Blog
wiesława
81 obserwujących 562 notki 1058128 odsłon
wiesława, 12 lipca 2018 r.

Ikony wymiaru niesprawiedliwości

4183 99 1 A A A

Jakim jeszcze ludziom pozwolisz 

By twym mózgiem byli i sumieniem

 (Leszek Wójtowicz, Moja litania)

Sąd Najwyższy III RP uważa się za spadkobiercę Sądu Najwyższego, zorganizowanego w 1917 roku. Z okazji jubileuszu stulecia istnienia Sądu Najwyższego w ubiegłym roku na ścianach w holu głównym umieszczono portrety pierwszych prezesów tej instytucji. Obok sędziów z czasów II RP i późniejszych z III RP umieszczono również wizerunki sędziów będących prezesami w czasach PRL. Postępując w ten sposób nadano ekspozycji w holu gmachu przy Placu Krasińskich symboliczne znaczenie. Prezesi z czasu komunistycznego państwa byli ważnymi elementami totalitarnego systemu. Stali na straży prawnego sankcjonowania zbrodni komunistycznych.

Lista I prezesów SN po 1945 r.

• 26 stycznia 1945 – 12 listopada 1956 Wacław Barcikowski

• 12 grudnia 1956 – 22 maja 1967 Jan Wasilkowski

• 23 maja 1967 – 21 stycznia 1972 Zbigniew Resich

• 21 stycznia 1972 – 1 kwietnia 1976 Jerzy Bafia

• 1 kwietnia 1976 – 14 maja 1987 Włodzimierz Berutowicz

• 14 maja 1987 – 30 czerwca 1990 Adam Łopatka

• 1 lipca 1990 – 17 października 1998 Adam Strzembosz

• 17 października 1998 – 18 października 2010 Lech Gardocki

• 14 października 2010 – 9 stycznia 2014 Stanisław Dąbrowski

• p.o. Lech Paprzycki (9 stycznia 2014 – 30 kwietnia 2014)

• 30 kwietnia 2014 – 3 lipca 2018 Małgorzata Gersdorf

W styczniu 1945 roku władze komunistyczne mianowały I Prezesem SN Wacława Barcikowskiego, który piastował tę funkcję przez cały okres stalinowski aż do jesieni 1956 r. Za czasów prezesury Barcikowskiego orzecznictwo SN było wykorzystywane do wprowadzania zmian w prawie karnym, niezależnie od zmian wprowadzanych drogą ustawodawczą. Szczególne znaczenie miała uchwała Zgromadzenia Ogólnego Sądu Najwyższego z 25 listopada 1948 r. o historycznym już tylko znaczeniu orzecznictwa SN II RP, jeżeli orzeczenia i zasady prawne II RP nie są zgodne z obecnym ustrojem i obowiązującym ustawodawstwem. Warto pamiętać o tej uchwale w kontekście odwoływania się do stuletniej tradycji Sądu Najwyższego w RP.

W okresie prezesury Barcikowskiego w Sądzie Najwyższym została utworzona tzw. sekcja tajna. Sekcje tajne w stolicy istniały okresowo w czterech instytucjach, a to w Ministerstwie Sprawiedliwości, w Sądzie Apelacyjnym, w Sądzie Wojewódzkim dla m. st. Warszawy, w Sądzie Najwyższym. Koncepcja i propozycja zorganizowania sekcji tajnych wypłynęła z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego do Ministerstwa Sprawiedliwości. Konkretnie propozycję przedstawił wiceminister MBP Roman Romkowski, zwracając się do Henryka Podlaskiego – ówcześnie dyrektora Departamentu Nadzoru Prokuratorskiego Ministerstwa Sprawiedliwości, oraz do Henryka Chmielewskiego – dyrektora Departamentu Nadzoru Sądowego Ministerstwa Sprawiedliwości, „z żądaniem zorganizowania szczególnego sposobu rozpoznawania spraw karnych politycznych o wielkiej wadze dla interesów Partii i Państwa. Rozpoznawanie tych spraw miało się odbywać z wyłączeniem wszelkiej jawności – przez sędziów zasługujących na pełne zaufanie, będących członkami Partii – przy udziale obrońców z urzędu powołanych z ustalonej listy”. Romkowski powoływał się na uzgodnienie z kierownictwem partii i rządu, powołując się na osoby Bieruta, Bermana i Minca, czyli na rządzącą Polską trójkę. 

Tajnym sądem odwoławczym był początkowo twór pozasądowy zorganizowany w Ministerstwie Sprawiedliwości, a później – od 1951 r. była nim sekcja tajna Sądu Najwyższego. Powołano ją w wielkiej tajemnicy. Nawet sędziowie, którzy orzekali w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie i w Sądzie Najwyższym, nie wiedzieli, którzy sędziowie orzekają w tej sekcji tajnej. Ławnikami byli wyrobieni politycznie działacze partyjni, wyznaczeni z listy specjalnie przygotowanej we współpracy z organami bezpieczeństwa i zatwierdzonej przez organa PZPR w Warszawie. W sądzie tajnym Sądu Wojewódzkiego w Warszawie oraz Sądu Najwyższego sądziło ogółem ponad 50 sędziów, oczywiście specjalnie dobranych.

Z racji odbywanych sesji na terenie więzień, podsądni nazywali te sądy „kiblowymi”. Jak zeznał jeden ze świadków – prokurator i sędziowie przychodzili do więzienia, oskarżonego wywoływano z celi na rozprawę, na której zostawał on w trybie błyskawicznym osądzany, bez żadnych dowodów. Wyrok zapadał na ogół w oparciu o jakieś sfabrykowane dokumenty i bez świadków. W tym samym czasie akurat, gdy taki więzień wychodził z celi, roznoszono najczęściej posiłki. Gdy wracał do niej z „rozprawy”, zupa była jeszcze ciepła. Tak szybko to się odbywało.

Owe sądy „kiblowe” odbywały swoje sesje z reguły na terenie więzienia nr 1 przy ul. Rakowieckiej. Jedyną „publicznością” na rozprawach byli oficerowie śledczy MBP, którzy prowadzili daną sprawę. Jeżeli na tak prowadzonej rozprawie oskarżeni odważali się coś powiedzieć o torturowaniu ich w śledztwie, to w najlepszym dla nich przypadku sąd nie przyjmował tego do wiadomości, bo regułą było, że sporadyczne skargi oskarżonych na wymuszanie uznawano pod wpływem panującej opinii za obrazę organów władzy ludowej. Z biegiem czasu rygor nieznacznie rozluźniono, ale aż do roku 1952 wyroki nie były ogłaszane publicznie i dopiero wówczas dopuszczono też rodziny oskarżonych do obecności na rozprawie. Komisja badająca po 1956 r. nadużycia w wymiarze sprawiedliwości zanotowała, że niektóre sprawy rozpoznawane były w więzieniu jeszcze w 1953 r.

Opublikowano: 12.07.2018 16:28. Ostatnia aktualizacja: 13.07.2018 17:56.
Autor: wiesława
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Almanzor  " Bierutowi Warszawa zawdzięcza rekonstrukcję Starego Miasta i sporej części...
  • @Almanzor  Szanowny Panie Jeśli dobrze zrozumiałam treść Pańskiego komentarza, Pańskim...
  • @Arek Pruszynski  "Bo zaraz osiągną i tak wiek emerytalny,a drugi raz nie dostaną." A...

Tematy w dziale Społeczeństwo