Poniosło mnie w ostatnich odpowiedziach (jeżeli można było to nazwać odpowiedziami) i padam na klęczki, i proszę o wybaczenie - więcej tego grzechu nie popełnię. Jednak, kłócić mam się zamiar dalej i napiszę co nieco, by rozjaśnić trochę sztukę, która nas otacza, by sprostać Jezusom i Maryjom-Zawsze-Dziewicom sztuki współczesnej.
Skąd wynika nasze nieprzystosowanie się do kultury? Trzymamy się kurczowo wzorców, mamy na piedestale wielkie hasła tradycji, używamy wyświechtanych słów - owszem, jesteśmy tylko ludźmi i mamy do tego prawo, ponieważ próbujemy składać świat od nowa, od nowa, od nowa - w każdej godzinie, w każdym dniu, w każdym wieku. Holocaust zdeformował, wszystkie "wielkie narracje" - upadek człowieczeństwa, skruszył maski humanizmu i okazało się, że cała tradycja na nic - ponieważ, gdyby wielkie ideały ludzkie były by w człowieku, nigdy by do tego nie doszło.
Sztuka? Sztuka umarła - jak można tworzyć sztukę na zgliszczach człowieczeństwa? A jednak próba, odrestaurowania sztuki nabrała tempa w latach 60-tych. Sztuka wolna, bezpardonowa, wrzucona w nowe dzieje, pozbawiona zahamowań, sztuka-fenomen, sztuka-intencja, sztuka-bezkształtna.
[Najbardziej radykalni estetycy i krytycy sztuki, wyrażają poglądy, że wystarczy już sama intencja tworzenia sztuki, by można było nazwać "coś" sztuką. Intencja - zamysł nad sztuką - wchodzenie w sztukę - a nawet sam gwałt na tej dziedzinie. To wszystko możemy nazwać sztuką.]
Jezus i religia w sztuce to temat (od początku, zaistnienia tego motywu w dziele sztuki) kontrowersyjny. Nigdy nie było dzieła, które, posługując się tym motywem nie wzbudziłoby sprzeciwów (nawet neutralne średniowieczne ikony, budziły obrzydzenie w innowiercach, były z lubością palone - ponieważ wierzyło się, że niszczy się tym samym Boga danej wiary). Dzisiaj, kiedy Bóg nie żyje (albo nie ma go na swoim miejscu), człowiek próbuje rozprawić się z pierwiastkiem boskim na tym świecie - właśnie poprzez sztukę. Chodzi o odczarowanie Boga na Ziemi, w ziemi i kształtach.
Dlatego, na przykład, Lyotard wyrażał sąd, że to co bezforemne i abstrakcyjne w sztuce awangardowej, wyraża "niewyrażalne" - Nie chodzi o to, żeby przedstawić absolut. Ale o to, że absolut jest. A dziś - człowiek próbuje szukać tylko formy, nie potrafi wykroczyć poza nią.
To również Lyotard, wyraża przekonanie, że:
Tutaj, teraz zdarza się, że ... i to jest właśnie obraz. To, że tutaj i teraz jest ten obraz niż raczej nic - to jest właśnie wzniosłe.
Więc, każde spotkanie ze sztuką, to wyrażenie tego "niewyrażalnego". Dokonanie aktu zniszczenia, to profanacja na świętości dzieła. Nawet, jeżeli czegoś nie potrafimy zrozumieć (podobno Boga nie można zrozumieć, ponieważ jest nielogiczny - największy złoczyńca może znaleźć ukojenie w zbawieniu, a największy święty potępienie w piekle - ponieważ: "nieznane są wyroki boskie") - nie wyklucza to próby rozumienia. Każda próba konfrontacji z dziełem - to próba uświęcona absolutem.
[Jeżeli Boga nie potrafimy zrozumieć i jego wyroków - to dlaczego tak łatwo przychodzi nam posługiwanie się jego imieniem? Człowiek tak naprawdę niczego nie zrozumie w ciągu życia - szczególnie siebie samego.]
Najlepiej i najprościej - powiedzieć, że "profanacja", że "niszczenie wartości", "prowokacja" i "nie podoba mi się" - jednak jest to tylko ucieczka. Ucieczka od problemów i paradoksalnie - ucieczka od absolutu.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)