Zgadzam się w pełni z owymi komentatorami. Podpisuję się dwoma rękoma. Jednak obydwu mam za końskie podogonie, bo pamiętam tych samych panów, gdy rzucali zeusowe gromy na głowy kilku polityków (lewicy oczywiście), którzy mieli mieć konta w pewnym górzystym kraju – ojczyźnie papieskich gwardzistów i W. Tella.
Jak zbrodzień jakiś zezna, że słyszał od innego więźnia, że ten inny słyszał jak trzeci skazany opowiadał o tym, że jak siedział w areszcie przed sprawą to słyszał jak inny aresztant płakał skruszony w objęciach klawisza i spowiadał się z grzechów swoich i swych kolegów, a grzechami tymi były pieniądze pochodzące z łapówek umieszczane na numerycznych kontach zakładanych przez kogoś o kim płaczący grzesznik słyszał, że jest nazywany „kasjerem lewicy”. Jeśli zbrodzień tak zezna, to można być pewnym, iż komentatorowie i dziennikarzowie radośnie stwierdzą, że to sensacja, odkrycie prawdy niemal objawionej i że nie ma żadnych wątpliwości co do rzetelności takich zeznań i informacji. Zapłoną świętym oburzeniem i wyrażą natychmiastową gotowość (na razie medialną) podpalenia stosów pod nogami skorumpowanych lewusów, lub w ramach swej nieprzebranej łaskawości i w imię obiektywizmu, zgodzą się na humanitarne złagodzenie kary na ukrzyżowanie na centralnym placu stolicy.
Jeśli natomiast jeden z bezpośrednich uczestników przekrętu (z racji stanowiska i politycznego umocowania) zezna, że na państwowych kontraktach kilku polityków postanowiło ukręcić swoje lody – to to jest humbug, bzdura i rzeczą podłą jest w ogóle jakakolwiek dyskusja na ten temat „dopóki nie pojawią się żelazne i niepodważalne dowody”.
Nie mam żadnych złudzeń – prawdopodobieństwo, że zarówno „lewi” jak i „prawi” politycy przy okazji „służby społeczeństwu” pracują przy okazji dosiębiernie oceniam na 98/100. I zaznaczam to z całą mocą, żadnej stronie nie przyznaję palmy pierwszeństwa. Jednak – jeśli mamy aspiracje do rzeczywistej debaty nad czystością polityki – nie wolno nikomu stosować innych kryteriów dla SLD a innych dla PiS.
Nie domagam się – bom aż tak naiwny nie jestem – aby każdy dziennikarz był Katonem (w pełni), ale domagam się, aby myślał a nie ulegał jedynie emocjom. Niech, zanim rzuci się do gardła, zważy, czy ktoś z „NowinTygodniowych” czy innego „Wskroś” nie wpuszcza go w maliny.
Tu kamyk do ogródka S-24. Jak czytam komentarze niektórych „komentatorów” dopisujących swe przemyślenia do postów (szczególnie tych politycznych) – to ziemniaki mi w piwnicy gniją. Rozumiem subiektywizm, rozumiem nawet fobie, ale czy Salon jest miejscem do ich (przede wszystkim fobii) prezentowania. Zawsze sądziłem, że lepszym miejscem jest kozetka w zacisznym gabinecie. Ponadto zauważyłem, że najjadowitsze uwagi, kontry i sztychy pochodzą od osób, które przy piórku mają „0” a przy chmurce liczby trzycyfrowe. Czy to aby nie trolle?


Komentarze
Pokaż komentarze (15)