Bezpieczeństwo międzynarodowe w ostatnich tygodniach stało się tematem numer jeden, czego tylko częściowo można się było spodziewać. Finalizacja trwających od kilku miesięcy negocjacji w sprawie amerykańskiej tarczy antyrakietowej na pewno nie wzbudziłaby w Polsce aż takich emocji, gdyby nie rosyjska agresja na Gruzję.
Kwestia Gruzji zasługuje na większą uwagę i szerszy tekst, więc na razie pozostawiam ją w tle (tym bardziej, że na brak lektur w tej sprawie narzekać nie trzeba). Chciałem natomiast zwrócić uwagę na pewną szczególną wypowiedź jednego z polityków rządzącej Platformy Obywatelskiej.
Chodzi o wywiad z posłem PO, Jarosławem Gowinem, którego udzielił radiowej Jedynce. Poseł Gowin nie jest specjalistą od stosunków międzynarodowych, stąd poziom ogólności i oczywistości w jego ocenie polityki zagranicznej Polski i Rosji nie powinien dziwić. Jeden z fragmentów tej wypowiedzi był jednak frapujący – chodzi o stwierdzenie, iż strategicznym interesem Polski jest utworzenie takiego bufora między Polską a Rosją, bufora państw demokratycznych, należących do struktur zachodnich.
Nie posądzam Gowina o brak inteligencji, jednak ta opinia jest chyba nacechowana nieznajomością tematu. Po pierwsze i najważniejsze, koncepcja „bufora” jako środka zapewnienia bezpieczeństwa narodowego jest zdecydowanie przestarzała. Traciła ona swoją aktualność już na początku XX wieku, a ostatecznie przekreśliło ją pojawienie się takich zjawisk o zasięgu globalnym jak rosnące współzależności ekonomiczne, proliferacja broni masowego rażenia i międzynarodowy terroryzm. Sto, dwieście, czy nawet kilka tysięcy kilometrów przestrzeni pomiędzy potencjalnym agresorem a potencjalną ofiarą nie likwiduje obecnie groźby wystąpienia konfliktu, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę posiadane przez silniejsze państwa nowoczesne środki prowadzenia wojny. Obok pocisków balistycznych, bombowców strategicznych i lotniskowców jednym z takich środków jest Internet, czyli pole bitwy znajdujące się jednocześnie wszędzie i nigdzie. W XXI wieku będziemy coraz częściej świadkami wybuchów cyberwojen, których niszczące efekty będą szczególnie dotkliwe dla państw opartych na zaawansowanych technologiach.
Po drugie, traktowanie naszych wschodnich sąsiadów jako zaledwie składników naszego przyszłego „bufora”, który miałby chronić nas przed Rosją jest obraźliwe dla tychże krajów i nie świadczy o finezji naszej polityki zagranicznej. Na szczęście trudno spodziewać się, żeby poglądy Gowina w znaczącym stopniu wpływały na formułowanie celów i metod tej polityki.
Po trzecie wreszcie, gdyby nawet utworzenie takiego „bufora” się powiodło – w co nie jestem w stanie uwierzyć – skutki byłyby negatywne nie dla Rosji, ale właśnie dla Polski. Polityka wschodnia Unii Europejskiej stałaby się w takiej sytuacji bezprzedmiotowa, a państwa UE (szczególnie Niemcy i Francja) wycofałyby się już całkowicie na pozycje samodzielnego, bilateralnego podejścia do stosunków z Rosją, czemu przecież wciąż staramy się przeciwdziałać.
Polskie relacje z Rosją zawsze były trudne, a ostatnie lekceważenie okazane przez Kreml dla podstawowych norm prawa międzynarodowego na pewno ich nie ułatwia. Jednak lekarstwem na przywrócenie subiektywnego poczucia bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej na pewno nie jest powrót do anachronicznej koncepcji „bufora”, nawet w bardziej estetycznym i romantycznym opakowaniu współczesnego Antemurale.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)