W środę na Zamku Królewskim w Warszawie wręczono dyplomy Ministra Spraw Zagranicznych za wybitne zasługi dla promocji Polski w świecie. Nieobecnego szefa polskiej dyplomacji zastąpił minister kultury, Bogdan Zdrojewski.
Wyróżniono doktora Mecislava Boraka, historyka zajmującego się zbrodnią katyńską, profesora Dimitirje Mladenovića, od lat pracującego nad budowaniem więzi pomiędzy polskim i serbskim środowiskiem architektów, Lu Pin, popularyzującą nazwiska słynnych Polaków w Chinach, lady Camillę Panufnik, promującą polską muzykę poważną, wiekowe Towarzystwo Historyczno-Literackie / Bibliotekę Polską w Paryżu, reżysera Mariusza Trelińskiego, operatora filmowego Janusza Kamińskiego, astrofizyka profesora Andrzeja Udalskiego, historyka, profesora Eusebio Leal Spenglera, dyrygenta sir Simona Rattle oraz księdza profesora Michała Hellera, pierwszego polskiego zdobywcę Nagrody Templetona.
Ksiądz profesor Heller, z łagodnym uśmiechem składając podziękowania w imieniu wszystkich laureatów powiedział, że wszystko, co Polak robi zagranicą, idzie "na konto" Polski, czy czyni dobrze, czy źle. Niepewny śmiech, który rozległ się w Nowej Sali Poselskiej, świadczył, że aluzja do innych wydarzeń z tego dnia była jasna.
Niestety, całość wypowiedzi tego mądrego człowieka było dane usłyszeć tylko audytorium zgromadzonemu na Zamku. Obiektywy kamer były bowiem skierowane gdzie indziej - na różowy dywan w Brukseli, po którym w tym samym czasie wbiegał najwyższy reprezentant Rzeczypospolitej, by zdeponować własny wkład na koncie wizerunku naszego kraju. Wkład, który będzie procentował przez lata, skutecznie niwelując działania takich wspaniałych ludzi, jak ci, których powyżej wymieniłem.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)