Gdy chodziłem do szkoły, wsławiłem się udanym eksperymentem fizycznym. Nawiedzony niesieniem kagańca oświaty nauczyciel postanowił zaprezentować nam - gamoniom bodajże z szóstej klasy - działanie zaworu bezpieczeństwa na przykładzie kociołka Pepina. Nalał wody, włączył palnik i czekał, aż ta szlachetna ciecz się zagotuje i zmieni w parę, która z wdziękiem i dźwiękiem opuści bezpiecznie (bo przez zawór) wnętrze kociołka. Nie wiedział nieszczęsny, że pewien idiota (to o mnie) pracowicie zatkał zaworek ułamaną zapałką. Zamiast poglądowej lekcji bezpiecznego wykorzystania energii pary wodnej pod wysokim ciśnieniem, było takie pierdut, że wyleciały szyby nie tylko w pracowni fizycznej ale i w kilku innych klasach. Szkody były solidne zarówno w majątku, jak i w mej cielesności, gdyż ojcowy pasek skomentował mój wyczyn solidnie.
Już widać i czuć, że lada moment ciśnienie w kociołku dyskusji o aborcji zacznie wzrastać do niebezpiecznego poziomu. Niestety mam nieodparte wrażenie déjà vu, że tłum idiotów czai się z zapałkami, żeby zatkać zaworek - oj będzie pierdut.
W tej dyspucie denerwuje mnie zjawisko semantycznego ustawiania osób mających poglądy dopuszczające aborcję w niektórych, dramatycznych przypadkach. Przeciwnicy dopuszczalności aborcji określani są zarówno przez samych dyskutantów jak i przez opisujących to dziennikarzy jako "obrońcy życia", przeciwnicy uśmiercania nienarodzonych itp. itd. A jak się mówi i pisze o stronie przeciwnej? "Zwolennicy aborcji". Tak jakby każdy z tych drani wrzeszczał na całe gardło gromkie hurra przy każdej ujawnionej aborcji i cieszył się z tego jak cholera.
Już w samym określeniu zawiera się potężny ładunek emocji - w jednym przypadku pozytywnej, w drugim wręcz odrażającej. Otóż oświadczam - JESTEM PRZECIWNIKIEM ABORCJI. Co jednak nie znaczy, że nie dopuszczam jej dokonania, jeśli jest jedynym wyjściem z sytuacji, gdy życie narzuca dramatyczny wybór określony prawem (na razie).
Jeśli nie chcemy, aby aborcja zdarzała się, to zróbmy - na miłość Boską (świadome!!) - wszystko, by wychowanie seksualne nie było czczą gadaniną, by środki antykoncepcyjne były dobre i dostępne, by oddanie niechcianego dziecka nie było piętnem. I niech wespół zespół wezmą się za to: i Kościół, i lewica, i prawica i każdy z zacietrzewionych antagonistów. Więcej z tego będzie pożytku niż z mniej lub bardziej górnolotnych filipik.
A zacznijmy od doboru słów, tak by każdy mógł z godnością przedstawiać argumenty. Wtedy może nie pierdyknie.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)