plewandowski plewandowski
112
BLOG

Bierni, mierni, ale wierni, czyli rzecz o Klichu niezatapialnym

plewandowski plewandowski Polityka Obserwuj notkę 1

Wielu członków rządu premiera Tuska uznać można za uosobienie określenia zastosowanego w tytule, ale najbardziej wyróżniającymi się w moim przekonaniu jest pan Bohdan Klich. Dlaczego akurat tego dżentelmena postanowiłem uhonorować tym niezbyt zaszczytnym tytułem? Powód jest prosty. Jest on odpowiedzialny za karygodne zaniedbania w resorcie obrony, a szczególnie w 36 specjalnym pułku lotnictwa transportowego, które przyczyniły się pośrednio do największej katastrofy w dziejach narodu od czasów II Wojny Światowej. 

Na początek parę słów o naszym bohaterze, który z wykształcenia jest psychiatrą i chyba ta specjalizacja  pozwala mu utrzymać dobre samopoczucie w obliczu serii klęsk, jakie go spotykają co chwila. Ale o tym potem. Kariera pana Bohdana jest imponującym przykładem ścieżki prowadzącej od działań w opozycji w czasach PRL, poprzez uczestnictwo bez wielkiego powodzenia w polityce lat 90-tych (nieudany start w wyborach do Sejmu w 1991 roku z list UD), aż do wstąpienia do Platformy Obywatelskiej w 2001 roku, ponowny udział w wyborach do Sejmu (tym razem udany), krótki epizod w Parlamencie Europejskim i dojście do pozycji obecnej, czyli człowieka niezatapialnego niczym "Titanic" (do czasu) w rządzie premiera Tuska.

Zastanówmy się nad osiągnięciami pana Bohdana na stanowisku, które piastuje od 16 listopada 2007 roku. Czy jego dokonania uzasadniają aż taki poziom zaufania premiera. Przedstawmy fakty. Tomasz Hypki w artykule z 21 kwietnia 2010 pisze: "Rok temu media opublikowały informacje o problemach ze szkoleniem polskich pilotów wojskowych. Na podstawie dokumentów z Sił Powietrznych i Marynarki Wojennej opisały, że brakuje paliwa, instruktorów, odpowiednio wyposażonych samolotów, właściwie wszystkiego. Minister Bogdan Klich i najwyżsi rangą dowódcy na specjalnych konferencjach zaprzeczali publikowanym informacjom, podważali kompetencje komentatorów i przekonywali, że wszystko jest w porządku. Po kilku tygodniach rozbił się kolejny samolot polskich Sił Zbrojnych – An-28 Marynarki Wojennej. Znowu (wcześniej w C-295M pod Mirosławcem i w Mi-24D pod Toruniem) zginęli ludzie. Gdy padały pytania o przyczyny tej czarnej serii, oficjalne stanowisko MON, SG, SP i MW okazywało się takie samo – nie ma problemu. Paliwo się znajdzie, szkolenie było, jest i będzie intensywne, piloci są znakomici, a w ogóle to nie wolno siać defetyzmu."

A teraz niech przemówią liczby. Znów przytaczam tutaj pana Hypkiego "Za kadencji Bogdana Klicha w katastrofach lotniczych w lotach niezwiązanych z działaniami bojowymi zginęło już 121 osób. Doszło do dwóch największych katastrof w dziejach polskiego lotnictwa wojskowego (do poprzedniej podobnej katastrofy doszło blisko 40 lat temu – w 1973 rozbił się An-24, zginęło wówczas 18 ludzi)".

 

Te fakty i liczby mówią same za siebie i podsumowują sukcesy, a właściwie ich brak pana Klicha niezatapialnego. Trzeba więc znów ponowić pytanie? Za co pan u licha panie premierze aż tak polubił Klicha. Oczywiście na odpowiedź nie ma co liczyć. Trzeba mieć tylko nadzieję, że Klich tak jak Titanic też w końcu osiągnie dno (polityczne oczywiście). Z pewnością zasłużył.

 

 

Interesuję się kwestiami społecznymi i politycznymi, aktywnie angażuję się życie mojej lokalnej społeczności, chcę zmieniać kraj na lepsze.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka