Mimo szumnych zapowiedzi większość liderów państw demokracji zachodnich pojechała do Pekinu. Donald Tusk został sam w domu. Stać nas przecież na to.
Politycy wysokiego szczebla powinni mieć świadomość, co w polityce międzynarodowej należy wyłącznie do sfery retoryki, a co rzeczywistych postulatów. Demokracje zachodnie nie mogą sobie pozwolić na artykułowanie wszelkich twardych żądań geopolitycznych na zewnątrz. Państwa te bowiem muszę w jakiś sposób odróżniać się od np. państw autokratycznych, demokratyczną retoryką, bogatą w odniesienia do praw człowieka. Nie mogą sobie pozwolić na narrację realizmu politycznego, który np. skłania do sojuszu z Egiptem, od wielu lat rządzonym przez autokratę ( lepszego, bo prozachodniego) – prezydenta Mubaraka. Nie twierdzę, że wszelkie hasła zachodnich demokracji to opium dla mas czy postpolityczne kłamstewka. Prawdą jest jednak, że nie zawsze mogą być one realizowane.
Problem Polski polega na tym, że wydaje się ona nie rozróżniać, że czasem piękne słowa to tylko i wyłącznie retoryka, a praktyka powinna jednak po ciuchu zmierzać w odwrotnym kierunku. Nie twierdzę, że polski rząd nie powinien używać liberalno- demokratycznej retoryki. Powinien i to jak najczęściej. Należy ona bowiem do kanonu języka zachodnich demokracji, a takim państwem jest Polska. Należy jednak wiedzieć, kiedy zwyczajnie nie komentować pewnych zachowań, bo się to po prostu nie opłaca. Na Zachodzie dziwią się Polsce. Zadają sobie pytanie: Czy Polska jest aż tak bogata, by pogrywać sobie z Rosją, by wytykać im niedemokratyczność, co – zważywszy na to, że autokracje są bardzo na tym punkcie czułe – skutkuje niemal automatycznym oziębieniem stosunków gospodarczych. Czy Polska jest aż tak bogata, bo np. Niemcy czy Stany Zjednoczone nie są.
Oczywiście można mówić o „prawdzie”, „honorze” „ prawach człowieka”. Zważmy jednak na to, że inne kraje odpowiednia dawkują demokratyczną retorykę, całkowicie czasem ją wyłączając w sytuacjach, gdy im się to nie opłaca. Na tym polega nowocześnie kierowane państwo: owszem szczerze walczy o demokrację, pomaga gdzie się da, walczy o prawa człowieka, ale gdy ma wybierać między szczęściem innego narodu, a swojego własnego oczywistym jest, że wybiera swój naród i interesy gospodarcze swojego państwa. Nie bądźmy dziećmi. Tak właśnie wygląda odpowiedzialna polityka państwa.
Być może jest to brzydkie, ale czas w końcu sobie uświadomić, że tak właśnie jest. O tym, że jest to „brzydkie” najczęściej piszą publicyści, którzy pisząc w swoich gazetach nie raz musieli zgiąć kark przed realizmem – czytaj oporem redaktora naczelnego. I co, to też jest przecież „brzydkie”? No, ale w tej sytuacji chodziło o ich karierę, życie i pieniądze. Ale gdy chodzi o karierę Polski, jej życie i pieniądze nie wahamy się podpuszczać opinii publicznej, rządzących, by zachowali się głupio i naiwnie.
„Polacy zawsze walczyli za wolność innych” – mówią zwolennicy „focha na Chiny”. Owszem walczyliśmy i co z tego? Kto to dziś pamięta. Owszem pamięta, że rzekomo Polacy palili Żydów w synagogach dla zabawy. Jakoś nikt nie pamiętał o naszej walce za wolność „ich” podczas konferencji w Teheranie czy Jałcie i potem aż do 1989 r. ( z nielicznymi czysto symbolicznymi wyjątkami). Zapomniano o dywizjonie 303 czy Kazimierzu Pułaskim.
„Co z tego, że inni tak robią, my bądźmy lepsi, dajmy przykład”. No tak dalekiej naiwności wytłumaczyć już nie sposób. Bądźmy lepsi, czyli w realnym świecie głupsi - i tak nikt nie będzie o tym pamiętał, nawet Ci za których się narażaliśmy. Dajmy przykład i miejmy pusty portfel. Nie stać nas na przypominanie Czeczenii czy Tybetu w podobnym zakresie jak redaktora w gazecie nie stać na trzaśnięcie drzwiami biura redaktora naczelnego i wyjście ze słowami „mylisz się, prawda jest gdzie indziej”. Łatwo jest prawić morały, gdy nie o swojej kieszeni się mówi.
Na początku prawie wszyscy mówili, że „w przyszłości należy podjąć wszelkie kroki, by pokój zapanował w Tybecie”. Z czasem kierując się portfelem własnego państwa schowali urazy i wszyscy gremialnie pojechali na igrzyska. Zarobią na tym. Donald Tusk nie pojechał. Został sam w domu. Stać nas przecież. A Tybet pozostał częścią Chin, tak jak był wcześniej, i nikt nawet nie zauważył nieobecności szefa polskiego rządu.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)