Boli mnie ciągle przeszłość mojego rodzinnego miasta. Kiedyś zaludnione, o niesamowitej przestrzeni miejskiej (widząc stare plany Głogowa, zachwycałem się prostotą i harmonią tego miasta). Dzisiaj instytucje kulturalne, ledwo przędą w tym mieście, społeczność się zmienia, umiera i wyjeżdża. Też jestem tego przykładem - ale nie zapominam o moim mieście.
Dzisiaj poruszę sprawę lokalną - ponieważ to ona buduje społeczeństwa, nie ma przecież społeczeństw bez "małych lokatorów państwa".
Dzisiaj ruina jest otoczona blaszanym murem - oddzielającym od miasta. "Teatr" wpisuje się w krajobraz miejski, ale jest zbyt daleko, żeby można było dotknąć starych zabudowań.
Tyle się zostało - kruche ściany, które czas nie szczędzi. Nie długo powstanie piękny budynek sklepu albo banku - miasto się rozwinie, kolejny punkt dla "czasów nowych". Tylko od czasu do czasu, człowieka postraszy cichy dźwięk muzyki, słów i desek, martwych desek teatru.
Są już zapowiadane ciche protesty, czasami trzeba się sprzeciwiać - nie żądamy teatru, ponieważ nie stać na to miasta. Wolimy, by ruinę pochłonął czas, co jest chyba nie możliwe - ponieważ stoi ona w takim samym stanie od pół wieku.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)