mypis.pl mypis.pl
261
BLOG

Wywiad z Czesławem Bieleckim - kandydatem na Prezydenta Warszawy

mypis.pl mypis.pl Polityka Obserwuj notkę 0

 

Dlaczego kandyduje, jakie ma plany i co chce zmienić w Warszawie, o przeszłości, teraźniejszości, przyszłości i przede wszystkim o wyzwalaniu energii Warszawiaków z kandydatem na prezydenta Warszawy Czesławem Bieleckim rozmawia Tomasz Matynia.

Całość wywiadu, a także jego zapis wideo dostępny jest na mypis.pl

myPiS: Może jeszcze na chwilkę wrócimy do przeszłości, bo Pana przeszłość jest naprawdę bardzo bogata - mianowicie chciałbym spytać o coś takiego, co naprawdę mnie osobiście interesuje. Pandziałał w Ruchu 100, z takimi ludzi jak na przykład Krzysztof Piesiewcz, Paweł Graś, Aleksander Grad, no łączy ich dzisiaj jedno: są członkami Platformy.

 Cz.B.: No i Paweł Poncyljusz, który akurat jest członkiem PiS-u. No, my byliśmy takim liberalno-konserwatywnym albo konserwatywno-liberalnym - różni różnie to definiowali - skrzydłem AWS.Najpierw byliśmy partią, ale przekonaliśmy się, że nie jesteśmy w stanie wejść do Sejmu, bo nie przekraczamy na pewno tego progu 5%. I myślę że, Polska weszła wtedy do NATO, ten rząd przeprowadził ileś istotnych reform: ubezpieczeń społecznych, oświaty, służby zdrowia. Dokonał decentralizacji Państwa i wprowadzono - może nie w najlepszej i najdoskonalszej formie - ale istotną reformę terytorialną. Słowem:to był rząd, który wydaje mi się, przybliżył Polskę do Unii Europejskiej, więc można powiedzieć było to cztery lata nie zawsze może łatwej pracy, ale coś żeśmy zrobili. Natomiast, w momencie kiedy ten Ruch 100 się rozwiązał, no to koledzy poszli w różne strony, ale muszę dodać tutaj akcent ironiczny: ja zawsze uważałem (czego nie kryję i dzisiaj), że Polsce potrzebna jest prawica laicka, tzn. prawica, która będzie miała swoje konserwatywne wartości, ale nie będzie chować się za Kościół i jeszcze w czasach podziemia twierdziłem, że trzeba iść równolegle z Kościołem w walce o wolność, a nie razem, dlatego, że Kościół ma inną misję, niż polityczna i znacznie wykraczającą poza horyzont, który zakreślają mu politycy i to jest korzystne dla obu stron. I pamiętam, że wówczas na różnych mityngach i w toku różnych politycznych katechez, kiedy tylko mówiłem o prawicy laickiej, Paweł Graś mówił: "Słuchaj, tylko nie mów o tej prawicy laickiej! Tylko nie mów o tej prawicy laickiej!". No i oto teraz właśnie Paweł znalazł się w ugrupowaniu, które co chwila boryka się z redefiniowaniem swojego stosunku, swojego rozumienia i umiejscowienia polityki partyjnej wobec różnych nurtów Kościoła, a ja dalej śpię spokojnie, ponieważ uważam, że jeśli elektorat bardzo nazywany "tradycyjnym" chce się zdecydować, kto proponuje w mieście Warszawa sensowną wizję polityczną, która pogodzi pewne tradycje patriotyczne z modernizacją - to moim zdaniem akurat właśnie pewna otwartość mojej oferty powinna satysfakcjonować obie strony: i tę stronę "tradycyjną" i tę stronę - nazwijmy ją "modernistyczną".

myPiS: Też chciałbym zapytać już bardziej w kwestii wyborczej. W tej chwili posiada Pan poparcie Prawa i Sprawiedliwości, no ale na czyje poparcie jeszcze Pan liczy? Gdzie jest ten elektorat, który jest Pana głównym celem?

