137 obserwujących
784 notki
1821k odsłon
  469   5

Nihilistyczny jazgot "wypędzonego"

Wprawdzie Niemcy na razie wciąż są daleko w tyle za Rosją, jeśli chodzi o manipulowanie historią II wojny światowej, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że starają się, jak mogą, by skrócić dzielący ich dystans. 

Niemcy są przekonani, że rozliczyli się ze zbrodniczą przeszłością z czasów WW II. Implikacją tego przekonania, jest poczucie moralnej wyższości, na przykład wobec takich krajów jak Polska. Od wielu lat to poczucie moralnej wyższości nad Polakami demonstruje bloger, nazywający się „wypędzonym”. W swoich notkach i komentarzach prezentuje on fałszywe uogólnienie: Polacy = antysemici, Polacy w II wojnie światowej = współpracownicy Holocaustu

Kilka dni temu, pod jedna z notek  zamieścił on komentarze po prostu nikczemne w swej pogardzie dla polskiej historii:

Slyszales o Jedwabnem? Palenie ludzi w budynkach to polska specjalnosc.

https://www.salon24.pl/newsroom/1258912,oto-prawdziwy-plan-gen-surowikina-rosja-szykuje-wielka-katastrofe#comment-23418261

Wbilem w wyszukiwarke i wyszukalo mi pogrom w Radziłowie. Polacy zapedzili Zydow do stodoly i podpalili.

https://www.salon24.pl/newsroom/1258912,oto-prawdziwy-plan-gen-surowikina-rosja-szykuje-wielka-katastrofe#comment-23418261

Owszem, warto pamiętać polskie zbrodnie, bo w każdym narodzie one się zdarzają. Czym innym jednak są próby zasłaniania pamięcią o tych zbrodniach całej polskiej historii, zaburzania jej prawdziwego sensu i zawartych w niej proporcji.

Jedyna replika na ten nihilistyczny jazgot „wypędzonego” jest przypomnienie podstawowych faktów historycznych. Podczas WW II było sporo przypadków „palenia ludzi w budynkach”, ale ograniczę się tylko do zdarzeń z pierwszego dnia i jednego z ostatnich dni wojny.


W pierwszym dniu agresji Rzeszy Niemieckiej na Polskę, 1 września 1939 roku, o godzinie 4.45, oddziały Heimwehr Danzig zaatakowały gmach Polskiego Urzędu Pocztowego nr 1 przy placu Heweliusza. W gmachu znajdowało się 53 pracowników poczty, oraz dozorca z żoną i ich wychowanka, jedenastoletnia Erwina Barzychowska.

Zmarły później od ran i poparzeń starszy asystent Bernard Binnebesel wczesnym świtem, odkrył, iż zostały przerwane wszelkie połączenia z krajem. Zgasło światło. Za oknami pojawiły się niemieckie mundury. Niemcy zaatakowali, detonując ścianę pobliskiego Krajowego Urzędu Pracy, stanowiącego jedno ze skrzydeł gmachu Poczty. Pocztowcy zdołali odeprzeć ich atak, jednak ich dowódca por. Konrad Guderski, oficer rezerwy, zginął raniony odłamkiem granatu. Była to pierwsza śmiertelna ofiara walki.

Atak został odparty przez polską załogę ogniem karabinów maszynowych i granatami, ale budynek został poważnie uszkodzony. Po 14 godzinach walki nastała ostatnia faza tego dramatu. Niemcy wpompowali do piwnic budynku benzynę i wrzucili tam granat. Los pocztowców został przesądzony. W rozgrzanym do czerwoności gmachu spłonęło żywcem pięć osób, a sześciu obrońców zostało ciężko rannych.

Zabarykadowani w piwnicy obrońcy poczty, wśród których było kilkunastu rannych, postanowili się poddać. Byli odcięci od świata, z kończącymi się zapasami amunicji, bez prądu i wody. Gęsty dym i ogień utrudniały widoczność i oddychanie. Jan Michoń, dyrektor Okręgu Poczt i Telegrafów RP w Gdańsku szukał jakiejś białej płachty, znalazł ręcznik – uniósł go przed sobą i wyszedł z gmachu. Przywitały go okrzyki: „Polnische Schweine”. Zginął ścięty serią pocisków w brzuch.

Kolejną próbę wyprowadzenia załogi podjął naczelnik poczty, również oficer rezerwy Wojska Polskiego Józef Wąsik, lecz padł na schodach rażony miotaczem płomieni. W tym samym czasie na dziedzińcu Poczty rozlegał się przerażający krzyk dziecka. Płonęła 11-letnia Erwina Barzychowska, wyprowadzona z piwnicy przez żonę dozorcy.

Równolegle z atakiem na pocztę, na rozkaz Josepha Goebbelsa prowadzona była wojna propagandowa. Według jego koncepcji, widzowie niemieckich kin mogli w czasie niemal równoczesnym oglądać błyskawiczne działania wojenne. Stąd tak wielka liczba niemieckich reporterów na placu Heweliusza.

Opuszczających gmach poczty, słaniających się na nogach Polaków obfotografowano. Ocalało zdjęcie, na którym widać, jak Niemcy prowadzą pocztowców pod mur. Kamera filmowa pracowała cały czas, ale wrażliwi widzowie niemieckich kin nie zobaczyli na filmie, jak ich żołnierze palą żywcem ludzi.

Kilka lat temu, w albumie należącym do Niemca, który prawdopodobnie atakował 1 września 1939 r. Pocztę Polską przy Heveliusplatz w Gdańsku, znaleziono niezwykłe zdjęcie ukazujące ciała zabitych w momencie kapitulacji Polaków. Relacja kmdr por. Sebastiana Dragi:

Śmierć Michonia i Wąsika znana była tylko z relacji. Jak dotąd nieznane było zdjęcie ukazujące ciała szefów placówki. Z tego powodu niektórzy poddawali w wątpliwość wersję zabicia Wąsika miotaczem ognia. Zupełnie przypadkiem, w portalu Ebay, trafiłem na album Niemca, który we wrześniu 1939 roku walczył w Gdańsku i Gdyni. Wśród sporej liczby zdjęć było też zdjęcie zwłok. Znajdujący się za nimi mur wydawał się znajomy. Pojechałem na pocztę i sprawdziłem ścianę przy bocznym wejściu. Zgadzały się nawet pozostałe do dziś ślady po kulach. Na zdjęciu widzimy ciało zastrzelonego Michonia i spalonego Wąsika. 

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale