Zaczyna się kampania wyborcza - ptaki śpiewają, kwiaty przekwitają (bo tym razem wybory nie na wiosnę), politycy zaczynają przemawiać ludzkim głosem, przejmować społeczeństwem, polityką zagraniczną oraz (na nieszczęście) gospodarką krajową - oczywiście wszystkim chodzi o to, by zrobić wszystkim dobrze i jak najlepiej dogodzić.
Już słychać, jak na ustach polityków od prawa do lewa, pojawia się to piękne, ojczyste słowo - Polska. Polska. Lecz jest to oczywiście tylko słowo, którego można nadużywać, ponieważ i tak nic im nie grozi (politykom) za to, że będą mamić społeczeństwo, że chodzi im tylko o dobro naszego kraju, naszych dzieci i wnuków. Wybory rządzą się swoimi prawami (albo swoim bezprawiem), dlatego - można się puszczać, bo piekła nie ma. Ale to nie politycy się puszczają - tylko obywatele, którzy chcą państwa "solidarnego", "socjalnego", "liberalnego", "demokratycznego", "bogatego"...i innego "-ego" (dopisz co Ci pasuje, drogi czytelniku i bądź zadowolony).
Polska jak długa i szeroka, nie uchroniła się od instrumentalizacji - a to "Polską" przyrżniemy gdy chodzi o aborcję, a to "Polską" uderzymy po łbach gdy chodzi o lustrację, a to dobrem naszego kraju obronimy się, gdy chodzi o najgłupsze projekty parlamentarzystów i tak dalej - na ustach wszystkich Polska, w ustach wszystkich Polska, w żołądku Polska - Polska w odbycie.
Oczywiście do kolejnych wyborów - Polska będzie dalej na swoim miejscu, to znaczy w ludzkim organizmie, będzie zaprzątała głowę, rękę, nogę i inne członki ludzkie, by po końcu kadencji, podetrzeć dupę Polską i ją spłukać w otchłani kolejnych rządów - "ponieważ, swoje zrobiliśmy". A "swoje" oznacza - "dużo". A "dużo", tak naprawdę w przypadku polskich polityków - oznacza gówno.




Komentarze
Pokaż komentarze (1)