Wojsko Polskie powinno mieć mozliwość obrony terytorium panstwa polskiego. To stwierdzenie brzmi jak banal, ale banalem nie jest, gdy zaledwie w sierpniu 2008 roku, wschodnie mocarstwo, pod ktorego butem zylismy przez prawie pól wieku XX, atakuje suwerenne i niepodlegle panstwo gruzinskie. Silna armia to podstawa istnienia narodu. To dzieki armii narod moze wzrastac i aktywnie zabiegac o swe zywotne interesy w konkurencji z innymi narodami.
Nic tak dobrze nie oddaje sensu posiadania sprawnej armii, jak uzyte w tytule notki rzymskie stwierdzenie, które przetłumaczyć mozna mniej wiecej: "chcesz pokoju szykuj się do wojny". W Polsce jednak mądrość Rzymian nie jest dostrzegana i doceniana, tak jak w innych panstwach. Nawet pomimo naszych nielatwych doswiadczen historycznych, ktore wynikaly głownie wlasnie z uwiądu panstwa i slabosci jego armii, u nas cały czas realizuje sie samobojcza filozofie, ktora mozna streścic krotko typowo polskim stwierdzeniem: "jakos to bedzie".
Tymczasem świat nie stoi w miejscu. Na naszych oczach sypie sie jak domek z kart jeden z ostatnich reliktów postzimnowojennych, czyli NATO. Stany Zjednoczone mają obecnie wazniejsze sprawy na głowie niz ochrona Europy i jej interesów. Unia Europejska jest na kolejnym juz zakręcie swojej historii i nie widać na horyzoncie wizjonerów kalibru Adenauera, czy De Gaulla, którzy mogliby popchnąc tą zmurszałą nieco juz konstrukcję biurokratyczną na nowe tory. Niepokoje na Bliskim Wschodzie, rewolucje w Afryce i zwiększona imigracja ludności z tych oaz niestabilności, coraz bardziej ujawniają chroniczną niezdolność tej niby zjednoczonej Europy do adekwatnej reakcji na pojawiajace sie zewszad zagrozenia.
Polska tymczasem jest jak wiemy zieloną wyspą w tym morzu niepokojów i niestabilnosci. Co złego to nie my. Mamy dobry rząd, który przewodniczy do końca roku Radzie UE, rozwijającą się w szybkim tempie gospodarkę, a takze nowoczesną armię zawodową, która jest w stanie obronić nas przed kazdym zagrozeniem. Czasami tylko zdarzaja sie tej naszej armii wypadki przy pracy, gdy ginie w wypadku lotniczym we mgle prawie cale dowództwo wojsk lotniczych (Mirosławiec 2008), a w kwietniu 2010 roku pod Smolenskiem całe juz dowództwo wszystkich rodzajów sił zbrojnych, kilkunastu posłów na Sejm RP oraz prezydent Polski.
Ten sarkazm mógłby być nie na miejscu, gdyby nie faktyczne samozadowolenie, jakie w obliczu całej sytuacji prezentuje premier Tusk oraz jego były juz minister, szef MON Bohdan Klich. Nawet w obliczu druzgocącego dla szefa resortu obrony, raportu komisji Jerzego Millera, nie traci Tusk rezonu i zarzeka się, ze nigdy nie powie, że Klich jest winny zaniedbań, które doprowadziły do tych dwóch katastrof. A zeby zaakcentowac swoje zdanie pozwala Klichowi na start w wyborach do Senatu, gdzie z pewnościa będzie w stanie odpowiednio wykorzystać swoje niemałe doświadczenie w sprawach wojska...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)