Jedno z najważniejszych śledztw w historii niepodległego państwa polskiego utkwiło w zawstydzającym (szczególnie dla władz) impasie. Co chwila media donoszą za to o pielgrzymkach przedstawicieli polskiego rządu w randze ministrów do Moskwy, w celu wyżebrania czegokowiek co pomogłoby ruszyć polskie śledztwo do przodu (ostatnio poleciał minister Miller).
Marne efekty tych podróży za nasze pieniądze skłaniają do refleksji na temat rodzaju relacji, jakie nasze państwo wytworzyło z państwem rosyjskim. Otóż jak gremialnie ogłoszono po katastrofie smoleńskiej teraz na pewno nasi bracia Rosjanie nabiorą ochoty na historyczne pojednanie. Mieliśmy ocieplić mroźne do tej pory relacje i stać się partnerami nie tylko w sferze politycznej, ale i gospodarczej. Oczywiście nic takiego się nie wydarzyło, a postawa rosyjskiego rządu wobec współpracy z polskimi śledczymi mówi sama za siebie. Można powiedzieć, że jak zwykle w historii bywało zostaliśmy na lodzie i utrwaliliśmy pozycję klienta, a nie partnera.
Powody takiego a nie innego obrotu rzeczy można by mnożyć w nieskończoność. Wystarczy przytoczyć tylko fatalny w skutkach grzech pierwotny polskiego rządu odnośnie platformy współpracy w śledztwie po katastrofie smoleńskiej. Rząd Tuska zamiast wykorzystać zapisy polsko-rosyjskiego porozumienia z 7 lipca 1993 r. w sprawie ruchu samolotów wojskowych i wspólnego wyjaśniania katastrof, pozwolił aby śledztwo zostało prowadzone na podstawie konwencji chicagowskiej o międzynarodowym lotnictwie cywilnym z 1944 roku. Stosuje się ją do samolotów cywilnych, a nie wojskowych (taki status miał rządowy TU-154), ale rządy polski i rosyjski uzgodniły jej stosowanie w sprawie Tu154. Najważniejszy artykuł 11 umowy z 1993 roku brzmi: "wyjaśnienie incydentów lotniczych, awarii i katastrof spowodowanych przez polskie wojskowe statki powietrzne w przestrzeni powietrznej FR lub rosyjskie wojskowe statki powietrzne w przestrzeni powietrznej RP prowadzone będzie wspólnie przez właściwe organy polskie i rosyjskie".Zapis ten dałby nam bezpośrednią możliwość prowadzenia śledztwa wspólnie z Rosją, a nie spowodował, tak jak to ma miejsce teraz, ustawienie nas w roli petenta.
Dlaczego tak się stało, pewnie nie dowiemy się nigdy, można tylko zgadywać, że rządowi Tuska było to na rękę w danym momencie, bo pozwalało całą brudną robotą wyjaśniania przyczyn katastrofy obarczyć Rosjan i ewentualnie potem oskarżyć ich o sabotowanie śledztwa, co już powoli następuje. Jeśli to przypuszczenie jest słuszne to pozostaje jedna kwestia, a mianowicie dlaczego Tusk chciał umyć ręce od tego najważniejszego w polskiej najnowszej historii postępowania śledczego? Czyżby obawiał się, że za dużo błędów i wypaczeń tego rządu w czasie przed katastrofą wyszłoby wtedy na jaw? A przecież w niedługiej perspektywie były przedterminowe wybory prezydenckie? Na te pytania wszyscy w swoim sumieniu musimy odpowiedzić sobie sami.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)