Cz.B.: Wie Pan, mnie się wydaje, że ja reprezentuję w tym programie warszawskim przede wszystkim otwarcie na inne tempo, inne tempo podejmowania decyzji. Jeżeli ktoś mnie zapytał spośród ludzi młodych jak wy: "Co jest Pana misją?" (to ulubione pytanie marketingowców: " What is the Mission?"), to ja powiem: "Moją misją jest intronizacja nowego pokolenia, pokolenia moich dzieci". Ja mam trzech synów. Uważam, że młode pokolenie, które zna zachód, zna nowe środki przekazu, nowe systemy komunikacji, żyje już w innym świecie, żyje już w dużym stopniu w sieci. Ja chcę, żeby nie w sieci, nie w świecie wirtualnym Polska wyglądała inaczej. Jeździmy na wakacje za granicę, oglądamy inne kraje i chciałbym, żeby po 20 latach wolnej Polski, kiedy ktoś przyjeżdża do stolicy, średniej wielkości ambitnego, rozwijającego się kraju europejskiego, nie miał poczucia zapaści, skrępowania, zażenowania, że przeszedł znowu z tego normalnego świata do tego świata, który no dźwiga się ku normalności, ale wciąż tego nie osiągnął. Dam parę prostych przykładów: jeżeli za"środkowego Gierka" w 1975 roku rozpoczęto budowę Trasy Łazienkowskiej jako fragmentu "ringu śródmiejskiego", obwodnicy śródmiejskiej, i nie umieliśmy przez 20 lat, a w szczególności przez ostatnie 4 lata, kiedy były ogromne, miliardowe kwoty z Unii Europejskiej, z Europejskiego Banku Inwestycyjnego - nie umieliśmy na przykład spowodować drożności, zwiększyć przepustowości tego fragmentu obwodnicy śródmiejskiej, który prowadzi właśnie od lotniska, od Pomnika Lotnika właściwie aż do ronda Radosława, dawnego ronda Babka.Jeżeli nie umieliśmy zamknąć tego obwodu tej obwodnicy śródmiejskiej na Pradze, to dla mnie architekta, urbanisty, człowieka, który ma doświadczenie budowlane, po prostu zegarek, zegarek, inny kalendarz. No to jest po prostu mój polityczny elementarz. Często mówię: czas jest pieniądzem polityki. Jeżeli obecna prezydent nie umiała w ciągu czterech lat, umiała zacząć ileś rzeczy, umiała ileś kontynuować, a nie umiała żadnej zamknąć. Odziedziczyła po Prezydencie świętej pamięci Lechu Kaczyńskim gotowy projekt w wyniku konkursu Muzeum Sztuki Nowoczesnej na placu Defilad, odziedziczyła plan zagospodarowania tej przestrzeni. Tego planu przez cztery lata w tym miejscu, w tym punkcie nie zmieniła. Dlaczego nie postawiła po po uporządkowaniu tego bazaru i przegnaniu kupców? Dlaczego nie weszły tam buldożery, dźwigi koparki? Dlaczego nie zaczęła się ta budowa? Każda budowa, proszę Państwa, jest bezpartyjna, budowa powinna trwać półtora do dwóch lat. W ciągu jednej kadencji samorządu można przeprowadzić pewne rzeczy. Wieżę Eiffla zbudowano w dwanaście miesięcy i piętnaście dni. Trasę WZ, w biedzie powojennej, zbudowano od pierwszej kreski architektów i urbanistów do otwarcia uroczystego w ciągu dwudziestu dwóch miesięcy. Ja budowałem niejedną wielką budowę, która zamykała się w dwóch latach. Nie widzę powodu, żadnego powodu, dla którego Most Północny, o którym decyzja i koncepcja były zamknięte, i którego przetarg został rozstrzygnięty na początku kadencji Hanny Gronkiewicz-Waltz, nie został do dziś skończony. Teraz ja chcę to zrobić. No, to jest następna sprawa. Ja mam jakieś chwyty na administrację, bo ja z poziomu trotuaru, z poziomu chodnika wchodzę do urzędów miejskich. Ja wiem, jak one pracują, ja wiem, jak one wyglądają. Ja wiem, jak się tam sypie piach w maszyny. Ja wiem, w jaki sposób te tryby się zacinają. Ja wiem, przy pomocy jakich proceduralnych kruczków każda rzecz jest rzeczą nie do rozwiązania. Jeżeli był tak straszny wypadek w metrze warszawskim i młody niewidomy stracił nogę. Jeżeli w tej chwili okazuje się, że trzeba rzekomo rzekomo, bo ja wiem, że to jest po prostu  nadużycie prawa, że trzeba specjalnego rozporządzenia Rady Ministrów, żeby wprowadzić ten groszkowany pas w pasie przy peronie, to