Wyjaśnijmy na wstępie: wierzę w transseksualizm, z powodu doświadczeń empirycznych. Wprawdzie nie osobistych, jednak w otoczeniu tak bliskim, że nie mam wątpliwości. Wiem, ile przecierpiała ta właśnie, znana mi osoba, aby uzyskć upragniony cel, zresztą z pełną świadomością konsekwencji ostracyzmu, który mógł ją dotknąć - i dotknął.
Nie widzę przeciwskazań co do pani kandydatury na wicemarszałka. Jako wyborca, wymagam od osoby na tym stanowisku umiejętności prowadzenia obrad, czytania dokumentów, a w przypadku wątpliwości - umiejętności zwrócenia się do ekspertów, ponieważ zawsze może zdarzyć się coś nieprzewidzianego.
Nie wątpię, że w tej materii można Pani zawierzyć.
Jednak dotyczy to Anny Grodzkiej jako osoby. Natomiast co do Anny Grodzkiej, posłanki RP - mam poważne wątpliwości.
Nie rozumiem, tak jak zdecydowana większość społeczeństwa - co było (i jest) Pani zamiarem w kwestii działań na rzecz "równości" obywatelskiej, "zrozumienia", "równości praw" oraz ogólnej walki z Ciemnogrodem, do którego chyba należę.
Czyli - w jakim celu znalazła się Pani w RP?
Czy Pani nigdy przedtem nie widziała i nie słyszała wyczynów twórcy partii?
Nie rozumiem, jakim sposobem osoba inteligentna, kulturalna i niewątpliwie zrównoważona daje się wciągać w błotko partii błazeńskiej, która nie ma innego celu - jak właśnie ta wieczna, koszmarna błazenada, krzycząca wielkim głosem o tolerancję, a jednocześnie nie mająca cienia tolerancji dla uczuć innych.
Zacznijmy od obrażania Kościoła. Nie mam zamiaru powtarzać tu plugawych słów Pani partyjnego szefa w odniesieniu do incydentu z obrazem Częstochowskiej, aby nie robić mu reklamy, o którą zabiega. Pozostaje zadać pytanie - czy te słowa jakoś mają się do tolerancji, o którą podobno Wam chodzi? Tolerancji w stosunku do osób wierzących? Czy także w stosunku do o. Rydzyka, który robi to, do czego jest zobowiązany jako zakonnik - redemptorysta, też macie zamiar kiedyś być tolerancyjni?
Jakie racje ma Kościół? Oczywiście te jeszcze sprzed czasu, kiedy stał się Kościołem Chrystusowym. To racje starotestamentowe: kara spotykająca Sodomę i Gomorę, skąd bierze się określenie "sodomita", wynikająca z znacznie wcześniejszego tekstu, będącego jasnym przekazem Stwórcy do tworzywa - "Mnóżcie się i zapełniajcie Ziemię".
Nie sądzę, żebym musiała Panią o tym pouczać, ale jest to publiczny blog, pisany także dla innych.
Gdyby Kościół chciał się wyrzec kanonu - po prostu musiałby przestać być Kościołem. Tu nie ma drogi na skróty.
Jednak w sytuacji, kiedy - tak, czy siak - nie jest potrzebny "związkom" ślub kościelny - o co chodzi? Skąd ta histeryczna nienawiść?
Być może - osoby głęboko zapatrzone we własne problemy nie potrzebują ani Kościoła, ani jego świątyń. Ale świątynie były potrzebne ludziom już wtedy, kiedy były świetym dębem, skałą, źródełkiem. I zawsze strzegły jakichś wartości.
Trudno pouczać Panią, psychologa, o ludzkich potrzebach i zachowaniach.
Po trosze rozumiem - są to "wartości programowe", nabyte jeszcze w SLD.
Ale poza zwykłym partyjniactwem są jeszcze racje czystego rozumu, zwłaszcza można się ich spodziewać po osobie o tym kierunku zawodowym.
Nie wierzę, że nie jest Pani znany kierunek sojotechniczny, na bazie którego z "czerwonych" zrobiono "ludzi honoru", a z "czarnych" - po ich starannym wykorzystaniu w ciężkich czasach - naczelnego wroga. Bo"wspólny wróg" jest konieczny, jeśli się chce stworzyć coś nowego - czyli zmienić mentalność "kołtuna" ( zwykle to bywa "brzydka polska twarz", etc) w orwellowskie posłuszne zwierzę.
Co może Panią łączyć z Biedroniem, mówiącym o miłości, a już w pierwszych słowach wielu dyskusji dającym popis wyśmiewania interlokutora i zwykłej, ordynarnej agresji? Naprawdę nie wierzyłam w to, że ten drobny "słodki chłoptaś", nieszczęsny - a tak pełen miłości - rzucił się na "rozgrzanego" policjanta i sponiewierał mu oblicze. Teraz już wierzę.
Jakie mają państwo wspólne cele? Widzi Pani tego eksplodującego gogusia w roli ewentualnego rodzica? Bo przecież rzecz nie ma zamiaru się skończyć na "związkach partnerskich" - to tylko preludium. Czyż nie?
Czyż to nie Pani osobiście powstrzymała go przed pobiciem posłanki Pawłowicz?
I tu dochodzę do sedna sprawy: pani poseł, czy Pani nie zdaje sobie sprawy, że - cokolwiek powiedziała, na zamkniętym spotkaniu, sędzia Pawłowicz - sprawa okazała się "wrzutą", mającą przesłonić aferę z defraudacją pieniędzy unijnych? Czy dla posła Rzeczpospolitej zgoda na wykorzystywanie swojego nazwiska do takich działań nie jest ujmą na honorze? Naruszeniem przysięgi poselskiej? Utratą powagi, tak potrzebnej właśnie przed głosowaniem?
Poseł Pawłowicz wyraziła swoją prywatną opinię. Gdyby sprawa dotyczyła mnie - wzruszyłabym ramionami: nie muszę "być w guście" całego otaczającego świata. Ważne, że nie uczyniłam nic, co przyniosło krzywdy drugiemu człowiekowi.
A już z całą pewnością nie pozwoliłabym tego incydentu nosić na "partyjnych sztandarach", zwłaszcza "wespół w zespół" z posłem Biedroniem. To nie jest dla Pani towarzystwo. A jeśli jest - to beze mnie.
Jak ja, zwykły widz, mam współczuć "niedoli" człowieka, geja, parlamentarzysty, który - kiedy potrzeba - przestaje mówić o miłości do partnera, zaczyna natomiast - o należącym do niego ( partnera) mieszkaniu... i pochówku tegoż partnera, który wygląda na cieszącego się najlepszym zdrowiem!
Więc miłość - czy mieszkanie?
A przecież ten człowiek reprezentuje swoje środowisko: "ludzi uciśnionych!" Jeśli to tolerują, jeśli się z nim zgadzają - nie ma zgody na moją tolerancję, na poddawanie się terrorowi ludzi tak agresywnych, ale przede wszystkim - tak pojmujących tę upragnioną "równość": wolność dla niektórych, czyli dla "Europejczyków".
"Europejczyków" z gatunku tych, o których mówił niegdyś Klaus, pod hasłem "nie wybierajcie mnie!"
„Jeżeli nie chcecie brać pod uwagę tysiącletnich tradycji naszej cywilizacji, jej wartości chrześcijańskich, znaczenia tradycyjnej rodziny i szacunku dla ludzkiego życia, nie głosujcie na mnie, bo ja wartości te wyznaję. Jeżeli chcecie żyć w przyszłości wyznaczonej przez modne trendy, gdzie palenie będzie zabronione, a narkotyki będą tolerowane, gdzie małżeństwo będzie instytucją zagrożoną wymarciem, a w ratuszu pojawiać się będą wyłącznie pary w celu rejestracji związków partnerskich, gdzie starych i chorych będziemy z litości pozbawiać życia, gdzie ktoś będzie nam nakazywał, co mamy jeść, pić i jak mamy mówić, wówczas ostrzegam, że to nie jest mój program. To nie jest moja wizja przyszłości."
Dokładnie to samo, co poprzednio wymienionego - dotyczy Pani szefa, człowieka z zasady obrażającego - chyba nie przesadzę - miliony katolików, ale także obrażającego, celowo i świadomie - mojego ś.p. Prezydenta, z którym mógł się nie zgadzać, ale nie miał prawa do jawnej, publicznej obrazy. W dodatku - powtarzającej się cyklicznie. Tylko dla tych kilku minut wątpliwej sławy, wykreowanej przez pracowników mediów.
A jeśli chodzi o mnie - nie jestem ortodoksem. Chętnie zgodziłabym się na ułatwienie ludziom spraw życiowych. Jednak mam obawy, że każde ustępstwo będzie pretekstem do następnych, pełnych agresji żądań, bezdyskusyjnych, połączonych z programową nietolerancją dla innych.
Na to nie ma zgody.
Jest zbyt wiele problemów do rozwiązania, a ten temat - tak, jak temat posłanki Pawłowicz - to tylko "wrzuta", mająca przesłonić całe dziejące się w Polsce zło głupią telewizyjną propagandą, choć sprawa - jako taka - jest poważna.
Szkoda Pani na te "wiekie manewry".
Nie mam nadziei na odpowiedź, ale chciałabym usłyszeć jakąś deklarację programową - bo naprawdę nie rozumiem, dlaczego Pani się godzi na rolę "sztandaru" Palikota, świetnie wiedząc, że ludzie, w tym - posłowie, już zostali sprowokowani.
Dla mnie Pani rola w tym wszystkim nie jest zrozumiała.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)