W niemieckiej miejscowości Lubmin, tuż przy granicy polsko-niemieckiej, ma być zlokalizowane zakończenie Gazociągu Północnego. Aby Gazociąg mógł funkcjonować konieczne jest wybudowanie przy wylocie rury elektrowni. Planowana jest budowa aż trzech elektrowni: dwóch gazowych i jednej węglowej. Niemieccy ekolodzy i naukowcy od kilku tygodni alarmują, że elektrownie dla Gazociągu Północnego to pewna katastrofa ekologiczna.
Wzywają oni polskich ekologów i naukowców do działania i protestów, aby uniemożliwić budowę Gazociągu Północnego wraz z elektrowniami w Lubminie. Twierdzą, że temperatura w Bałtyku, a szczególnie w okolicach elektrowni, czyli w południowo-zachodniej części Bałtyku, podniesie się o kilka stopni, a to całkowicie zmieni bałtycki ekosystem. Trzeba pamiętać, że Bałtyk jest płytkim morzem i sporadycznie dochodzi w nim do wymiany wody z Morza Północnego i Atlantyku. Już obecnie, Bałtyk w porównaniu z innymi morzami, jest ubogi w faunę i florę morską. W sytuacji, gdyby obawy niemieckich ekologów i naukowców potwierdziły się, wówczas Bałtyk stałby się pustynią.
A gdzie są polscy „ekolodzy", którzy tak ochoczo protestują np. przeciwko budowie obwodnicy Augustowa, czy kilka lat temu, przeciwko wycince drzew na górze Św. Anny. Kiedy jest rzeczywiście poważna groźba katastrofy ekologicznej i potrzeba stanowczych działań to ich nie ma. Raczej mnie to nie dziwi, gdyż osobiście uważam, że zdecydowana większość ekologów to tzw. ekoterroryści, którzy zgarniają kasę z rożnych organizacji międzynarodowych, rządów państw i oczywiście korporacji gospodarczych. Nie dacie kasy to będziemy protestować. Aaa..., dacie kasę. Aaa..., to co innego, nie będziemy protestować. Szkoda. Nadzieja w prawdziwych fascynatach środowiska naturalnego.
Polskich naukowców jakoś też nie widać, aby podjęli temat. Również reakcja polskiego rządu jest spóźniona i jakaś taka mizerna... A przecież, to kolejny argument przeciwko budowie Gazociąg Północnego, i to bardzo skuteczny, ponieważ sygnalizowany przez niemieckich ekologów i naukowców, więc Angela Merkel nie może stwierdzić, że to argument polityczny.
Niemieckie Ministerstwo Środowiska zapewnia, że nie ma żadnego zagrożenia w związku z budową elektrowni w Lubminie, która zlokalizowana jest około 40 km. od polskiej granicy i Świnoujścia. Interwencji w tej sprawie domagają się od polskiego rządu władze samorządowe m.in. Świnoujścia, które obawiały się możliwości skażenia wody i powietrza, ponieważ elektrownia w Lubminie może doprowadzić do katastrofy ekologicznej w całej Zatoce Pomorskiej oraz południowo-zachodniej części Bałtyku wraz z Wybrzeżem.
Na początku września delegacja z polskiego Ministerstwa Środowiska ma wybrać się do Niemiec, aby rozmawiać ze swoimi niemieckimi odpowiednikami i sprawdzić na miejscu, czy rzeczywiście grozi nam katastrofa ekologiczna. Szkoda, że tak późno, gdyż palny budowy elektrowni są już skonkretyzowane. Należy jednak mieć nadzieję, że lepiej późno niż wcale.
Oby staropolskie przysłowie, że mądry Polak po szkodzie, po raz kolejny nie okazało się prawdziwe.
(JR)


Komentarze
Pokaż komentarze (8)