Dedykacja dla W.Frasyniuka, J.Lityńskiego i H.Wujca - jedynych właścicieli stanu wojennego którzy z wdzięczności dla jego wprowadzenia, Wojciechowi Jaruzelskiemu pomnik chcą postawić.



W czasie pacyfikacji kopalni ”Wujek” zginęło dziewięciu górników : Jan Stawisiński, Joachim Gnida, Józef Czekalski, Krzysztof Giza, Ryszard Gzik, Bogusław Kopczak, Andrzej Pełka, Zbigniew Wilk, Zenon Zając, a 21 zostało rannych.
Proces w sprawie pacyfikacji Kopalni Wujek ruszył dopiero po upadku komunizmu, w 1991 r. W sprawie zapadły dwa wyroki uniewinniające, które za każdym razem były uchylane przez Sad Apelacyjny w Katowicach. W 2007 r. zapadł trzeci wyrok, który uznał wszystkich oskarżonych członków ZOMO za winnych dokonania zbrodni. Wyrok uprawomocnił się w czerwcu 2008 r., natomiast 22 kwietnia 2009 Sąd Najwyższy oddalił wszystkie kasacje od wyroków Sadu Apelacyjnego.
To tylko suche fakty za którymi kryje się tragiczna historia rodzin.Oprawcy i sprawcy tej zbrodni żyją sobie dostatnio i nikt ich specjalnie nie nęka. Kiedy im się zechce umierać, głowa państwa dobrodusznie, z honorami, ich pochwa za pieniądze podatnika, a pan Frasyniuk będzie zabiegał o pomnik dla generała.
Kiszczaka wożą na badania bo przez tyle lat sądy zacnych, ponoć obiektywnych i obrażonych sędziów, do tej pory nie potrafią tego zrobić.
Nikogo z ważniaków los bohaterów tamtych dni, nie obchodzi. Zginęło dziewięciu. Pozostawili rodziców, żony, dzieci. Zabitych górników córeczki, teraz dorosłe kobiety, na pamiątkę swoich ojców, których ta śmierć zabrała, noszą ich nazwiska.
Zostali jeszcze ranni, zrzucani z noszy, byleby do szpitala się nie dostali. Oni nawet głodowych emerytur nie mają...często na garnuszku żony, dzieci.
Trudno się z tymi faktami godzić, a jeszcze trudniej dopominać o pokrzywdzonych.
Internowani niewygodni zostali z Polski wydaleni, niektórzy skierowani do wojska na przymusowe ćwiczenia pod namioty przy mrozie i głodzie.
Inni internowani, ci co to z czerwonymi weszli w konszachty, przeżyli bohatersko w sanatoriach dla wojskowych. Nawet trzy posiłki dostawali i wspólne spacerki odbywali.
Pamiętać o tym należy i dalej nie dać się zwodzić.
Teraz przemądrzalcy potrafią weteranów dziadkami nazywać, ale samym trudno tyłek od tapczanu oderwać żeby coś dla innych zrobić. Nie stać ich na to. Ciepła woda z kranu co się dało wypłukała.Czy będą w stanie wskrzesić z siebie iskrę jak przyjdzie znowu zawalczyć?



Komentarze
Pokaż komentarze (63)