Polska polityka jest oazą spokoju. Większość obserwatorów życia politycznego pewnie parsknęłaby śmiechem słysząc takie stwierdzenie, wiele zależy jednak od tego, z kim się porównujemy. Czymże jest odmowa użyczenia samolotu prezydentowi przez premiera w porównaniu z odmową użyczenia pieniędzy na przedterminowe wybory, a słowne przepychanki polityków PiS i PO z prawdziwymi rękoczynami, do których dochodzi w ukraińskim parlamencie?
Ukraińcom nie jest jednak do śmiechu. W pomarańczowej rewolucji udało się im odsunąć od władzy środowisko Kuczmy i wywalczyć prawo do uczciwych wyborów (choć do nieprawidłowości nadal dochodzi w znacznej skali). Jednak wybrany w słynnych wyborach Wiktor Juszczenko dla większości obywateli Ukrainy okazał się ogromnym rozczarowaniem, które przebija tylko rozczarowanie wobec całego obozu 'pomarańczowych'. Ciągłe walki pomiędzy obozami Juszczenki i premier Julii Tymoszenko w sytuacji, gdy kryzys ekonomiczny na Ukrainie się pogłębia, spowodowały wielką nieufność i zniechęcenie Ukraińców, wygaszając niemal całkowicie zapał i optymizm obudzony w 2004 roku.
Chaos polityczny pogłębiła jeszcze bardziej "zdrada" Bloku Julii Tymoszenko, który zaczął rozmowy koalicyjne z partią Wiktora Janukowycza, dawnego rywala Juszczenki. Byłaby to swoista restauracja ancien régime Kuczmy, którego polityczną sukcesorką jest Partia Regionów oraz - wyjątkowo niekorzystny dla Polski - zwrot w ukraińskiej polityce zagranicznej ku Rosji.
Jednak, zgodnie z zasadą Hitchcocka, po trzęsieniu ziemi napięcie nadal rosło. Choć 'pomarańczowi' Tymoszenko i 'niebiescy' Janukowycza doszli już do pewnych wzajemnych ustępstw, szef rządu dokonała kolejnego politycznego zwrotu. Niespodziewanie, głosami BJuT i Naszej Ukrainy - Ludowej Samoobrony, na stanowisko przewodniczącego Rady Najwyższej (ukraińskiego parlamentu) przywrócony został Wołodymyr Łytwnyn.
Łytwyn ogłosił, iż przygotowywana jest nowa umowa koalicyjna, z czym prawdopodobnie nieco się pospieszył, biorąc pod uwagę negatywne reakcje ze strony NU-LS. Wszystko wskazuje jednak na to, iż mimo podziałów w partii Juszczenki, do odnowienia 'pomarańczowego' sojuszu jednak dojdzie.
Jak długo jednak skłócony Wiktor Juszczenko i Julia Tymoszenko będą zdolni do zachowywania pozorów zgodnej współpracy? Okoliczności nie są sprzyjające - ukraińska gospodarka jest zagrożona kryzysem, waluta znacznie osłabła, zaś Rosja robi co może, by zwiększyć polityczne zamieszanie, między innymi na Krymie. Do tego dochodzi afera z nielegalnymi dostawami uzbrojenia do Gruzji, o udział w której oskarża się otoczenie prezydenta Juszczenki. Z polskiego punktu widzenia istotne są też ukraińskie kłopoty z przygotowaniami do Euro 2012.
Podsumowując: niepewna większość parlamentarna na Ukrainie nie gwarantuje jej stabilności politycznej i w średnim okresie czasu możemy spodziewać się kolejnego kryzysu. Sygnały wsparcia z Zachodu (choćby dzisiejszy w Brukseli) są zdecydowanie za słabe, by zrównoważyć usilne próby przywrócenia Ukrainy w rosyjską orbitę wpływów. Powszechny w ukraińskim społeczeństwie nastrój rozczarowania i swoistej apatii nie zapowiada również zmiany tej sytuacji na lepsze.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)