Ostatnio wydaje mi się, że ludzie nie potrafią ufać w drugiego człowieka. Nie potrafią wierzyć w szczerość jego zachowań - wydaje im się, że wszystko jest poprzedzone chłodną kalkulacją, a każda dobroć płynąca z rąk drugiego człowieka ma zaczepienie w egoizmie. W kontaktach międzyludzkich występuje dzisiaj potrzeba "upewniania się" - ponieważ "niepewność" żyje. "Niepewność" jest dzisiaj faktem. "Pewność" zachowań jest nieuchwytna - dzisiaj nie jesteśmy pewni czy ojca idącego z dzieckiem za rękę, to dziecko nie pociąga. Zanika rola matki i ojca - one nie znikają, tylko przenoszą się w miejsce "nieużytku". To co nieużywane - zaśmieca nasze otoczenie, albo boli ponieważ przypomina nam o przeszłości - o przeszłości do której tęsknimy.
Idąc dzisiaj przez miasto, nie potrafimy uwolnić się od starych wzorców, od starych ról. Dlatego matka z dzieckiem jest jak najbardziej pożądana - ojciec z dzieckiem jest jak najbardziej podejrzany. Obserwujemy go z niepewnością. Szukamy gestów, zachowań, które by świadczyły o jego nieszczerości. Poszukujemy i przeszukujemy wszystkie nasze wyobrażenia. Nie wiemy co to znaczy przekroczyć granicę - ponieważ ojciec z dzieckiem w naszym społeczeństwie był zawsze na marginesie. Na marginesie i uważany na dodatek za dziwactwo.
Uważny obserwator - powinien odrzucić podejrzenie, a przynajmniej je uśpić. Kiedy wszystkie nasze blokady zostaną złamane, okazuje się, że rzeczywistość nas okalająca, ta najbliższa - nie jest wcale, aż tak niebezpieczna. Nie wszędzie musimy instalować alarmy. Nie musimy mieć pozwolenia na broń. Nie potrzebujemy zaawansowanych środków obrony. Najważniejsze jest to, by mieć do kogo wracać - ponieważ, czekając na otworzenie bramy zabezpieczonej najróżniejszymi zamkami, nie wzmacniamy ochrony naszych uczuć. Nie wzmacniamy też zaufania. A zanim ta brama zostanie otworzona, nas może już tam nie być.




Komentarze
Pokaż komentarze (6)