10 obserwujących
278 notek
405k odsłon
1730 odsłon

Chytry plan Tuska, czyli bajka dla opozycji na otarcie łez

Wykop Skomentuj20

image

Na ten dzień czekali, jak na zbawienie. Do „serca Europy”, czyli Polski - miał przyjechać z Brukseli „najważniejszy polityk opozycyjny” (tak przynajmniej głosiła państwowa telewizja w Berlinie), a zarazem namiestnik cesarzowej Angeli osadzony na brukselskim stolcu... nazywany przez przyjaciół Prezydentem Europy, a przez wrogów... powiedzmy, że różnie... chm...  np. „słońcem Peru”.

Kiedyś był wodzem dumnego ludu Polan, mieszkającego czasowo na zielonej wyspie, ale kiedy sucha trawa zaczęła mu się palić pod stopami – pozostawił swoich wyznawców na łasce losu i umknął do swoich mocodawców, by odebrać nagrodę za wcześniejszą spolegliwość i nadzwyczaj korzystne dla nich decyzje.

W perfidii, arogancji i wszelakich podchodach - nie miał sobie równych, choć w niektórych swoich działaniach przypominał nieżyjących już, głośnych wodzów ościennych państw, dlatego powszechnie zabroniono porównywania go do nich.

Chlubił się sławą politycznego demiurga oraz groźnego czarodzieja – takiego, co to potrafi niewąsko zakląć, na przeciwników ukręcić bat z... (a w zasadzie, to ze wszystkiego), każdego opluć (nie używając śliny) i zmieszać z błotem nie brudząc sobie rąk. Uważano go za "super machera", "samca alfę" i jednocześnie człowieka „gumę” - który nie pęka, nie klęka, wszystko bierze na klatę, ale nigdy za nic nie weźmie odpowiedzialności.

O tym, że przyjedzie, nie tylko szeptano, ale wręcz głośno to rozgłaszano. Mówiono, że "Don Chichot" albo też "von Don-Ek" przybędzie niebawem na ratunek... - w srebrnej zbroi i na białym koniu, jak jakiś prawdziwy rycerz z zupełnie innej bajki. Na tę okoliczność tworzono nawet stosowne (i niestosowne) ryciny oraz malunki.

image

Jednak lepiej zorientowani w temacie uważali, że nie będzie zbroi tylko co najwyżej kevlarowy podkoszulek oraz wzmocniona ochronna, zaś w miejsce konia, wśród zebranych wyznawców podskoczy, zatupie i zarży zaprzyjaźniony wesoły Romek. Byli niemal pewni, iż Wielki Szu przyleci tęczowym samolotem przywożąc do kraju przodków swój kościsty tyłek i gotowy plan na zwycięstwo, dlatego mieli nadzieję. Więcej, mieli przekonanie, iż wywinie władzy taki numer, że wszystkim ich przeciwnikom pospadają z głów moherowe berety, zaś dinozaury - tym razem wyginą na amen.

A jak przemówi, to jego słowa będą miały taką moc, że przepali wszelkie zabezpieczenia w państwie i wyłączy rządzącemu reżimowi prąd, czym zadziwi nie tylko małżeństwo Kramków, ale i najbardziej znanego elektryka w kraju. Ludzie wyjdą na ulice, lecz tylko zwolennicy KOD-u oraz sędziowie Sądu Najwyższego - zostaną jaśnie oświeceni... głównie światłem trzymanych w rękach zniczy, i to oni używając ich jako kaganka wiedzy - poprowadzą lud na barykady.

Oczywiście, nikt tak naprawdę nie miał pojęcia co Wielki Szu faktycznie zrobi albo powie, ale każdy totalny działacz opozycji był przekonany, że z tej mąki będzie super wypiek, którym będą się sycili do końca świata i jeden dzień dłużej, czyli generalnie przynajmniej do wyborów.

Wszystko było zapięte na ostatni guzik – aula uniwersytecka udostępniona, zaproszenia rozesłane, miejscówki wykupione, przemówienia napisane i goście na wyznaczonych miejscach...

Czarownik był już na miejscu, spoglądał z góry na twarze rozentuzjazmowanych polityków totalnej opozycji oraz zebrane towarzystwo stanowiące grupę polityczno-ekonomicznego wsparcia, i rozsyłał wokoło swój szczery uśmiech samozadowolenia. Wszystkich tak dobrze widział, że nie musiał nawet wspinać się na palce.

- Świetnie, że już usiedli – pomyślał z satysfakcją. - Jest dobrze. Nic tylko rzucać zaklęcia, sypać mąką (po oczach), mieszać (w głowach), podgrzewać (umysły do stanu wrzenia) i piec (tzn. grilować politycznych przeciwników)... a tym samym mościć sobie gniazdko na najbliższą przyszłość (najlepiej w wygodnym fotelu pod żyrandolem).

Skinął głową na znak, że można zaczynać i usiadł, czekając aż wynajęty na organizatora akolita wykona czynności przygotowawcze i poprosi go do wygłoszenia przełomowej, apolitycznej mowy, która zmiecie z powierzchni ziemi współczesnych bolszewików, strząśnie ze zdrowego drzewa państwa „pisowską” szarańczę i stanie się zaczynem nowego, liberalnego porządku.

Uczeń szamana, najwyraźniej z wielokrotnie większym ADHD niż osobistym IQ, mocno pobudzony (jak po „wszamaniu” co najmniej podwójnej porcji ślimaków na ostro) – od razu zabrał się za obrabianie i zamiast zwyczajnie lać wodę, zaczął solić i pieprzyć bez opamiętania. Bredził coś o Kościele, przerabianiu krzyży na pałki i zaganianiu owieczek do zagrody, czym zraził (do siebie oraz do mistrza) większość obywateli wierzących w Boga. Potem plótł o „świniach w błocie”, czym sprawił przykrość miłośnikom zwierząt, uczestnikom przystanku Woodstock, kilku nowoczesnym „artystom” oraz niewątpliwie samym świniom.

Wykop Skomentuj20
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości