Niezły wynik (prawie 14%) Grzegorza Napieralskiego w wyborach prezydenckich 2010 z pewnością jest dla niego osobistym sukcesem wbrew oporowi części własnego środowiska politycznego. Otwarta wolta "tak zwanego" autorytetu lewicy Włodzimierza Cimoszewicza, bierna opozycja Ryszarda Kalisza i Wojciecha Olejniczaka i tylko taktyczna zmiana zdania Aleksandra Kwaśniewskiego na kilka dni przed wyborami, mówi wiele o podziałach w łonie największej siły na lewej stronie sceny politycznej. Czy Grzegorz Napieralski jest aż tak nielubiany w swoim środowisku, czy może po prostu jego osoba zagraża pewnym kręgom na lewicy, które chciałyby ją de facto podporządkować Platformie Obywatelskiej?
Odpowiedź na to pytanie wydaje się dla wytrawnego obserwatora sceny politycznej w miarę oczywista. Gra toczy się tu o to, czy lewica odrodzi się jako samodzielna siła zdolna przejąć władzę w Polsce, czy też będzie tylko przybudówką Platformy. Kręgi zbliżone do Kalisza i Olejniczaka zdają się nie dostrzegać, że ich umizgi do Platformy mogą skończyć się stoczeniem Lewicy w niebyt polityczny, z którego powrót może okazać się niemożliwy.
Gra Platformy toczy się o to, by uzyskać monopol na władzę w kraju i tylko pozycja lewicy jej w tym może przeszkodzić. Ludzie Tuska wiedzą o tym i dlatego próbują za wszelką cenę przeciągnąć na swoją stronę elektorat wierny Napieralskiemu. Przewodniczący SLD zdaje się wiedzieć o tym zagrożeniu marginalizacją lewicy i jego decyzja co do poparcia jednego z kandydatów w drugiej turze może okazać się zaskoczeniem dla wszystkich. Jego doradca i mentor polityczny Leszek Miller jest wytrawnym graczem i z pewnością potrafi przestrzec Napieralskiego przed brzydko mówiąc kumaniem się z ludźmi Tuska i Schetyny.
Decyzja jednak będzie należeć do Napieralskiego i z pewnością będzie ona bazować na długofalowym interesie jego i jego najbliszych wspólpracowników. Młoda gwardia przyboczna z Bartoszem Arłukowiczem na czele również nie da się tak łatwo wymanewrować szczwanym lisom ze sztabu PO. Tusk i Platforma ma duży problem do rozwiązania i wszelkie manewry taktyczne w rodzaju powołania marka Belki na stanowisko szefa NBP, czy kuszenie SLD obietnicami koalicji po następnych wyborach już nie są w stanie zmienić obrazu sytuacji. SLD odyskuje bowiem pewność siebie i następne wybory parlamentarne mogą okazać się ich wielkim powrotem z politycznej karnej ławki, na jaką zostali wysłani po aferze Rywina i innych.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)