Niedzielna debata prezydencka przyniosła nierozstrzygnięty wynik w opinii większości komentatorów. Inaczej jednak być nie mogło skoro wydarzenie to nazwane debatą chyba tylko z przekory, odbywało się w nudnawej formule pytanie dziennikarza - odpowiedź kandydata. Prawdziwego sporu, jaki mógłby rozpalić emocje widzów było tam jak na lekarstwo, a obaj pretendenci mieli duże trudności z zapełnieniem dwu i pół minutowego czasu na odpowiedź, który każdy miał do dyspozycji.
Kandydat Platformy starał się co prawda dolewać nieco oliwy do ognia (jak to sam później określił) i podejmować próby sprowokowania oponenta, ale w większości bez powodzenia. Jarosław kaczyński nie dał się podejść. Jedną z najbardziej odważnych prób podjął Marszałek podczas omawiania polityki międzynarodowej. Jarosław Kaczyński wypowiedział się w kwestii polityki Polski wobec działań reżimu białoruskiego, wyrażając pośrednio zaniepokojenie z powodu rezygnacji wieloletniej przewodniczącej Związku Polaków na Białorusi Andżeliki Borys, cytuję: -"To wielki problem. Musimy chronić Polaków za granicą. A w tej chwili tymi Polakami, którzy wymagają najdalej idącej ochrony są Polacy na Białorusi (...) To jest sprawa, o której warto rozmawiać także z Moskwą. Jeżeli będziemy mieli tutaj (w Polsce - red.) prezydenta Miedwiediewa, a ja będę prezydentem, to z całą pewnością tę kwestię postawię". Marszałek nie pozostając dłużny zagrzmiał ze świętym oburzeniem cytuję: -"To niebywały pomysł polityczny, żeby z Moskwą rozmawiać o Białorusi. Zupełnie się z tym nie zgadzam (...)To jest tak, jakby Białorusini mieli rozmawiać o sprawach Polski z Rosją czy z Berlinem".
Fakty jednak są takie, że Rosja jako mocarstwo regionalne prowadzi politykę stricte neokolonialną wobec Białorusi, innymi słowy Białoruś należy do strefy wpływów Rosji. Jak inaczej nazwać fakt, że firma kontrolująca system przesyłu gazu na Białorusi jest pod kontrolą Gazpromu (..)Łukaszenka zgodził się sprzedać Rosjanom kontrolę nad Biełtransgazem i nowoczesną rafinerią w Mozyrzu - w zamian za tanią ropę i gaz oraz godziwą zapłatę za akcje tych firm(...)"relacjonuje "GW" z 16 czerwca 2010.Oprócz tego PAP pisze w depeszy z 24 czerwca 2010, cytuję: "Gaz z Rosji płynie przez terytorium Białorusi dwoma magistralami - rurami Biełtransgazu (15 mld metrów sześciennych paliwa rocznie) i gazociągiem Jamał-Europa (31,5 mld metrów sześciennych). Do Gazpromu należy 50 proc. akcji Biełtransgazu. Rosyjski koncern jest natomiast wyłącznym właścicielem gazociągu jamalskiego - za wyjątkiem ziemi pod nim, którą wydzierżawił na 100 lat".
Można więc zadać uzasadnione w świetle powyższych faktów pytanie. Czy całkowicie suwerenne państwo zgodziłoby się na przejęcie kluczowej dla swojego bezpieczeństwa energetycznego firmy przez ościenne państwo? Czy, mówiąc czysto hipotetycznie, Francja sprzedałaby Iranowi kontrolę nad swoim przemysłem atomowym, albo przeprowadzając bliższą nam analogię, czy Polska zgodziłaby się na przejęcie przez Rosjan kontroli nad PKN Orlen lub KGHM Polska Miedź. Odpowiedź na to pytanie jest chyba oczywista.
Wspominając więc o relacjach Moskwy z Mińskiem, Jarosław Kaczyński wykazał się po prostu dobrym rozeznaniem w realiach polityki międzynarodowej. Polityka ta jest oparta o kategorie interesów partykularnych poszczególnych mocarstw, a nie o szczytne hasła i ideały samostanowienia narodów. Pan Komorowski może odwoływać się do powyższych idealistycznych haseł, ale rzeczywistość się temu po prostu nie poddaje.
Reżim Łukaszenki, który jest pariasem Europy, działa i trzyma się dobrze tylko dzięki poparciu Rosji (wspomniana wyżej tania ropa i tani gaz) oraz sprawnym służbom specjalnym odziedziczonym po okresie sowieckim. Można tylko boleć, że wszystko to odbywa się przy niemej akceptacji Europy, a gdy ktoś postawi sprawę uczciwie, tak jak to zrobił Jarosław Kaczyński podczas niedzielnej debaty, to jest zaraz atakowany za rzekome działania wbrew interesom Polski.
Osobiście wolałbym, żeby mój prezydent wiedział na czym tak naprawdę ta geopolityczna gra na światowej szachownicy polega, bo wtedy byłbym pewien, że opiera swoją politykę na poprawnych przesłankach. Jeśli nie ma o tym pojęcia, tak jak pokazał to Marszałek Komorowski, to ja za takiego prezydenta serdecznie dziękuję. Polska potrzebuje męża stanu obeznanego w meandrach polityki międzynarodowej, polityka, który będzie rozgrywającym, a nie rozgrywanym. Jarosław Kaczyński udowodnił wielokrotnie, że takim politykiem jest i nie daje się nabierać. Miejmy nadzieję, że Polacy też się nie dadzą nabrać Komorowskiemu na piękne słówka, za którymi tak naprawdę niewiele stoi i 4 lipca dokonają wyboru zgodnego z własnym dobrze pojetym interesem.


Komentarze
Pokaż komentarze