118 obserwujących
662 notki
1468k odsłon
8332 odsłony

Wrażenia widza wczorajszego spektaklu w Sejmie

Wykop Skomentuj174

Wczoraj, 4 czerwca 2020 r., podczas obrad plenarnych sejmu doszło do kolejnej awantury zainicjowanej przez lidera PO, posła Borysa Budkę. Po pierwszych zdaniach wypowiedzianych z mównicy sejmowej przez poseł Barbarę Nowacką, zgłaszającą wniosek o wotum nieufności dla ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, lider PO podniósł się ze swego miejsca i rozpoczął histeryczny atak na prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego oraz wicepremiera Piotra Glińskiego, którzy rozmawiali z ministrem Szumowskim przy ławach rządowych. Wg Borysa Budki, okazali oni brak kindersztuby, ponieważ „odwrócili się plecami” do przemawiającej poseł Nowackiej. 

Mam prośbę, to jest wotum w stosunku do pana ministra i zachowujcie się państwo odpowiednio. Proszę usiąść! To nie jest pana folwark panie prezesie – krzyczał Borys Budka.

 Na słowa upomnienia prowadzącego obrady wicemarszałka Terleckiego posłowie opozycji zareagowali wrzaskiem i wyzwiskami pod adresem PiS, a prezesa Kaczyńskiego w szczególności. W pewnym momencie Jarosław Kaczyński odpowiedział słowami: Takiej hołoty chamskiej to jeszcze nikt nie widział w tym Sejmie.

Te słowa stały się przysłowiową benzyną użytą do gaszenia ognia. Awantura nasiliła się i prowadzący obrady był zmuszony zarządzić przerwę, aby przerwać ten spektakl urządzony przez „wybrańców narodu”.

Prezes Jaroslaw Kaczyński się myli, gdyż w dwudziestoleciu międzywojennym podobne karczemne zachowania w gmachu na ulicy Wiejskiej miały miejsce wiele razy. Świadczą o tym słowa Józefa Piłsudskiego napisane 91 lat temu w artykule DNO OKA czyli wrażenia człowieka chorego z sesji budżetowej w Sejmie (5 kwietnia 1929):

 „[…] Nigdy dotąd w Polsce pomimo wielkich nadużyć, nawet powiedzmy łajdactw, żaden minister nie był zaczepiony groźbą Trybunału Stanu, oprócz znanych wielkich brudów, związanych z ministrem finansów Kucharskim, które zresztą nie zostały odesłane do prania w Trybunale Stanu, gdyż większość sejmu z tem się nie zgodziła, jedynie poseł Moraczewski, który sprawę przeciwko Kucharskiemu prowadził, został wyśmiany i zlekceważony za chęć pociągnięcia jakiegokolwiek ministra przed Trybunał Stanu. Zdarzyło się to jednak po raz drugi w naszej historii w stosunku do kolegi mego p. ministra finansów Czechowicza, człowieka, który pracą swoją uporządkował otrzymany w zupełnym nieporządku system po datków i doprowadził swoją pracą państwo do tego, że przykładem świecić może wszystkim innym państwom, gdy Polska przy jego zarządzie skarbem, dotychczas bilansuje swój budżet nie deficytem, lecz przewyżką dochodów nad wydatkami. Czyżby więc obecny sejm, sięgając do tak wyjątkowych praw, jak Trybunał Stanu, chciał w ten sposób powiedzieć, iż woli brudy i nadużycia, niż uczciwą pracę?

[…]

I gdy pomyśle co może prowadzić ludzi do tego rodzaju znikczemnienia, to nie mogę nie powiedzieć, że usprawiedliwić i wyjaśnić to znikczemnienie może jedynie przyzwyczajenie do w ogóle nikczemności zwyczajów i obyczajów sejmu w Polsce. W tych zwyczajach i obyczajach leży wychowanie posła w sposób najbardziej nieprzyzwoity, najbardziej hultajski, jaki sobie wyobrazić można, gdyż główna myśl i główne staranie tych panów jest zawsze o utrzymanie zupełnej bezkarności posła za wszystkie jego czynności, chociażby najbardziej nieprzyzwoite i najbardziej sprzeczne z najelementarniejszym poczuciem honoru. […]

W tej amoralnej atmosferze, w tej atmosferze „moral insanity”, słabe głowy tak przesiąkają swoją niczym nie usprawiedliwioną wielkością, że staje się dość niemożliwym obcowanie z takimi ludźmi, tak jak powiedzmy, jak dość trudnym jest obcowanie, nawet dla lubiących bardzo dzieci, z dziećmi z zakładów poprawczych. Ci panowie, konkurujący wiecznie z jedynym suwerenem państwa, gdyż sami czują się suwerenami, dochodzą w swoim postępowaniu – powtarzam, przy bardzo słabych często głowach – do mniemania, ze jeżeli go brzuch zaboli jest z tego powodu w złym humorze, to jest to najważniejszy wypadek dla całego państwa. […] Każdy z posłów ma prawo wrzeszczeć, krzyczeć, ma prawo rzucać obelgi, ma prawo oszczercze pisać interpelacje, dotykające honoru innych, ma prawo i przywilej zachowywać się jak świnia i łajdak, natomiast ci, co tak ciężko pracują, jak to jest z ministrami, pobierając za szaloną pracę jakieś głupie grosze, muszą zewnętrznie okazywać nadzwyczajny dla tej sali szacunek.

[…] W tych warunkach praca tych, co krajem rządzą , którzy tyle roboty swej wkładali w swoje resorty, że praca ich przeważa najczęściej przeciętnie wymaganą ilość pracy ludzkiej w tych warunkach, powtarzam — życie takich ministrów z panami chorymi na fajdanitis poslinis stać się musi jakąś katorgą nie do zniesienia. To też nigdy nie zapomnę określenia jednego z najinteligentniejszych naszych ministrów, że po rozmowie musowej dla niego z panami posłami ma on wrażenie, że wyszedł z menażerii, napełnionej złośliwemi małpami, załatwiającemi wszystkie swoje potrzeby publicznie, nie starającymi się wcale być podobnymi do ludzi. I doprawdy, nigdy nie rozumiem, jak w takim fajdanitis poslinis szukać jakiego prestiżu sejmu, kiedy to tylko obniżanie człowieka...

Wykop Skomentuj174
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka