Wywiady, wydarzenia polityczne, konwencje partyjne - miejsca teatralne, wydarzenia kulturalne, święto teatru. Te wszystkie przesadzone gesty, zimne obrazoburcze spojrzenia (człowiek-obywatel-wyborca - to tylko widz, niczego nie warte ciało, w którego mocy jest jedynie dokonanie wyboru, polityk spogląda na niego jak na ikonę, tylko przez czas trwania kampanii wyborczej, później widz staje się jedynie narzędziem, którym należy się posługiwać kiedy jego rola jest zagrożona), a także język który, mami i uwodzi przez jakiś czas (by później zamienić się w język kłamstw (czy też - "prawdy" - jakkolwiek byśmy to nazwali).
Polityczna lalka - aktor - marionetka - osiągnęła idealną formę we współczesnym świecie. Oczywiście nic samo z siebie się nie bierze, ideał ten został osiągnięty przez speców od public relations, reklamy czy też kultury - niszcząc całą idee humanizmu. Humanizm na usługach marionetki? Marionetka na usługach humanizmu? Co wybrać? Jaki wniosek wyciągnąć? Obydwa są prawdziwe i uderzają w piękną tradycję humanistyki. Idee, wartości, etyka, filozofia, filologia, historia - dziedziny humanistyki i cała tradycja są dziwkami polityki. Wykorzystywane dla osiągnięcia celów politycznych - tracą wartość. Bóg? Słowo. Człowiek? To tylko słowo. Naród? To wszystko to słowa, mające na celu zakrycie brzydoty lalki. To dzisiejszy make-up polityków.
Pytanie - polityk jest nadmarionetą czy marionetą? To pytanie, może być dzisiaj kluczowe. Czy polityk jest już idealnym aktorem? Który wyzbył się swojej osobowości? Który poddał się spektaklowi zwanym "polityką"? Czy jest w końcu demiurgiem, który wytwarza na potrzeby widza sztuczny świat? Mamiąc go przepychem dekoracji (słów), gestów i symulujących prawdę czynów?
Czy też polityk jest nieudolną porcelanową lalką? Wypchaną szmacianką, która zagra do muzyki społeczeństwa? W końcu to my go wybieramy - mamy uczucie, że coś od nas zależy (albo jest to tylko kolejna, nic nie warta fikcja).
A może dzisiaj widzimy, jak ta marionetka się rozsypuje? A wraz z nią cały świat? Ponieważ wiara w polityków, w naszym społeczeństwie dochodzi powoli do punktu depresyjnego. To znaczy, że cała gra jest nieudolna i nieidealna. Nie wierząc w polityków, nie wierzymy w świat - ponieważ to politycy dewaluują wartości, którymi się posługują. Każda przegrana - to kolejna porażka nowoczesnego świata, jakiejś ideii płynącej z tradycji. Czy jest to negatywne? Przekonamy się w niedalekiej przyszłości - a może już się przekonaliśmy, ponieważ co raz rzadziej potrafimy uchwycić jakiś sens czy wartość.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)