Człowiek żyjący w 2008 roku jest bombardowany taką ilością rozmaitych bodźców, płynących z Internetu, radia i telewizji, iż, wydawałoby się, monotonny głos dobiegający z odbiornika nie jest w stanie wzbudzić w nim żadnych emocji.
A jednak. Przekazywany na żywo przez TVN24 proces Wojciecha Jaruzelskiego i jego towarzyszy spowodował u mnie dziwny, mocny uścisk w żołądku. Trochę mnie to zdziwiło, bo chociaż mam bardzo wyraźne zdanie na temat stanu wojennego i jego autorów, kolejna próba wymierzenia im sprawiedliwości przez III Rzeczpospolitą nie była w centrum mojego zainteresowania.
Dlaczego zatem ten nudzący niemiłosiernie staruszek w ciemnych okularach spowodował u mnie fizyczną wręcz reakcję? Dlaczego jednostajna wyliczanka braków w polskiej gospodarce 1981 roku powoduje, że 25-latek siedzący przed ekranem nowoczesnego telewizora i stukający w klawisze równie nowoczesnego laptopa, jednak - czuje się nieswojo?
Być może to coś w rodzaju genetycznej pamięci, której naukowcy do tej pory nie dostrzegli, a która każe mi odczuwać emocje moich rodziców sprzed ponad ćwierć wieku? Z czasu, kiedy człowiek w ciemnych okularach nie budził politowania, ale grozę, kiedy z dnia na dzień spełniły się najgorsze obawy. Z dni, kiedy nadzieja symbolizowana przez sztandar Solidarności została zdeptana przez ludzi w naszych, polskich mundurach.
Może to zabrzmi naiwnie i patetycznie, ale chciałbym, żeby wszyscy Polacy odczuli taki dreszcz niepokoju, słuchając PRL-owskiego generała. Zawsze zżymam się, że polska polityka wciąż kręci się wokół przeszłości, a jednak dobrze byłoby, gdybyśmy poczuli żal za tamtą zdeptaną nadzieją. A także ulgę, że tak wiele nam się, mimo wszystko, udało. Że dla ludzi w moim wieku Jaruzelski jest już tylko złowrogą postacią historyczną, której jakimś niezwykłym sposobem udało się oszukać czas i postraszyć nas raz jeszcze z ekranów telewizorów.
A może powinniśmy poczuć też obawę? Czy historia nie zechce się kiedyś powtórzyć?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)