwolono zwycięzcom "paguliat".
Udają, że to wszystko się nie zdarzyło!
A właśnie to, w gruncie rzeczy, przypomniał im dziś Putin - całą "rosyjską duszę" rodem z bitwy nad Kałką, kiedy to na - wciąż żywych ciałach ruskich wodzów - wzniesiono rusztowanie, a na nim - stoły dla świętujących zwycięstwo mongolskich dowódców. Według Gumilowa - po uczcie nawet nie raczono dobić zhańbionych nieszczęśników.
Zadziałało.
Ruś się nauczyła wszystkiego, czego potrzebowała się nauczyć. Odtąd wie, jak trzeba traktować tchórzliwych, lub bodaj okazujących słabość.
To tatarskie dziedzictwo jest jasne, w ogóle nie ukrywane: Putin mówi "popatrzysz - Russkij, poskrobiesz - Tatar".
Miedwiediew mówi do Sarkozego, na wizji zresztą " Uuuuch! Kiedy my zwietrzymy krew - trudno nas powstrzymać!".
Dolary przeciw orzechom - Bruksela będzie się głowić, płaszczyć, szukać "rozsądnych" rozwiązań, prostować banany, ustawiać kury w kurnikach dziobami do wejścia, likwidować kolorowe opakowania papierosów...itd, itd, itd.
Całe szczęście, że Rosji nie stać na militarną formę pokazania, "kto tu rządzi", czyli - kto jest dysponentem syberyjskich bogactw.
W ostatnim tomie dzieł Lenina, gdzie zawarte są dokumenty, depesze, listy - etc., jest taka historyjka: oto pisze gubernator gdzieś znad Pacyfiku, że zachodnie firmy, które otrzymały carskie koncesje, pytają, czy już ( po rewolucji) mogą ropocząć pracę.
Lenin odpowiada - pozwolić. Gubernator nie dowierza: jak to, przecież to zapadnicy, krwiożercy, jak raz wejdą...
Lenin odpowiada - "ale sądy są nasze".
To tak, ku przestrodze. Sądy wciąż są rosyjskie, a całowanie rosyjskich butów nigdy nie skutkowało.
O czym nie pomyśleli niektórzy historycy, którzy powinni o tym wiedzieć.


Komentarze
Pokaż komentarze (61)