Przy okazji każdego niemal wywiadu z polskim olimpijczykiem pada bezsensowne pytanie : czy zrobi Pan jakiś gest solidarności z Tybetem? Jeśli sportowiec odpowiada, że nie, że do Pekinu nie jedzie politykować, tylko rywalizować sportowo, to niemal natychmiast następuje konsternacja: jak to, dlaczego, przecież to jest idea olimpijska, ma Pan obowiązek, niech się Pan wstydzi.
To nie sportowcy wybrali sobie Pekin jako miejsce rywalizacji, zrobił to Międzynarodowy Komitet Olimpijski popierany przez długi rząd przywódców państw demokratycznych, którzy w ten sposób wkupili się w łaski Chin. Chińczycy chcą się pokazać światu, chcą udowodnić wszystkim, że nie są już biedni, a są niebotycznie bogaci, a wkrótce być może najbogatsi. W 2010 r. w Szanghaju odbędzie się Expo, a w tym roku Igrzyska - zachód chcąc zapunktować w Pekinie, spełnia marzenia partii komunistycznej.
To politycy i media powinny - jeśli już tak bardzo chcą - wykonywać gesty solidarności. Tymczasem jedynym gestem polityków był bodaj raport Departamentu Stanu USA, w którym to przyznano, że prawa człowieka w Chinach mają się całkiem dobrze. To na karby sportowców, tchórzliwie zrzuca się ten przykry obowiązek. A przecież - raz jeszcze podkreślę - to nie oni lobowali za Pekinem, jako miastem olimpijskim.
Mało tego, politycy i MKOL nie wyciągnęli wniosków z zamieszania wokół Tybetu i Chin i zadecydowali, że igrzyska olimpijskie w 2014 r. odbędą się w...Rosji, a dokładnie w Soczi, kilkaset kilometrów od Czeczenii. O proszę, i tym razem prawa człowieka, demokracje i tym podobne wielkie słowa nie miały znaczenia. A kto będzie naciskany, by wykonywać gesty...sportowcy i przywódcy naiwnych państw. To jednak sportowcy na szali kładą wysiłek całego życia, wielkie marzenia i pracę, karierę.
Na szczyty hipokryzji - a może politycznego realizmu - wzniosła się ostatnio Unia Europejska. Dostojny szef Parlamentu Europejskiego powiedział : „Chciałbym zachęcić wszystkich sportsmenów i sportsmenki, aby dokładniej się przyjrzeli, zamiast odwracać wzrok. Każdy może na swój sposób dać przykład. Żaden funkcjonariusz nie może w tym przeszkodzić" - czytamy w niemieckim brukowcu „Bild". Jakiś czas wcześniej jednak przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso po spotkaniu z chińskim premierem Wen Jiabao powiedział : "Potwierdziłem, że Unia Europejska uznaje integralność terytorialną i suwerenność Chin, odnosi się to oczywiście do Tybetu [...]Olimpiada powinna być uczczeniem młodości i sukcesu, to dlatego jestem przeciwny bojkotowi". To dobrze, więc jakie jest stanowisko Unii Europejskiej? Ano jak kto woli: jak ktoś zechce mieć zdanie krytyczne wobec Chin: proszę bardzo, jeśli pozytywne: również proszę.
Napisałem wcześniej, że MKOL i politycy nie wyciągnęli wniosków z „kłopotami z prawami człowieka" i wybrali ponownie niedemokratyczne państwo na gospodarza igrzysk. A może właśnie wyciągnęli wnioski. Igrzyska w Atenach były marketingową klapą. Zaczęło się mówić o tym, że kończy się zainteresowanie tą imprezą, że z roku na rok jej wyniki finansowe spadają. Aż tu nagle proszę, w związku z zamieszaniem w Tybecie, na igrzyska z ciekawością znów spogląda cały świat. MKOL ma więc sygnał, że jeżeli chce odnieść sukces musi zorganizować imprezę w kontrowersyjnym otoczeniu. Tak więc kiedyś Berlin i Moskwa, dziś Pekin, jutro Soczi, a potem kto wie: Hawana, Mińsk, Phenian, Caracas... Kto będzie musiał wykonywać wtedy demokratyczne gesty? Jak zwykle, sportowcy.
Bartek Królikowski


Komentarze
Pokaż komentarze