ja jako zawodowiec, jako architekt i urbanista z wszystkimi uprawnieniami wiem, że nie jest to żadna istotna zmiana w tym projekcie. Że można bez trudu odnaleźć tego projektanta lub to biuro, uzgodnić to z nim, wprowadzić to, wyciąć to diamentową piłą i wprowadzić te paski. Takich rzeczy jest mnóstwo. Nie widzę powodu, dla którego w Śródmieściu nie powstał żaden publiczny podziemny parking w ciągu czterech lat tej kadencji. To są rzeczy, co do których mamy już dziesiątki technologicznych rozwiązań. Za bolszewika, za PRL-u było na to tysiące usprawiedliwień. Teraz jest wolny przepływ kapitału, wolny przepływ technologi, wolny przepływ ludzi. To są historie żenujące. Mój profesor mówił tak: można zbudować most z Europy do Ameryki - problem tylko po co i za ile? A inny profesor mówił (a mówię to i przytaczam to a propos stwierdzenia Hanny Gronkiewicz-Waltz, że przybyło dziewięciuset urzędników, czyli półtora urzędnika na dziesięciu w tej kadencji, dlatego że trzeba lepiej rozliczać fundusze europejskie) - otóż profesor Jan Bogusławski, bardzo wybitny architekt i mój nauczyciel akademicki, mówił: trzy okręty nie płynął szybciej niż jeden. I z całą pewnością dodając urzędników, dodajemy segregatorów, komputerów, krzeseł, kolejek, okienek, czyli problemem w naszym kraju nie jest to, żeby było jedno okienko, gdzie się rejestruje firmę, ale żeby przy jednym blacie spotkali się ci wszyscy urzędnicy, którzy nie umieją między sobą skoordynować elementów, które tworzą decyzję potrzebną obywatelowi czy potrzebną przedsiębiorcy. I powiem więcej - w wielu dziedzinach np. prostych rejestracji samochodów czy meldunków osiągnęliśmy już spory postęp na poziomie tej administracji samorządowej, ale dobrze wiem, że można sejmową ustawę o e-administracji można ją bez trudu, można przy jej pomocy zracjonalizować, udoskonalić, ulepszyć sposób funkcjonowania urzędników tak, żeby oni nam służyli a nie my im. Żeby oni byli służbą publiczną a nie po prostu naroślą biurokratyczną, która blokuje dynamiczne, inteligentne zdolne do improwizacji społeczeństwo. Gdybyśmy byli takim głupim narodem, jak sądzą niektórzy, to byśmy nie zwalczyli komunizmu. Gdybyśmy byli tak źle zorganizowani, jak mówią o nas niektórzy, to byśmy nie umieli się zorganizować do tego zwycięstwa. A skoro nam się udało, skoro odnieśliśmy największe globalne zwycięstwo w polskiej historii, to dlaczego Berlin a nie Warszawa może je fetować? Dlatego, że nie umieliśmy wygrać tego zwycięstwa. Przegraliśmy je na własne życzenie. Nie umieliśmy stworzyć ikon tego zwycięstwa, miejsc, w których możemy się zebrać, i które memoryzują, upamiętniają tę właśnie rzecz. To jest wszystko kwestia pewnego marketingu politycznego. Ale on , trzeba powiedzieć, jest też istotnym fragmentem miejskiej polityki. Po II RP mamy Al. Niepodległości, stary Żoliborz, starą Ochotę, stary Mokotów, - to są pewne założenia urbanistyczne: miejsca, ulice, place, z którymi my się identyfikujemy - one są Warszawą. A w ciągu ostatnich dwudziestu lat nie zbudowaliśmy wiele takich miejsc, czyli poszerzenie przestrzeni publicznej Warszawy. Spowodowanie, żeby było więcej atrakcyjnych miejsc. Także na tym poziomie najniższym, na poziomie osiedlowym, poziomie niewielkich wspólnot - po to żeby matka z dzieckiem miała gdzie wyjść, po to żeby były te lokalne dzielnicowe parki, po to żeby nawet w często luksusowych zespołach mieszkalnych, takich jak miasteczko Wilanów, pojawiły się żłobki czy szkoła. To jest polityka miejska. Polityka miejska nie oznacza spekulowania nieruchomościami, bo to są pojedyncze, niewielkie sukcesy, a oznacza powrót do normalnej, harmonijnej, harmonijnego kształtowania tego, co w mieście prywatne i tego co w mieście wspólne, publiczne.

....

mypis.pl
O mnie mypis.pl

Blog portalu mypis.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka