Czytając wpisy na Salonie (między innymi Łukasza Warzechy czy pokolenia89) zauważyłem, że w debacie publicznej zaczyna się rodzić swoista reakcja wobec klimatycznej rewolucji. Z pewnością niemały wpływ na zwiększanie się liczby reakcjonistów ma fakt, iż ta 'ekologiczna' rewolucja może Polskę drogo kosztować.
Mam nadzieję, że zwolennicy tez prezentowanych np. przez profesora Zbigniewa Jaworowskiego nie obrażą się na mnie za nazwanie ich 'reakcją' - słowo to było obelgą dla komunistów, zatem niewątpliwie jest to komplement.
Nie chcę kusić losu pisząc, że nie wierzę w wizję rodem z filmu "Day After Tomorrow", więc wypowiem się oględnie - nie wierzę, by człowiek miał możliwość wywołania tak znaczących skutków dla klimatu Ziemi, o ile nie użyje na masową skalę broni jądrowej.
Dyskusja o ochronie środowiska naturalnego jest potrzebna, ale nie może się toczyć pod dyktando ludzi, których idee są zbliżone do koncepcji Jean-Jacquesa Rousseau. Trzeba korzystać z odnawialnych źródeł energii, trzeba propagować energooszczędne urządzenia, trzeba oszczędzać wodę. Ale nie można rezygnować z postępu technologicznego i obciążać gospodarki, która i tak jest osłabiona przez kryzys ekonomiczny - to najgorszy moment, by wyrzucać w błoto miliardy euro czy dolarów.
Pozwólmy sobie też na odrobinę zadowolenia z siebie! Nasze samochody smrodzą znacznie mniej, niż 20 lat temu, ze stacji paliw zniknęła benzyna z zawartością ołowiu, każda gmina w Polsce ma obowiązek sporządzenia planu likwidacji na swoim terenie azbestu, świetlówki nie są już egzotycznym towarem, a zużyte sprzęty AGD coraz częściej odwozimy do sklepu, a nie do lasu. Nie jest jeszcze dobrze, ale dokonaliśmy dużego postępu i nie dajmy się wpędzić w poczucie winy, bo zdążamy w dobrym kierunku.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)