Przed Bożym Narodzeniem polityków prawicy najwyraźniej opadła chrześcijańska troska o bliźniego. Znienacka skłócona lewica stała się obiektem współczujących westchnień ze strony przedstawicieli PiS i PO.
Gdy szef SLD, Grzegorz Napieralski chciał powtórzyć manewr z sierpnia i podtrzymać weto prezydenta, politycy Platformy zatroskali się, jak lewicowi wyborcy przyjmą bratanie się z Kaczyńskimi. Wyrazy ubolewania z ust Joachima Brudzińskiego z PiS padły natomiast, kiedy Sojusz zmienił front i zagłosował razem z koalicją rządową.
Tak współczująca postawa cieszy, szczególnie, że blady i smutny Napieralski stojący na sejmowej mównicy faktycznie budził litość. Gdzie te czasy, gdy Nowym Światem pędziły limuzyny prezydenta Kwaśniewskiego i premiera Millera, a działacze SLD tłumnie uczestniczyli w radach nadzorczych państwowych spółek... Nic, tylko poklepać lidera SLD po plecach i pocieszyć. Nawet autor odrzuconego weta, prezydent Kaczyński zastrzegł, że nie chce być złośliwy, gdy złośliwie oceniał decyzję lewicy.
Kwestia emerytur pomostowych jest zatem zamknięta. Otwarta nadal jest kwestia, czy ludzie, którzy w tej chwili zaczynają pracę, w ogóle mogą liczyć na jakiekolwiek emerytury wypłacane przez obecny, niewydolny system (do którego w tej chwili wkładają niemałą część swoich zarobków). Rozwiązanie tego problemy byłoby naprawdę godne podziwu.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)