Tytuł notki wydawać się może nieco prowokacyjny, ale wybrałem go świadomie, by ukazać jak naród, czyli "suweren" pomógł prezydentowi Dudzie podjąć niezwykle ważną decyzję o zawetowaniu dwóch ustaw o KRS i SN i dzięki temu wypełnić przy okazji testament swego mentora politycznego śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Decyzja ta z pewnością nie była łatwa dla pana prezydenta, który wyszedł przecież z określonego środowiska politycznego. Z drugiej strony jednak to przecież śp. Prezydent Lech Kaczyński wypowiedział w jednym ze swoich przemówień z 2006 roku o trzeciej władzy następujące słowa:
Stan permenentnego kryzysu w jakim funcjonuje nasze państwo trwa praktycznie od wyborów w październiku 2015 i prawdopodobnie osiągnął swoje apogeum w trakcie debat na temat KRS i SN. Skalę protestu jaki przelewa się przez Polskę i jej obywatelski charakter potwierdza fakt uczestniczenia w nich ludzi także z mniejszych miejscowości (Radom, Gliwice) i tego faktu Prezydent Duda nie mógł zignorować. Doszło też do wzbudzenia tak wysokiego poziomu emocji społecznych, że w każdym momencie doprowadzić to mogło do przekształcenia się pokojowych demonstracji w takie, których już nie dałoby się kontrolować. Przerwanie tej spirali było w interesie zarówno polskiego państwa, jak i jego obywateli, a jedynym sposobem by to osiągnąć było weto dla planowanych przez rządzącą większość niekonstytucyjnych rozwiązań w zakresie sądownictwa.
24 lipca 2017 roku przejdzie więc do historii jako dzień, w którym Polacy niejako "zmusili" swojego Prezydenta do działania i wybicia się na samodzielność, której nie okazywał przez pierwsze dwa lata swojej prezydentury. A Andrzej Duda w podzięce za ten donośny głos „suwerena” zameldował mu wykonanie zadania blokując dwie z trzech kontrowersyjnych ustaw. Czy jednak Prezydentowi na dłuższą metę opłaci się ten krok? To wróżenie z fusów, ja jednak uważam, że te dwa weta mogą być początkiem nowej lepszej jakości w polskiej polityce. Mamy chyba w końcu prezydenta przez duże P.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)