O nowych ładach:
Nowoczesny umysł spodziewał się wyłuskać ład i harmonię ze świata poprzez obranie go z wszystkiego, co ukrywa lub zakłóca ład i harmonię.
- Ten proces nie ma końca. Apokryficznym prototypem tej postawy jest przypisywana Michałowi Aniołowi odpowiedź na pytanie o jego technikę rzeźbiarską: "Biorę bryłę marmuru i odrzucam wszystko, co niepotrzebne". Mogliby to za nim powtórzyć wielcy zbrodniarze nowoczesności - Stalin, Hitler, Mao czy Pol Pot. Ale powtarzają tę formułę, albo stosują ją na co dzień, choć są jej nieświadomi, miliony skromnych wyrobników nowoczesnego świata.
Bieda w tym, że - inaczej niż w przypadku Michała Anioła - idzie tu nie o odłamki kamienia, ale o żywe istoty ludzkie. Ilekroć na horyzoncie majaczy nowy ład, któreś z tych istot spodziewać się mogą spisania na straty i odtransportowania na wysypisko śmieci - inspektorzy jakości je wybrakują. Będą odpadami czy "ofiarami ubocznymi" postępu. Ale czy naprawdę ubocznymi? Czy w każdym kolejnym akcie ładotwórstwa nie chodzi właśnie o ich usunięcie? Nowy ład może wszak powstać tylko poprzez ich usunięcie - to oni winni są chaosu, to oni są nieładem. Nowy ład to tyle, co ich nieobecność.
O wykluczeniu i polityce:
W opisywanym przez Pana świecie zglobalizowanym szybko rosnące nierówności są neutralizowane wykluczeniem osób zbytecznych z obszaru komunikacji społecznej. Ich głos we wspólnocie politycznej przestaje być słyszalny, gdyż często dosłownie odbiera im się mowę. Czy to proces nieodwracalny?
- Nieobecni przy urnach wyborczych to nie tylko "wykluczeni". Fala apatii politycznej grubo wykracza poza sferę wykluczonych. Państwa mają swym obywatelom coraz mniej do zaoferowania, a wyborcy coraz mniej się po nich spodziewają. Mało co komu przyjdzie z hasła "zwierania szeregów" czy z konceptów szkoły neoliberalnej, że na kłopoty życiowe trzeba szukać rozwiązań prywatnych.
W Polsce działa czynnik dodatkowy. Kolejne elity polityczne w jednej tylko sprawie odnoszą sukcesy - w autokompromitacji i w kompromitowaniu się wzajemnym. Powstaje wrażenie, że politykom nie idzie o nic innego, jak tylko o zniszczenie alternatyw dla siebie - co musi wieść do ogałacania sceny politycznej z ludzi, których znacząca część obywateli gotowa była obdarzyć zaufaniem.
O hasłach liberalnych i socjalnych:
Jaki jest zatem sposób na pogodzenie liberalizmu z zasadą solidarności społecznej? Jak wybrnąć z tego dylematu w sytuacji, gdy wszystkie rządy w Polsce po 1989 r. głosiły dogmat o bezalternatywnej wartości rynku?
- Tezę, że "państwa opiekuńczego" - niefortunna to nazwa, obliczona na budzenie złych namiętności, wolę termin: "państwo socjalne" - nie da się pogodzić z rozkwitem gospodarczym i wzrostem bogactwa społecznego, wielu polityków przyjmuje dziś bez dowodu. Dowody w tej sprawie są, mówiąc oględnie, wątpliwe. Program szwedzkiej socjaldemokracji powiada (w moim luźnym tłumaczeniu): "Każdy z nas wcześniej czy później popada w opały. Dlatego potrzebujemy siebie nawzajem. Żyjemy tu i teraz, razem z innymi, w gąszczu zmian. Wszyscy bylibyśmy bogatsi, gdyby wszystkim pozwolono uczestniczyć we wspólnocie i nikogo nie pominięto. Wszyscy zyskalibyśmy na sile, gdyby każdy z nas, a nie tylko nieliczni, mógł czuć się bezpieczny". W jaskrawej opozycji do neoliberalnego credo socjaldemokraci skandynawscy twierdzą, że "dążenie do spójniejszego socjalnie społeczeństwa jest nieodzownym warunkiem modernizacji". Wszystkie "obiektywne wskaźniki" dowodzą, że mają rację.
Państwo socjalne jest instytucjonalizacją nowoczesnej wersji wspólnoty, czyli takiej zbiorowości ludzkiej, która przyjmuje zasadę zbiorowego ubezpieczenia każdego ze swych członków na wypadek osobistej porażki. Mierzy ona własną jakość nie dobrobytem ludzi najmożniejszych czy przeciętnym "dochodem na głowę", ale jakością życia swych najsłabszych członków. W końcu nośność mostu określa moc najsłabszego z jego filarów. Solidarność wspólnoty zasadza się nie na litości i filantropii, ale na poczuciu wspólnej odpowiedzialności moralnej za godność każdego ze swych członków, za jego prawo do samostanowienia, wolność od pogardy i upokorzenia.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)