Ordynacja wyborcza w Polsce sprzyja pojawianiu się raz po raz - gwiazd ekranu, sportu. Oczywiście wszyscy wiedzą, że owe gwiazdy nie mają większego pojęcia nie tylko o polityce, ale przede wszystkim o prawie, o tym jak funkcjonuje państwo i czego mu potrzeba.
Radosław Majdan miał być lokomotywą wyborczą Platformy Obywatelskiej i...spełnił swoje zadanie. Swoimi głosami podciągnął całą listę PO (zdobył 10% głosów całej listy startując z odległego miejsca). Fani Pogoni Szczecin - piłkarskiego symbolu Szczecina - oddali na niego odpowiednią ilość głosów, która wystarczyła do tego, aby zostać radnym.
Majdan szybko znudził się funkcją radnego Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego. Zamiast ustanawiać prawo miejscowe, debatować nad problemami regionu, wolał bawić w lokalnych klubach. Na sesje nie miał czasu. Z czasem Majdan - co dla piłkarza normalne - zmienił klub i przeniósł się do Warszawy. Oczywiście obiecał, że będzie bywał na sesjach. Nie bywał...
Dziś Radosław Majdan pojawia się po raz kolejny. Pobił policjanta podczas popijawy w Mielnie. W wypowiedziach dla mediów lider radnych PO w Sejmiku Województwa - Michał Łuczak, stwierdza, że nie było to pierwsze pobicie w wykonaniu Radka, sąd pierwszej instancji uznał nawet jego winę, ale...radny się odwołał i wyszło na jego.
Sprawa Majdana jest jedną z wielu. W sumie to nie dziwie się, że tak właśnie się stało. Cóż bowiem spodziewać się po ekscentrycznym sportowcu - przecież nie sumiennej, merytorycznej pracy. Był lokomotywą wyborczą, zadanie swoje spełnił? Oczywiście. Czy jego nieobecność na sesjach i brak uczestnictwa w pracach Sejmiku Województwa skończył się jakimiś niepowetowanymi stratami. Nie.
Radosław Majdan zarabia ogromne pieniądze, więc pewnie nie dla nich zdecydował się wystartować w wyborach. Nie dla pieniędzy, więc dla czego? Sądząc po jego postawie, absolutnie nie dla idei, pracy społecznej. Była to raczej kolejna zabawka, kolejny skalp, który umieścił sobie w szklanej antyramie popularny piłkarz. Platforma Obywatelska dzięki temu, że Majdan nabił jej dodatkowe 10% głosów, otrzymała z pewnością więcej miejsc w Sejmiku. To, że radny zlekceważył sobie sprawę i szybko do politykowania się zniechęcił, to - jak widać - PO nie za bardzo interesowało.
Z resztą nie tylko PO używa znanych twarzy jako lokomotyw wyborczych. Każda partia korzysta z żenującej ordynacji wyborczej. Parlamentarzystami zostawali np. Sebastian Florek (gwiazda Big Brothera), Grzegorz Lato (symbol piłkarskiego betonu jak i społecznego nieuctwa), Roman Kosecki (jeśli on, to czemu nie Majdan) i wielu innych tym podobnych. Oczywiście można nabrać się na retorykę polityków - którzy ordynacji będą strzec bardziej niż niepodległości - że są to reprezentanci narodu, że nie liczy się wiedza, czy doświadczenie (czy choćby świadomość „co to jest poseł i do czego on służy").
Rzeczywiście nie sposób dziwić się wyborcom, że oddają głos na takiego Radzia Majdana, skoro w zakresie skuteczności uprawianej polityki nie odbiega on od Kowalskiego - zawodowego polityka, który nie ma elementarnej wiedzy potrzebnej do tworzenia prawa. Rzeczywiście różnica Między Majdanem - lokomotywą wyborczą, sportowcem nie mającym pojęcia o problemach społecznych, a Kowalskim - politykiem zawodowym, nie mającym pojęcia o problemach społecznych, jest tylko taka, że Majdan szybko znudził się nową błyskotką i stać go było na olewanie sesji Sejmiku, a Kowalski - oprócz politykowania nie posiadający żadnych umiejętności więc, na tych sesjach bywał, gdyż jego budżet domowy nie wytrzymał by braku diety.
Polski Sejm liczy 460 posłów. Zdecydowana większość z nich to polityczna szarzyzna - dostali się przez przypadek. Nie widać ich w mediach, w statystykach prac sejmowych - figurują, ale pewnie o zdecydowanej większości nikt z nas nie usłyszy, a ich pracy nigdy nie zobaczy - bo jej po prostu nie ma. Wielu z tych posłów - z każdego klubu - nie potrafi się składnie wypowiedzieć, licealista regularnie chodzący na lekcje Wiedzy o Społeczeństwie ma większe pojęcie o Polsce niż taki oto Kowalski - rasowy polityk.
Nie dam się nabrać na głosy polityków, że potrzeba nam 460 posłów w Sejmie, bo odzwierciedla to poglądy społeczne. Bzdura i tak w 99% głosowań dyscyplina partyjna zamyka usta wszystkim i włącza w zaprzęg „partyjnej jednomyślności. Ta dyscyplina partyjna jest i tak zbawieniem dla wielu, którzy z braku wiedzy i tak musieliby głosować na chybił trafił.
W moim przekonaniu absolutnie wystarczy nam 100 posłów. Te zmiany jednak nie nastąpią, gdyż decydują o tym politycy, a to w ich interesie leży aby nie 100 ale 460 partyjnych kolegów miało zatrudnienie na państwowym. Nie przegłosują tego nigdy - nemo iudex in causa sua (Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie). Oczywiście to sprawy są podnoszone, ale tylko wtedy kiedy nie mają szans na przegłosowanie. Można wtedy powiedzieć: próbowaliśmy, ale przez resztę partii się nie udało.
A tak na marginesie, kilka lat temu Platforma zbierała podpisy pod referendum, w którym chciała zadać następujące pytania:
1) Czy jesteś za zmniejszeniem liczby posłów w Sejmie o połowę?
2) Czy jesteś za likwidacją Senatu?
3) Czy jesteś za wyborem posłów do Sejmu w jednomandatowych okręgach wyborczych w systemie większościowym?
4) Czy jesteś za zniesieniem immunitetu parlamentarnego?"
Bartek Królikowski


Komentarze
Pokaż komentarze (1)