Federico da Montefeltro Federico da Montefeltro
38
BLOG

Banał za banałem

Federico da Montefeltro Federico da Montefeltro Polityka Obserwuj notkę 8

Zdzisław Krasnodębski opublikował we wtorkowej "Rzeczypospolitej" niedługi tekst zatytułowany "Sukces za sukcesem", a dotyczący polskiej polityki zagranicznej wobec Gruzji i Rosji.

Krasnodębski rozpoczyna od przyznania się do pewnej słabości intelektualnej, pisząc"Śledząc doniesienia o wizycie ministra Siergieja Ławrowa w Polsce, słuchając komentarzy, czytając analizy, długo nie mogłem zrozumieć, na czym polegał odniesiony przez nas sukces, odtrąbiony tak głośno przez sprzyjające rządowi media." Choć pozytywne jest, że znany naukowiec nie wywyższa się nad szarych obywateli, przyznając, że "nie rozumie", jednak można w tym zdaniu wyczuć pewien zgrzyt. Nawet jeżeli przyjąć PiS-owski slogan o "sprzyjających rządowi mediach" (gwoli ścisłości - to te, które nie sprzyjały poprzedniemu rządowi, otumaniły ciemny lud i najlepszy rząd od 1989 roku upadł), niestety, Krasnodębski mija się tutaj z prawdą. Blogerzy z Salonu24 będąc osobami oczytanymi zapewne śledzili prasowe komentarze dotyczące wizyty ministra Ławrowa podobnie jak ja - bynajmniej nie dostrzegłem w nich "odtrąbienia sukcesu".

"Dziennik" określił wprawdzie wizytę jako sukces, jednak natychmiast dodał, iż żaden przełom nie nastąpił, a rozmowy były "pokazem dyplomatycznej mowy o niczym". "Gazeta Wyborcza" ucieszyła się, że "lód we wzajemnych stosunkach topnieje", ale zaraz uzupełnia to o dość cierpkie stwierdzenia "Chciałoby się, aby spod skorupy coś się wyłoniło, ale na razie nic nie widać." Bojkotowana przez PiS telewizja TVN24 podkreślała miłą atmosferę, jednak konkluzją było: "brak konkretów".

Powyższe wyjątki z mediów, które Zdzisław Krasnodębski zapewne uważa za wybitnie prorządowe, wcale nie wyglądają na trąbienie o sukcesie, ale co najwyżej bardzo ostrożny optymizm. Inne media były w większości pesymistyczne.

W kolejnej części swojego tekstu Krasnodębski przechodzi do krytyki Unii Europejskiej, którą określa mianem "mało znaczącego klubu". Interesujące podejście do instytucji, z której funduszy uzyskujemy miliardy euro... Jednak mniejsza o to. Czym zatem profesor Krasnodębski, naukowiec, popiera swoją tezę o małym znaczeniu UE? Cytatem z "FAZ", który mówi o lekkim traktowaniu porozumienia Sarkozy-Miedwiediew przez Kreml oraz anegdotą z "The Economist" o tym, iż Rosjanie nie chcieli wywiesić unijnej flagi. Dowód pierwszy jest rzeczywiście nie do podważenia - jednak Rosja od wieków traktuje lekko każdą umowę międzynarodową, czego doświadczyliśmy na własnej skórze dokładnie 69 lat temu, a Gruzini po raz kolejny miesiąc temu. Nie jest to jednak argument na poparcie twierdzenie, iż UE nic nie znaczy w światowej polityce. "Dowód" drugi pominę milczeniem.

W ostatnim akapicie Zdzisław Krasnodębski wypomina polskiemu rządowi dobre stosunki z Chinami (czy za rządów Jarosława Kaczyńskiego były złe?) i dorzuca arcyzłośliwą uwagę, iż "Moim zdaniem Chińczycy powinni także budować Orliki, które dla odrestaurowanej III RP są mniej więcej tym samym co sławojki dla sanacji i tysiąclatki dla PRL." Naukowiec pominął w tym zdaniu 3 miliony mieszkań z niedoszłej IV RP - zapewne słusznie, bo sławojki i tysiąclatki, choć marne, to jednak powstały.

Podsumowanie tekstu jest wyrafinowane, jak przystało na profesora i uznanego publicystę. "Ba, okazało się, że jesteśmy dla Rosji ważniejsi niż Wielka Brytania, co widać po tym, w jaki sposób Ławrow potraktował Davida Milibanda. A Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego nie zwymyślał! Sukces Polski jest tym większy, że przecież Ławrow, zamiast przyjeżdżać do Warszawy, mógłby – jak za dawnych czasów – wezwać premiera i ministra do Moskwy." Mógłby. Czy profesor Krasnodębski domniemuje, że Tusk i Sikorski by posłuchali? Przypuszczam, że nie, więc po co używać tego typu chwytów retorycznych?

Wizyta Siergieja Ławrowa w Polsce nie była żadnym przełomem w stosunkach polsko-rosyjskich i niemal nikt takiego stanowiska nie prezentuje. Szarża Krasnodębskiego wydaje się więc zupełnie niepotrzebna i chyba odruchowa. Szanuję jego poglądy, które nakazują mu trwać w obozie Jarosława Kaczyńskiego, ale dopóki jest publicystą, nie politykiem, powinien dbać o zachowanie w swoich tekstach proporcji pomiędzy sarkazmem i uszczypliwością a rzetelną analizą.

twitter.com/FdMontefeltro

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka