Proces uzawodowienia polskiej armii wkracza w decydujący etap. Premier Donald Tusk w expose zaznaczył, że chce ukończenia tego procesu już w 2010 r. czyli wcześniej niż planowano. W 2009 r. ma odbyć się ostatni pobór.
|
|
Dla wielu młodych ludzi jest to doskonała wiadomość, Ci którzy wybierali studia lub też karierę zawodową nie muszą obawiać się już, że ich plany zostaną nagle pokrzyżowane przez „wojskową przerwę w życiorysie”. Z drugiej strony jednak Ci, którzy chcą realizować karierę wojskową, mają teraz do tego doskonałe warunki.
Przez długie lata państwo polskie zdawało się traktować armię po macoszemu. Można było odnieść wrażenie, że po 1989 r. uznano polskie siły zbrojne jak niepotrzebny wydatek, w który nie warto inwestować. Aby jednak nie narazić się opinii publicznej utrzymywano mit „jako takiego istnienia wojska polskiego”. Powszechnie jednak wiadomo było, że oparte było to w dużej mierze na fikcji. Morale w wojsku było kiepskie, sprzęt fatalny, a opinia Polaków o polskiej armii jeszcze gorsza.
Teraz jest w końcu szansa by to zmienić. Armia zawodowa to z całą pewnością większy profesjonalizm, dużo lepsze wyszkolenie żołnierzy. To kadra, która sama zgłaszając się do wojska, wydaje się do tego predestynowana, z największą umiejętnością i zapałem realizująca powierzone zadania. Dziś dla wielu młodych ludzi ciekawa i coraz bardziej konkurencyjna zawodowo oferta, jaką formułuje dziś wojsko polskie, jest dużą szansą. Szczególne zainteresowanie widoczne jest – jak się wydaje – w mniejszych miejscowościach. Tutaj armia zawodowa to również rozwiązanie wielu problemów społecznych.
Tym bardziej zdumiewające są słowa prezydenta Kaczyńskiego, podważające ideę armii zawodowej w ogóle. Nie sposób nie wyczuć tutaj politycznego, partyjnego interesu. Aby dołożyć Platformie Lech Kaczyński jest w stanie skrytykować wszystko – ewidentnie szkodząc polskim interesom na arenie międzynarodowej oraz polskiej racji stanu. Uzawodowienie polskiej armii to - jak się wydaje - jeden z nielicznych ponadpartyjnych projektów, który kontynuowany był przez wszystkie rządy od AWS-UW po PO-PSL włącznie z rządem Prawa i Sprawiedliwości. Podkładanie więc nogi polskiemu rządowi jest często podkładaniem nogi Polsce. Przykre, że tak zachowuje się polski prezydent.
Uzawodowienie jest oczywiście wielkim krokiem naprzód. Utrzymanie armii profesjonalnej na poziomie 120 tys. (plus 30 tys. w Narodowych Siłach Rezerwy) wydaje się na dzień dzisiejszy wystarczające. W dalszej perspektywie rozsądne wydawałoby się jednak pewne zwiększenie liczebności. Polska jednak pod tym akurat względem nie będzie odstawać od innych państw. I tak, siły zbrojne Hiszpanii (46 mln mieszkańców) liczą 77 000 żołnierzy, Wielkiej Brytanii (61 mln) - 429 500 żołnierzy, Czech (10 mln) 57 000, Rosji (142 mln) ok. 700 000 żołnierzy, oraz 1,037 mln rezerwistów.
Ogromne znaczenie ma jednak modernizacja polskiej armii. Tutaj sprawa wygląda już nie tak optymistycznie. Polska wciąż nie posiada nawet zadowalającego sprzętu wojskowego, nie mówiąc już o nowszych technologiach. Panuje opinia, że zaangażowanie w Afganistanie i Iraku niejako skonsumowało środki na modernizację armii w ostatnich latach.
Myślę, że w tej sytuacji absolutnie słuszne jest podwyższenie budżetu polskiej armii z 1,95% budżetu państwa na sporo ponad 2%. „Albo znacząco wzrośnie budżet MON, albo żegnajmy się z wizją armii ochotniczej i nowoczesnej w 2012 r. Jeśli na siłę przejdziemy na zawodowstwo, uposażenia żołnierzy, pensje pracowników oraz wydatki emerytalne pochłoną taką część resortowej kasy, że armia profesjonalna nie będzie się różniła od tej, którą mamy dzisiaj. A jeśli ludzie nie dostaną pieniędzy, rzucą wojsko – nowego sprzętu nie będzie miał kto eksploatować”– twierdzi Adam Goławski („Polska Zbrojna 26/2007).
Szacuje się, że aby zapewnić podstawowe potrzeby profesjonalnej armii polskiej (takich jak uposażenia, intensyfikacja szkoleń poligonowych czy pożądane przyspieszenie modernizacji sprzętu) potrzeba co roku ok. 4 miliardów złotych. Jak podaje „Polska Zbrojna” budżet Ministerstwa Obrony Narodowej ma przyrastać do 2012 r. rocznie o 1-1,5 mld złotych.
Są to ogromne wyzwania. Cieszy jednak publiczna debata nad kondycją polskiej armii. Wśród polskich polityków wciąż jeszcze jest sporo naiwnych pacyfistów, którzy wierzą w wieczny pokój w naszej części świata.
Jak bardzo jest to myślenie nierozsądne niech dowiodą jeszcze niezabliźnione konflikty w byłej Jugosławii, niepewna sytuacja na Białorusi lub też niebezpieczne pomruki Rosji i jej działania w okręgu Kaliningradzkim. Polska musi wykorzystać okres spokoju, aby móc wzmocnić się na tyle, by po raz pierwszy w ostatnich wiekach dać swoim obywatelom realne poczucie bezpieczeństwa, bez oglądania się na innych. Armia ma nie tylko bronić w czasach wojny, ale i dawać poczucie bezpieczeństwa obywatelom w czasach pokoju, gasząc zarazem w zarodku zakusy nieprzyjaciół.
Silna armia polska to również wzrost znaczenia Polski na arenie międzynarodowej, w UE i NATO. Jest ona ważnym elementem pozycji, a odpowiednie, poważne zaangażowanie w rozwiązywaniu konfliktów na świecie, wpływa na realizację własnych interesów.
Wojsko Polskie wymaga większego zainteresowania i środków finansowych. Cieszy odzyskiwane morale i coraz lepsza opinia żołnierza polskiego w oczach społeczeństwa. Taki skutek bez wątpienia odnosi trwająca kampania reklamowa. Doświadczenie innych państw uczy, że niezbędne jest zbudowanie armii odpowiedniego image.
Bartek Królikowski


Komentarze
Pokaż komentarze (5)