Sukces, bez wątpienia sukces! Pojechaliśmy po coś innego, niż to co przywieźliśmy, ale w sumie jest nieźle - też się przyda. Tylko na cholerę wszyscy mieliśmy jakieś nadzieje, że o cokolwiek walczymy i zwieramy szyki, po kiego wspieraliśmy i błogosławiliśmy wojowników cwałujących w bój?
W PRL-u dość często jak człek wychodził do sklepu po niezbędny do życia papier toaletowy, to wracał ze świeżą kaszanką, którą akurat "rzucili" do sklepu. Odwrotną część ciała od tej, którą wchłaniał kaszankę podcierał gazetą (jak był opozycjonistą to - to oczywiste - TRYBUNĄ LUDU), ale za to miał do odnotowania SUKCES. Wszak nie wrócił z wyprawy do sklepu z pustymi rękoma.
Wpierw surmy bojowe - ani guzika, coś tam albo śmierć, zdrajcy ci co nas nie wspierają, to stronnictwo "białej flagi" a my przedmurzem, my niezłomni. Pierwiastek, różniczka, macierz, ułamek - w sumie potęga.
Potem - cichutko wypruwamy ze sztandarów hasła pod którymi zbieraliśmy sojuszników i ruszaliśmy w bój i ciemną nocą wyszywamy nowe, by z dumą powiedzieć: Patrz mój ludu, wracamy zwycięzcy, przywozimy to co mamy wypisane na naszych chorągwiach.
Nie wszystko co wygląda podobnie, podobnie smakuje. Biada kucharzowi, który uwierzy, że brukselka to taka mała kapustka i bigos wyjdzie z niej świetny. Ale od czego dobre pomysły i technologia.
Spokojnie przecież można upichconą z erzatz`ów potrawę zamrozić i niech stanie się problemem innego szefa kuchni, to jemu a nie braciom-kuchmistrzom przypadnie podanie na stół niestrawnego bigosiku.
Dziś, przy lampce wina możemy świętować sukces, który jest - to oczywiste. Wszak Lech wrócił z zakupów i ma kaszankę. Furda, że przytargał siaty z zupełnie innymi rzeczami niż te, które miał spisane na kartce, ważne że pokazał Europie, że wie gdzie w supermarkecie jast kasa, nie wywalił wszystkich półek i nie złapali go na kradzieży ochroniarze. Obciachu nie było - czyli sukces, to oczywiste.
166
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)